Powinno mi być wesoło. Minął dzień, w którym autobus z posłami zdołał bez wsparcia policji uciec dziennikarskiemu pościgowi w całkiem mocnych i sprawnych samochodach.
Ale jest mi markotno. I o tym będzie ten post, długawy, zapewne bezładny. Bowiem to już grubo ponad tydzień mojej prawie nieobecności w Salonie, który polubiłem.
Nie zaliczam się do czołowych czerwonych i w gruncie rzeczy nie próbuję konkurować z RAZem, Jankesem, Wrońskim, Warzechą. A jeśli to czynię - to nieświadomie. Wszak w gruncie rzeczy nie jestem, a w każdym razie nie czuję się publicystą. Jestem przede wszystkim reporterem. W Salonie trochę informuję o tym, co widzę i słyszę, trochę to analizuję, komentuję, głównie się podśmiewam. Nie porywam się na próby całościowego zdefiniowania rzeczywistości - ani tu, ani nawet w myślach, na własne potrzeby.
Jeśli mam grupę wiernych czytelników, to pewnie głównie dlatego, że starałem się zawsze - nie z obowiązku, lecz dla przyjemności - czytać komentarze i odpowiadać na nie. W przeciwnym razie po co prowadziłbym blog?
No i wymiękłem, odkąd mnie licho złe gnębić zaczęło. Ostatni dzień mojej prawdziwej obecności w Salonie to sobota 14 kwietnia. Potem popełniłem jeszcze parę postów, ale odpowiadać już niemal nie byłem w stanie. Przez kolejne trzy dni milczałem zupełnie. Od trzech dni znów pisuję, ale dopiero tej nocy, pod poprzednim postem, podjąłem próbę powrotu do dawnych obyczajów. Niezbyt udaną, bo wprawdzie poodpowiadałem, ale bez zwykłej przyjemności. Ba, z dużym wysiłkiem, bo musiałem każdy komentarz przeczytać trzy razy, by przyswoić sobie jego treść.
W Sejmie, pod pozorem gorączki, nuda. Ileż razy można powtarzać listę kandydatów na marszałka, oceniać szanse, cytować opinie posłów, którzy wiedzą tyle, co dziennikarze? Jak długo warto się łudzić, że przestaniemy gonić TVN24 i zajmiemy się nie tylko zawieruchami, które będą zapomniane za tydzień, ale także tym, co istotne z punktu widzenia najbliższych lat?
Tak, mam kryzysik blogerski i zawodowy. Pytanie, co tu jest jajkiem, co zaś kurą.



Komentarze
Pokaż komentarze (48)