Wg Dziennika śledztwo w sprawie śmierci Tadeusza Wądołowskiego w komisariacie MO w Gdyni miało dwa etapy: formalny i nieformalny. Pierwszy od 21 X 1986 do 3 VI 1987, dwie instancje, obie sprawę umorzyły. Kornatowski mówi, że nie prowadził i nie umarzał tych śledztw. Kontrdowodu na razie brak. Zgaduję, że w tej części Dziennik i Rokita mogą się mylić, i za co przyjdzie im może zapłacić.
Jest jednak etap drugi, nieformalny. Już po prawomocnym umorzeniu śledztwa, w sierpniu i październiku 1987, to Kornatowski miał dwukrotnie przesłuchać biegłego obducenta, który zbadawszy zwłoki wydał opinię o przyczynie śmierci aresztanta - twierdzi ekspert, który badał akta na zlecenie komisji Rokity. Same przesłuchania i włączenie protokołów do akt sprawy - już to byłoby naruszenie prawa.
Rokita w Dzienniku: Jak już wszystko poumarzano, trupa pochowano, wydarzyło się coś niezwykłego. Mogę się jedynie domyślać, że kogoś zaniepokoiły akta. Ten ktoś powiedział: słuchajcie towarzysze, to nie są dobre akta. Ktoś kiedyś może do nich powrócić. Wy zaś towarzyszu Kornatowski musicie uzupełnić akta o bezsporny dowód, że to była naturalna śmierć. I towarzysz Kornatowski zabrał się do pracy. Wbrew wszystkim procedurom, wbrew kodeksowi postępowania karnego, spotkał się z ekspertem od sekcji zwłok. Kazał mu sfabrykować dowód, że bicie nie ma związku ze śmiercią. No i przesłuchał, pozaprawnie, tego doktora raz jeszcze.
Mam w ręku opinię eksperta. Sama w sobie chyba nie uzasadnia słów Rokity, ale daje do myślenia. Wg akt przesłuchiwany przez Kornatowskiego obducent prostuje samego siebie: W czasie sekcji... nie stwierdziłem złamania kości nosa, a obfite krwawienie mogło być następstwem jego stłuczenia. Stwierdzony obrzęk płuc i mózgu mógł być następstwem ostrej lewokomorowej niewydolności krążenia. Prostuję, obrzęk mózgu i płuc był następstwem niewydolności krążenia... Nadto oświadczam, że użycie środków przymusu fizycznego, tj. uderzenie pałką milicyjną, nie miało związku ze zgonem (podkreślenia moje - KL).
Kornatowski zaś do tego nieformalnego etapu sprawy jak dotąd się nie odniósł. To nie uzasadnia raczej tezy, iż rację ma Rokita. Ale każe mi wstrzymać się z tezą, że Kornatowski jest tu tylko skrzywdzony. Parabola zmieniła się w sinusoidę. Co jutro?



Komentarze
Pokaż komentarze (66)