Jesteśmy razem ponad pięć lat, układało się nam świetnie. Dopiero zupełny przypadek przed godziną sprawił, że wszystko się wydało. W jakże brutalny sposób związany z tym samym środowiskiem naturalnym, w którym się poznaliśmy - Internetem.
Narzekamy tu ostatnio chętnie i licznie na upadek obyczajów. W Salonie, w całym necie i w życiu w ogóle. Na onecie wpisują miasta, które nienawidzą bramkarza trampkarzy, na wupe znowu biją czarnych.... Były oazy. Takie jak choćby Kurnik, który polecam gdzieś z prawej u dołu strony. Były, ale i one wysychają.
K. grała kolejną partyjkę swych ulubionych kości. Rywalka małomówna - to norma. Ale, o dziwo, nie odeszła bez pożegnania.
Powitania wyjaśniać nie muszę. Słowo na "k"skrobnęła, gdy dostała generała z ręki, ale z rozpędu rzuciła kośćmi ponownie.
Po (przegranej) grze zaś, na "dzięki" mojej K., miast zamknąć okienko, rzuciła: szmata. Aha, nicki grających zmieniłem, by nie łamać ustawy o ochronie danych osobowych ;)
PS. Niniejszy post poczyniłem w spontanicznej reakcji na SMSa od Jankesa z Lesieńca: Freeman uważa, że jesteś 100 razy większym pantoflarzem niż ja. Wbrew nie wiem jakiej ustawie ujawniam treść, żeby się Bogna tym zajęła.



Komentarze
Pokaż komentarze (23)