Krzysztof Leski Krzysztof Leski
37
BLOG

Gruzja, Glemp i Jaruzelski

Krzysztof Leski Krzysztof Leski Polityka Obserwuj notkę 11

To nie jest post o pierniku i wiatraku. To post o polityce i dyplomacji, post o proporcjach, post o różnych metodach ważeniaracji i o tym, czy jest w owym ważeniu miejsce na coś, co śmiem nazwać moralnością.

Niektórzy pamiętają nasze zadymy z lat 80. Zwłaszcza lata 1982 i 1983 obfitowały w demonstracje na rzecz uwolnienia więźniów i relegalizacji "Solidarności". Okazji było wiele: 1 maja i 11 listopada, 31 sierpnia i 13 grudnia, a także 13 dzień każdego miesiąca.

Regułą było, że ZOMO nas rozpędzało. Czasem bardziej brutalnie, czasem mniej. Raz wystarczyły polewaczki i pokaz siły (zwłaszcza w mróz), innym razem pałowali, kogo popadnie - na ulicy i dziedzińcach aresztów.

Tłumy przychodziły większe lub mniejsze, i nie wszyscy w tym samym celu. Niektórym manifestującym politycznie puszczały nerwy, trafiali się kibole, oraz - last but not least - prowokatorzy. Krótko mówiąc bywało, że z tłumu na zomowców poleciało to i owo, lub że dochodziło do regularnej bitki.

Po większych jatkach czekaliśmy zawsze na głos Kościoła. Z nadzieją, ale nie bez nuty podejrzliwości. Obawy sprawdzały się rzadko, ale jednak się zdarzało. Czasem któryś z biskupów, czasem sam ks. prymas Józef Glemp, a jeśli mnie pamięć nie zawodzi - raz czy dwa nawet cała Konferencja Episkopatu w uchwale wzywała "obie strony" do spokoju.

Odbieraliśmy to jako rzecz wielce niesprawiedliwą, ba, niemoralną.  Poza bibułą i rozglośniami zachodnimi głos biskupów był jedyną przeciwwagą dla kłamstw komunistycznej propagandy. I jedyną w oficjalnej, legalnej sferze życia publicznego. Wiedzieliśmy, że formalnie to wszystko prawda, ale w sferze emocjonalnej czuliśmy się skrzywdzeni, bo byliśmy niejako zrównywani z reżimem, który tysiąckrotnie górował nad nami swym aparatem przymusu i propagandy.

Do rzeczy. Podziemna "Solidarność" to nie Gruzja, Rosja to nie Jaruzelski, prymas Glemp to nie ONZ. Analogia jest daleka, ale dla mnie klarowna. Gruzini nie rozegrali dobrze partii osetyjsko-abchaskiej i w niektórych okolicznościach trzeba o tym mówić.

Ale to nie znaczy, że gdy ktoś ze światowych liderów, zarzucając Moskwie złamanie karty ONZ, nie wspomni o przewinach Gruzji - da dowód braku wyczucia. Przeciwnie - dowiedzie dojrzałości. Wczoraj w nocy w debacie TV obaj kandydaci na prezydenta USA potępili gruzińską operację Moskwy i ciepło mówili o Saakaszwilim. Wiedzą - bo to im doradcy włożyli do głów - że Saakaszwili na dłuższą metę nie jest wiarygodnym partnerem.

Ale wiedzą też, że publiczne dzielenie się tą wiedzą dzisiaj byłoby wybielaniem Moskwy, na co ta nie zasłużyła.

PS. Ten post to efekt mojej dyskusji z rabanem pod poprzednim postem.

Salonowa lista prezentów Bawcie się dobrze ChęP: -3/6   ChęK: -3/6   ChęS: -3/6 . Półbojkotuję "lubczasopisma" Baby od chłopa nie odróżniacie! Protestuję przeciwko brakowi Freemana

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka