Nie można ludzi straszyć wejściem euro - oświadczył przed chwilą szef MSWiA. Jakaż szkoda, że Monika Olejnik nie zapytała Grzegorza Schetyny, w jakim to mówi charakterze i jakie za owo straszenie grożą sankcje.
W kodeksie karnym ich nie ma. W kodeksie handlowym - też nie. Ani w projekcie reformy służby zdrowia. Panie ministrze - otóż wolno straszyć wejściem euro. Więcej: partie opowiadające się przeciw rychłemu przyjęciu przez Polskę wspólnej waluty będą to przez najbliższe lata robić na potęgę. Mają prawo.
Schetyna najwyraźniej myli pojęcia - podobnie jak większość komentatorów pod moimi postami: o Jarosławie Kaczyńskim i emerytach, oraz o inflacji mierzonej i postrzeganej. O euro można dyskutować w pełnym zakresie, włącznie z kwestią, czy w ogóle się ono Polsce opłaca - pomimo, iż formalnie rzecz biorąc państwo polskie oraz obywatele w referendum taką decyzję już podjęli.
Oczywiście fajnie byłoby, gdyby była to dyskusja uczciwa, oparta na argumentach, nie zaś na wierzeniach. Jednak nawet argumenty nieuczciwe nie są (z rzadkimi wyjątkami) nielegalne, o czym minister spraw wewnętrznych też musi pamiętać.


Komentarze
Pokaż komentarze (27)