Stał się cud. W newsroomie PR I znalazłem dzisiejszą gazetę. Mianowicie Wyborczą. To znaczy - przedwczorajszą, ale rzecz zdarzyła się właśnie przedwczoraj. Zazwyczaj, gdy około 15.00 zjawiam się w gmachu na rogu Malczewskiego i Alei Niepodległości, wszystko jest już rozdrapane - prócz bezpłatnego "Metra". Podobno trzeba przyjść o 8.00.
Na 6. stronie GW z 26 IX znalazłem krótką notatkę Wojciecha Szackiego, częściowo wyjaśniającą zamieszanie z sondażami. Okazuje się, że PBS dla Gazety eliminuje niezdecydowanych, zaś GfK dla Rzepy tego nie robi (choć Rzepa czasem nie podaje liczby niezdecydowanych! o tempora! o mores!). Gdy sprowadzić sondaże do wspólnego mianownika, to wg GfK - PO zdobyłaby w wyborach 54% głosów, a PiS 30%, co istotnie nie aż tak strasznie odbiega od prognozy PBS (58-24).
Szacki uważa, że to wyjaśnia przyczyny zamieszania w mediach. Pomija wszakże inny wątek, który istotnie w mediach zamieszania nie wywołał, bo chyba tylko moją uwagę zwrócił: niewytłumaczalnej niczym poza indolencją sondażowni różnicą w trendach zmian poparcia.
Przez dwa tygodnie września przewaga PO nad PiSem: wg PBS wzrosła o 16 punktów, wg GfK spadła o 11. Rozstrzał między pracowniami wynosi 27 punktów procentowych, a gdy uwzględnić różnicę metodologii, o której wspomina Szacki - rozstrzał przekroczyłby 30 punktów. Chodzi o trend zmian, który nie może zależeć od różnic w metodach badawczych.
To nie jest skandal, to nie jest kompromitacja, to po prostu pogrzeb badań społecznych w Polsce. Czy mogę liczyć na wyjaśnienia? Na jakikolwiek odzew? PBS DGA? GfK Polonia? Redakcje Rzeczpospolitej, Gazety Wyborczej? Pan Wojciech Szacki osobiście?



Komentarze
Pokaż komentarze (53)