Tak sobie pomyślałem, że to świetny temat na Wielkanoc. I nawet aktualby, bo choć projekt ustawy zakazującej posiadania pornografii, autorstwa Mariana Piłki, poszedł do kosza po wycofaniu się połowy popierających posłów - szykuje się kolejny, tym razem w Lidze Polskich Rodzin. Zapowiada ona, że będzie łagodniejszy.
W apogeum dyskusji nad projektem posła Piłki Boguś Chrabota napisał tu płomienny tekst, który salonowicze ostro krytykowali. dowodzili, że Piłka nie chce karać samego posiadania, lecz tylko posiadanie w celu rozpowszechniania, a to ogromna różnica. Formalnie rzecz biorąc mieli rację. Śmiem jednak twierdzić, że Chrabota mógł być bliższy prawdy - tej, która jeszcze może się wyłonić z prac Sejmu.
Prawnicze spory o posiadanie w celu rozpowszechniania są stare jak świat. Dotyczą najczęściej narkotyków - i tak też było w polskim Sejmie za każdym razem, gdy zajmował się on tym tematem. Ścierają się dwa punkty widzenia: teoretyczny i praktyczny. W myśl tego pierwszego chodzi o zapis, który nie penalizowałby kogoś, u kogo znaleziono jedną działkę, bo chodzi o karanie dealerów. Praktycy dowodzili zaś, że dealerzy potrafią się z reguły wybronić przed sądem, jeśli zostawi się im furtkę ze słowami w celu rozpowszechniania. Mówili, że zapobiegliwy palacz kupuje przecież od razu paczkę papierosów, albo i dwie, zamiast gonić do kiosku po pojedyńczego peta - tuzin działek w torbie to więc ewidentnie porcja na własny użytek.
Ta sama dyskusja zapewne wybuchnie w dyskusji nad pornografią. Dopóki zaś nie ma w polskim Sejmie mechanizmu zapobiegającego uchwalaniu zgłoszonych w ostatniej chwili poprawek z sali, dopóty trzeba się liczyć z tym, że na biurka senatorów trafić może każde głupstwo. Także ustawa całkowicie zakazująca posiadania pornografii, zarazem nie próbująca zdefiniować tej ostatniej. I będzie bal.



Komentarze
Pokaż komentarze (13)