Krzysztof Leski Krzysztof Leski
51
BLOG

Torwar spłynął łzami. Dwukrotnie...

Krzysztof Leski Krzysztof Leski Polityka Obserwuj notkę 77

Najpierw były łzy bólu i wściekłości. Fatalna organizacja wejścia na koncert TokioHotel sprawiła, że niejedna nastolatka zamiast do hali Torwaru trafiła do szpitala. Potem były łzy radości, rozpaczy, uniesienia i żalu, że już koniec. Cztery w jednym.

Kupując bilety dowiedziałem się, że wejście jest od 18.00, koncert o 19.30, supportu nie ma. Pod halą byliśmy sporo przed piątą. Potężny tłum oblegał już półkolistą barierę. Dominacja dziewczyn w przedziale wiekowym na oko 13-16. Nieliczni rodzice, nieliczne chłopaki. Jak to na boysbandzie. Względny spokój, skandowanie: Otwierajcie.

Nie otwierali. Tłum rósł i napierał. Mimo chłodu zrobiło siię duszno. Wreszcie ok. 18.15 ochrona z firmy Zubrzycki otworzyła małą furtkę w centrum. Tłum zafalował. Furtkę zamknięto, by otworzyć drugą parę metrów dalej i też ją zamknąć. Wreszcie decyzja: wejście na wschodnim skraju bariery. Nie umiem opowiedzieć, co się stało.

Wyobraźcie sobie tysiąc zgłodniałych małp przetrzymanych godzinę w niedużej klatce i raczonych smakowitymi zapachami, którym nagle pokazano banana, najpierw z jednej strony, potem z drugiej, wreszcie z trzeciej. Przepraszam za porównanie, ale inne nie przychodzi mi do głowy. Nie krytykuję ani małp, ani fanek.

Wejście przepuszczało kilkanaście osób na minutę. Przez kolejną godzinę, pokonując 30 metrów do furtki, walczyliśmy o przetrwanie. Moja córa ma 156 cm wzrostu, jej kumpela z klasy - 150. Ale trzecia, 10-letnia Aurelia - 136 cm. Ściśnięta między o głowę wyższymi nastolatkami, z ich kurtkami w gardle i łokciami w brzuchu, walczyła, by się nie udusić. Z trudem chroniłem ją przed upadkiem. Ale wycofać się nie chciała.

W środku organizacja była lepsza, a gdy Niemcy zagrali, wszystko poszło w niepamięć. Przesadne nagłośnienie zjadło część przyjemności, ale przyznam, że trochę mi się podobało. W minigaleryjce znajdziecie parę refleksji z koncertu.

Małolaty nieźle znają teksty TokioHotel i trudno było słyszeć Billa, który ustabilizował już głos po mutacji i znów nieźle śpiewa. Szkoda, że nie rozumiały zapowiedzi: z równą euforią, wyrażoną piskiem, reagowały na Kocham was i na To już ostatni kawałek. Piskiem wywalczyły dwa bisy i masowo się poryczały. Niektóre spazmatycznie szlochały.

Egzaltacja? Pewnie tak. Jestem jednak zwolennikiem wyrażania emocji. Za młodu nie było mi to dane, bo w szarej rzeczywistości PRLu nie było nawet o czym marzyć. Te małolaty marzą bez zahamowań i mierzą daleko. Samo w sobie nie czyni to ich dorosłymi, ale chyba mają większą niż ja szansę na zdrowy rozwój emocjonalny. Choć nie ma nic za darmo: przyszło im żyć w czasach trudniejszych, bo niejednoznacznych wyborów. Aczkolwiek większość jeszcze o tym nie wie.

Salonowa lista prezentów Bawcie się dobrze ChęP: -3/6   ChęK: -3/6   ChęS: -3/6 . Półbojkotuję "lubczasopisma" Baby od chłopa nie odróżniacie! Protestuję przeciwko brakowi Freemana

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (77)

Inne tematy w dziale Polityka