Odstawiłem samochód z powrotem do warsztatu i jestem wściekły. Na świat patrzę spode łba i nic mi się nie podoba. Zwłaszcza, że sterczę w pustym Sejmie, bo posiedzenie zaczyna się jutro dopiero o 17.00, by posłowie zdążyli oprzytomnieć po Świętach i zjechać do Warszawy w celu podjęcia decyzji o konstytucji i mundurkach.
Gdy zgiełku nie ma, media muszą zgiełk stworzyć. I tworzą. Wyduszamy z polityków komentarze do zapowiadanego przez Platformę antyraportu o WSI. PO wciąż prostuje doniesienia Newsweeka, jakoby zamierzała stawiać prezydenta przed Trybunałem Stanu: takie sprawy zostawiamy prawnikom. Takie może tak, ale gdy chodzi o coś naprawdę poważnego, żaden polityk prawników nie słucha. |Koalicja oburza się, że antyraport to element antyrządowej kampanii i walki o władzę. Trzeba napisać na nowo podręczniki politologii, bo wg obecnych celem partii politycznej jest zdobycie władzy, a zadaniem opozycji - krytyka rządu.
Bawiły mnie też niusy o wartym milion zł majątku zabezpieczonym u podejrzanych w nowej aferze lekowej Wprost. Milion to kawał kasy, a media słusznie zakładają, że większość obywateli RP uważa każdy majątek za podejrzany - to przekonanie wynieśli z PRL. Kłopot w tym, że te same media informowały, iż podejrzanych jest około trzystu. Dawało to średnio jeden trochę lepszy telewizor na podejrzanego. Dopiero przed chwilą lubelski prokurator oświadczył, że nie ma pojęcia, skąd media wzięły trzystu (jak to skąd? - z filmu!), gdy zaś podzielić milion złotych przez 26 osób, które poznały już zarzut, to nawet na w miarę wypasioną Pandę wystarczy.



Komentarze
Pokaż komentarze (47)