Samochód wprawdzie odzyskałem, ale złość mi nie przeszła, a chęć jej wyładowania nawet rośnie. Cieszę się więc z każdej kolejnej czyjejś wpadki, o której można wam donieść. Tym razem podłożył się Jan Rokita na krótkim briefingu w Sejmie.
Mówił o immunitecie, ale nie padło nic nowego ponad to, co o stanowisku PO wiem od dawna. Skupiłem się więc na pytaniach - jedno z nich dotyczyło wczorajszych przechwałek koalicji, że ma już plan rządzenia do roku 2013.
- Na miejscu obecnie rządzących nie byłbym taki pewien nie tylko tego, czy w 2013 roku będą jeszcze rządzić, ale także tego, czy jeszcze będą żyli - odparł z uśmiechem Rokita i zamilkł oczekując na następne pytanie. Zapytałem na boku, czy knuje zamach na życie bliźniaków: ich wiek i średnia życia polskiego mężczyzny nie wskazują na wysokie prawdopodobieństwo śmierci naturalnej w najbliższych latach. - Wyraziłem tylko oczywistą niepewność - rzekł Janek nie zdejmując uśmiechu.
Bodaj w 1985, z okazji jubileuszu paryskiej Kultury, w tekście do poświęconego Jerzemu Giedroyciowi numeru Tygodnika Mazowsze napisałem, że wkrótce ukaże się 500. numer Kultury - jeśli nie zdarzy się nic nieprzewidywanego. Babska czołówka redakcyjna ostro mnie skarciła za brak taktu, a odnośny fragment poprawiła.
Okoliczności łagodzące są liczne. Po pierwsze, Jerzy Giedroyć był już w dostojnym wieku, w przeciwieństwie do dzisiejszych Kaczyńskich. Po drugie, wyraziłem się nieco mniej dosłownie niż Rokita. Po trzecie, dzięki rewolucyjnej czujności Heleny rzecz nie ukazała się drukiem. Po czwarte, byłem wtedy studentem. Wreszcie po piąte - nie byłem, nie jestem i nie będę Janem Rokitą. To funkcja, która zobowiązuje. PS. Nomejko wrzucił empetrójkę, ja wrzucam linka. Nie odwrotnie.



Komentarze
Pokaż komentarze (53)