W Sejmie znów rozstawiali wczoraj gabloty. Wystawy są ostatnio chlebem powszednim w kuluarach parlamentu. Zwykle jednak tematy są jakoś związane z polityką. Wystawa, która ma być otwarta dzisiaj, to minimuzeum archeologiczne.
Zagadnąłem ekipę skośnookich organizatorów, bo tablic informacyjnych jeszcze nie było. To wystawa tybetańska, rzekli. A my jesteśmy z ambasady Chin.
Tak, chodzi o ChRL! Czyli... o co chodzi? Nie wiem. Próbowałem nieco poszperać w korytarzu marszałkowskim i w biurach Kancelarii Sejmu, ale może z powodu późnej pory natknąłem się na mur milczenia. Spróbuję dzisiaj. Teorię swoją wszakże mam.
W styczniu stała w Sejmie wystawa fotografii, bliska idei Wolnego Tybetu. Można o niej poczytać krótko tutaj, lub dłużej tutaj, a autorka tego drugiego linku informuje, że telefonicznie protestowała przeciwko wystawie ambasada Chin.
Może przysłała też jakąś notę marszałkowi. Może efektem było uzgodnienie, że niech i państwo chińskie zrobi wystawę o Tybecie na swoją modłę. Wątpię, by - gdyby nawet tak się stało - Marek Jurek zechciał to wyznać. Ale jeśli handelek miał miejsce, to w takim wypadku jestem cały za. Bo wystawa protybetańska była i swoje zrobiła, a cóż szkodzi, by ambasada zrobiła kolejną wystawę, jeśli ma to złagodzić jej gniew.
Zwłaszcza, że na razie przynajmniej wystawa nie zapowiada się na upolitycznioną. Kto chce, niech obejrzy mikrogaleryjkę z wystawy w budowie: Tybet wg Pekinu.
A jak sprawa Wolnego Tybetu stoi na giełdach światowych? Jacek Pałasiński rzekł dziś w TVN, że Lhasa to dziś wielkie chińskie miasto. Smutny, brutalny fakt, ale fakt. Nie widać znaczących sił gotowych walczyć z Pekinem o autonomię dla Tybetu.



Komentarze
Pokaż komentarze (14)