Niezbyt dawno temu Pan Calineczek postanowił nieco pożeglować. Zaciągnął się więc na łódkę. Ani wielką, ani malutką, taką w sam raz. Miał pięciu towarzyszy żeglowania i bawiąc się wraz z nimi znakomicie zwiedził całą Krainę Jezior.
Przydarzył się tylko jeden mały kłopot. Pan Calineczek nie miał śpiwora. Zapomniał. To się zdarza w bajkach i nie tylko, ale bywa niewygodne. Niby nie było zimno, ale Pan Calineczek czuł, że nocami może trochę zmarznąć.
Ale - i w bajkach, i w życiu każdy problem można rozwiązać. Tak się zdarzyło i w tym wypadku. Pan Kapitan miał bowiem śpiwór z kapturem. Noce zaś nie były wcale tak zimne, by kaptur miał być Panu Kapitanowi potrzebny.
Pan Kapitan odpiął więc kaptur i dał Panu Calineczkowi. Okazało się wtedy, że kaptur śpiwora Pana Kapitana będzie znakomitym śpiworem dla Pana Calineczka, bo zmieścił się on w kapturze cały. Odtąd sypiał więc w kapturze.
To nie bajka. Rzecz zdarzyła się w lipcu na obozie żeglarskim na Mazurach, zaś Pan Calineczek to mój 12-letni syn. Aha, to nie ja go na ów obóz wysyłałem...




Komentarze
Pokaż komentarze (6)