Słowo wstępne sobie w domu skrobnąłem, by je w 30 Minutach szybko i sprawnie wygłosić i czasu nie marnować. Zgrałem na pendrive'a i jazda na Woronicza. Kątem oka ujrzałem, że na pendrivie tkwią sobie autorun.inf, explorer.exe (aa, zamiennik!) i foool.exe. Albo podobnie, bo liczyć mi się tych ooo nie chciało.
Brak już czasu, by coś z tym zrobić. Dla mnie zresztą problem żaden, bo autoplay dla wszelkich zewnętrznych napędzików i podobnych gadżetów wbrew ostrzeżeniom mej Windozy wyłączyłem, więc takie wiruski mogą mi skoczyć.
Po drodze szybkie, milczące śledztwo: pendrive'a używam tylko do transferu tekstów z domu do TVP, ale zwykle mam go przy sobie. Ostatnio był w użyciu, gdy w Sejmie pożyczyłem go kumplowi. Dzwonię, kumpel wszakże w trakcie rejsu żagielkiem na Morzu Północnym, więc nic nie wie. Ostrzegłem go i tyle.
W TVP zgłaszam się do miłego pana, który obsługuje m.in. transfer plików na prompter. Krótko opisuję sytuację. Wiem, że on świetnie rozumie, co do niego mówię - ale jakoś się dziwnie uśmiecha. Gdy skończyłem, rzecze: - Ale ja nie mam na tym kompie uprawnień admina, nie wyłączę autoplaya. Wsadzamy i już.
No to wsadziliśmy. Jeśli któryś z programów TVP zniknie wam z ekranu, wiedzcie, że to nie przypadek. Chciał tak ten, kto tylko dla siebie zastrzegł adminowe konta na każdym kompie w kompleksie Studia 4 i 5. Autoplay zostawił, by wirusikom dogodzić.



Komentarze
Pokaż komentarze (12)