Krzysztof Leski Krzysztof Leski
460
BLOG

Maciek Damięcki - czy "Dziennik" zagrał fair?

Krzysztof Leski Krzysztof Leski Polityka Obserwuj notkę 272

Piszę to nie jako dziennikarz: znam Joaśkę i Maćka Damięckich od 15 lat. Rozmawiałem długo z Joaśką i opiszę teraz, jak to było. Nie: miało być według... - lecz: było. Bo jak mówię, mam do tego postu stosunek prywatny, nie zawodowy. I wierzę Joaśce.

Wszystko zaczęło się w 1973. Maciek, który nigdy nie krył, że wówczas pił sporo, bawił się z kumplami w hotelu. Nagle podszedł do nich facet znacznie bardziej od nich pijany i wymachując legitymacją SB zaczął wrzeszczeć: Ja was wszystkich, aktorzy, załatwię. Maciek wstał, wyrwał facetowi legitymację, a ten niepewnie się oddalił.

Dwa dni później Maciek dostał wezwanie. Miły pan z SB oświadczył, że z wdzięcznością powita zwrot legitymacji: Może pan jej nie oddawać, ale to źle się dla pana skończy. - Nie zbieram takich rzeczy - odparł Maciek i legitymację oddał. Odtąd jednak miał wrażenie, ze często jest obserwowany.

Nie minęło pół roku, gdy Maciek po kolejnej libacji wyszedł z hotelu MDM i z dwoma promilami wsiadł do auta. Po chwili uderzył w tramwaj. Większości aktorów - a trzeba pamiętać, że Maciek był wtedy na samym topie - uszłoby to w PRL na sucho. Ale nie Maćkowi: zabrano mu prawo jazdy i wóz, dostał też mandat. Wciąż go mamy - mówi Joaśka - za "uszkodzenie tramwaju samochodem marki Trabant na kwotę 89 zł".

Samochód i prawo jazdy były wtedy dla Maćka niezbędne, by móc przemieszczać się z jednego planu na drugi, z TV do teatru itd. Wezwany ponownie przez SB podpisał zobowiązanie do współpracy - w zamian odzyskał Trabanta i prawko. Napisał też ogólnikowe wypracowanie o stosunkach panujących w teatrze, bo i taki warunek za Trabanta postawił esbek.

Po prawie dwóch latach spokoju bezpieka odezwała się, gdy Maciek leciał do USA. Zażądali wypracowania z podróży. Napisał, że było przyjemnie, a wódka dobra. Także vodaj w 1975 spełnił osobliwą prośbę jednego z esbeków: wystąpił za darmo w kilku szkołach. Były to czasy Pory na Telesfora - dzieciaki szalały.

Odtąd znów unikał kontaktów, a po przeprowadzce kontakt się urwał. Koszmar odżył po telefonie z Dziennika z prośbą o spotkanie w sprawie pana ubeckiej przeszłości. Maciek zobaczył swoje zobowiązanie do współpracy i potwierdził jego autentyczność.

Usłyszał, że współpraca trwała osiem lat - temu stanowczo zaprzeczył: jeśli są w aktach jakieś dokumenty z lat po 1975, to nie jego ręką pisane. Po czym w portalu Dziennika przeczytał, że przez lat 16 donosił na inne sławy polskiej sceny i filmu. - A to tylko fragmenty, co będzie jutro w papierowym wydaniu? - pyta Joaśka.

Maciek nigdy nie należał do zadnej partii, nigdy nikogo nie skrzywdził - mówi Joaśka. - Jest naiwny jak dziecko, zrobił parę głupstw. Prawo jazdy było dla niego wszystkim. Dlaczego ludzie, którzy mają krew na rękach, chodzą bezkarni, a Maćka...

Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Zdania w sprawie lustracji nie zmieniam: mimo wszystko jest dziś bardziej potrzebna niż szkodliwa. Ale nie taka. Nie dzika i ślepa, lecz prowadzona przez IPN, pozwalająca uniknąć potępienia tym, którzy na nie nie zasługują. Niewinne ofiary będą i tak, ale na pewno mniej niż podczas obecnej jatki.

 

Salonowa lista prezentów Bawcie się dobrze ChęP: -3/6   ChęK: -3/6   ChęS: -3/6 . Półbojkotuję "lubczasopisma" Baby od chłopa nie odróżniacie! Protestuję przeciwko brakowi Freemana

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (272)

Inne tematy w dziale Polityka