Jeden z wątków drugiej odsłony afery Sawickiej pozostał niezauważony. Źle, bo jest przejawem poważnego psucia państwa. Nie tak spektakularnym jak sam spektakl CBA, ale również bardzo groźnym. Marszałek Sejmu zwołał posiedzenie prezydium, ale nie odbyło się ono, gdyż goście nie przyszli. Ani jeden!
Nawet nie warto sięgać do Konstytucji ani do regulaminu Sejmu. Dość powiedzieć, że jeśli obowiązkiem wicemarszałka miałoby nie być uczestnictwo w obradach prezydium, to już niewiele zostanie. Pięcioro wicemarszałków opozycji - z PO, SLD, SO, LPR i PSL - uznało, że mogą nie przyjść, bo nie podoba im się cel i temat posiedzenia.
Opozycja ma tonę usprawiedliwień. Marszałek chciał, by prezydium zwołało posiedzenie speckomisji, skoro jej przewodniczący odmówił. Chodziło o CBA i Sawicką, a opozycja słusznie uważała, że w tej sprawie, na jej obecnym etapie, posłowie nie mają nic do roboty. Ale przypomnę, że gdy minister sprawiedliwości ogłosił miesiąc temu bojkot sejmowej komisji - też miał wiele zdroworozsądkowych i słusznych powodów.
Wicemarszałek czy minister, nikomu nie wolno bojkotować marszałka i żadnego innego organu Sejmu. Temat się nie podoba? Przyjść, powiedzieć. Niestety został stworzony, rękami pięciorga wicemarszałków, kolejny bardzo niebezpieczny precedens - kolejny krok na drodze psucia państwa.



Komentarze
Pokaż komentarze (79)