Po 1. gorące dzięki za wpisy pod ciepłopostem: sprawiły mi dużo radości. Po 2. dzięki za wpisy pod tym o autoryzacji: wnerwiły mnie i jeszcze wam pokażę, jak to z ta autoryzacją jest ;) Ale nie teraz.
Teraz uwag nieco na tle wojny pozycyjnej, którą od paru dni toczy w S24 mucha, alias Witold Jarzyński, z całą resztą. Temat: euro i inflacja. Pisałem o tym krótko przed tygodniem i nie będę się powtarzał, bo spór robi się coraz bardziej szczegółowy i zaczynamy dotykać imponderabiliów.
Czy wprowadzenie euro musi oznaczać wzrost inflacji? Odpowiedź brzmi: pomidor. Wiemy, co to jest euro, wiemy, że można je wprowadzić. Ale co to jest inflacja? To pojęcie wirtaulne. Rzeczywista inflacja nie istnieje.
To trywiał, ale często pomijany. Krajowe urzędy statystyczne i eurostat ogłaszają różne wskaźniki wzrostu cen towarów i usług. Dokładniej - wskaźniki dla swojego koszyka towarów. W koszykach są najróżniejsze rzeczy i nawet pies jest tam pogrzebany, niestety - z wagą nieznaną.
GUS o swej metodologii pisze nawet sporo, ale zawartości koszyka nie znalazłem. Szukałem? Szukałem. Długo? Nie. Dobrze szukałem? Pewnie nie. Czy koszyk gdzieś jest upubliczniony? Cholera go wie. A powinien.
W eurostacie już nawet szukać mi się nie chciało. Z drugiej strony gdybym znalazł, trudno by mi było to ocenić, bo wszak każdy ma swój koszyk. Sam pochłaniam np. tyle kakao, co 10 statystycznych polskich rodzin.
Nie żądam, by GUS badał i publikował wskaźnik inflacji dla Leskiego. Skoro jednak prócz głównego wskaźnika ma osobny dla emerytów, może małym nakładem sił i środków zróżnicować to bardziej. Ideałem byłby zestaw koszyków i wskaźników wzrostu cen dla samotnego studenta, młodej samotnej pary, typowej niezamożnej rodziny 2+1, itp. itd. To nie żart.
Nie ma zatem jednej inflacji, bo zależy ona od tego, kto i gdzie kupuje (tu ważny jest region kraju), a pochodną ktosia jest: ile czego kupuje. Skoro jednak zwykle publikuje się jeden wskaźnik, zawartość koszyka jest kluczowa. Aby stworzyć przeciętny koszyk, trzeba zdefiniować przeciętne gospodarstwo domowe i jego potrzeby. W tym gospodarstwie jest może 0.68 mężczyzny, 0.71 kobiety i 0.42 dziecka (moje dane szacunkowe ;).
Obawiam się, że koszyk istotnie jest nastawiony na przeciętną rodzinę (media, a czasem i ja w ślad za nimi, nazywają to często, acz bez sensu - statystyczną) i przeciętne dochody. Już to jawi mi się jako błąd, bo mało kto się z tym utożsami. Średnią oczywiście zawyżają ci nieliczni o bardzo wysokich dochodach. Jeśli już musi być jeden wskaźnik, niech dotyczy rodziny o dochodach równych medianie całego rozkładu. Innymi słowy - takiej rodziny, która jest bogatsza od połowy rodzin, a biedniejsza od drugiej połowy. W okolicach tego punktu powinna być zgrupowana stosunkowo największa liczba Polaków.
To wszystko rzekłszy nie zmierzam do wniosku, że oficjalne wskaźniki są g... warte. Przeciwnie, są dla mnie duuużo bardziej wiarygodne niż to, co fachowcy nazywają społecznym postrzeganiem inflacji, a co tu, w S24, wyraża się ostatnio tezą: wszyscy wiedzą, że podrożało.
Słyszę, że podrożało w rok-dwa o 20, 30, nawet 50%. Chodzić ma o artykuły podstawowe (choć to prawie równie puste słowa, jak inflacja - jeden nie wyżyje bez mięsa, inny wcina zielsko). Gdyby tak być miało - przy skromnym wzroście zarobków i dość stabilnym popycie - wyjaśnienia byłyby dwa: (1) cud, (2) poziom życia drastycznie spadł (co jest w sprzeczności ze stabilnością popytu). Chyba, że bogaci zaczęli nagle kupować 200 razy więcej chleba, by zrekompensować spadek popytu w mniej zamożnych grupach. Cóż, arytmetycznie się to kupy nie trzyma.
Po drugie, jeśli wszyscy wiedzą, że podrożało o np. 30%, to znaczy, że mają taki sam koszyk. Nie wiedziałem, że holenderski emeryt chodzi na dyskotekę 3x w tygodniu, a tamtejszy student gromadzi zapasy maści na reumatyzm. To też się kupy nie trzyma.
Po trzecie wreszcie - sam niedawno pisałem żartem o lokomotywach, ale nie zdziwiłbym się, gdyby przysłowiowa już w S24 wiertarka znalazła się w koszyku GUS czy innego narodowego instytutu. Od tego są wagi. Jeśli (zgaduję) przeciętny Polak płci męskiej kupuje w życiu jedną wiertarkę, to w miarę łatwo przełozyć to na ułąmek wiertarki w miesięcznym czy rocznym koszyku. Mamy prawo znać i krytykować koszyk GUS, ale proponuję chwilę namysłu każdemu, kto chciałby go wyśmiać a priori, bo sam nigdy o wiertarce nie marzył.



Komentarze
Pokaż komentarze (34)