Wielki fortel PiSu z wprowadzaniem w ostatniej chwili blokowania list do ordynacji wyborczej spalił na panewce. Cel był ewidentny: rozciągając koalicję rządową na samorządy PiS chciał wykopać dołek pod PO. Albo pójdzie ona na alians z SLD, tracąc resztki czystości, albo zgodzi się przegrać sejmiki, choć może wygra wybory.
PO postanowiła pozbyć się tylko małej cząstki honoru. Nie poszła na układy z SLD, zblokowała się z PSL. Chyba sama się we wrześniu nie spodziewała, co z tego wyniknie. Nie sugerowały tego sondaże, nie mógł tego raczej przewidzieć PiS, mnie też nie przyszło to nawet na myśl.
Oto PSL okazał się w tych wyborach niemal równie silny jak Lewica&Demokraci, a wyraźnie silniejszy niż Samoobrona i LPR razem wzięte. Tuskowi trafił się cud: zjadł ciastko i ma ciastko. Nie skalał się romansem z Olejniczakiem, wygrał plebiscyt partyjny i będzie zapewne rządził w większości sejmików.
Niecierpliwie czekam na podział funkcji w sejmikach, a potem na kompromisy Platformy z PSL przy dzieleniu unijnych pieniędzy. Ciastko Tuska może wtedy nabrać nieco gorzkiego smaku. Ale to już zupełnie inna historia.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)