Jak długo można wytrzymać bez kota?
Jakiś czas. W końcu czerwca nasz kochany G. - po 10 miesiącach pobytu w stolicy, chyba uznanego w kociej duszy za szczęśliwy okres w życiu - wrócił do domu rodzinnego, który musiał opuścić z przyczyn losowych.
Wczoraj późnawym wieczorem, za podszeptem niejakiego followa - ach, ileż to rzeczy dzieje się w naszym życiu z jego powodu! - zgłosiliśmy się do pana, który rozkleił w naszej okolicy kartki z prośbą o możliwie pilną ewakuację pary nadmiarowych, miesięcznych rudzielców z jego domu.
Oba chłopy. Identyczne. Za jakiś czas pewnie zaczniemy je rozróżniać, ale na razie nie ma chyba sposobu. Aklimatyzują się szybko. Choć mają tylko cztery tygodnie, jeden wyraźnie rządzi: ten drugi je i pije dopiero, gdy ten pierwszy pozwoli. Chyba, że nas robią w konia i zamieniają się rolami...
![]() |
PS. Jasny gwint, zapomniałbym! Zlinkowana galeryjka jest moim dziełkiem, ale powyższe zdjęcie zrobiła moja kochana K., używając jasnej stałki - bez błysku.





Komentarze
Pokaż komentarze (24)