Kto zauważył, ten zyskał. Kto nie zauważył, ma szansę teraz. Pojawił się w Salonie nowy fajny blog, choć autorka się specjalnie nie rozpisuje. Parę słów lub zdań, lecz często i celnie. Zerknijcie, proszę - a jeśli chcecie, wróćcie potem do mnie :)
Zapewne są w sieci miejsca, z których dowiedziałbym się więcej o dzisiejszej Finlandii. Ale tyle, ile oferuje Helena, to dla mnie akurat. I potwierdza moje spostrzeżenia, choć bliskie stereotypom - niekoniecznie o Finach, lecz o Skandynawach w ogóle.
Luty. Przychodzą Karlssonowie do Perssonów. Tak jak się umówili, na 18.30. Pogadali o tym i owym - pogodzie, robocie, cenach wódki i nowym sklepie alko. Żegnają się: To co, teraz wy wpadniecie do nas? 16 września o 19.00? Świetnie. Pa, pa...
A przecież mają i poczucie humoru. Chyba nie odbiegające od średniej europejskiej, choć fakt, że bez alkoholu trudniej je z nich wydobyć. Na pewno nie znam Finów tak jak Helena - znam troszeczkę. Przed 30 laty spędziłem tam miesiąc, miałem sporo kumpli i kumpeli, bywałem u nich z wizytami, na imprezach, raz na weselu z sauną. Z niektórymi utrzymywałem kontakt przez kilkanaście lat, tak jak z gromadką znajomych Szwedów czy Norwegów. Spontaniczności niewiele, ale jednak. I da się z nimi żyć...
Jedno u Finów mnie złościło. Przy całej swej skłonności do wódki i strasznym nordyckim akcencie w formalnie niezłej angielszczyźnie - to oni do mnie mawiali: You, Poles, the more you drink, the better you speak English...
PS. Ach, tytuł. Jeśli coś jeszcze pamiętam z 1977 roku, to znaczy Z Helsinek. Może tak, może nie :)



Komentarze
Pokaż komentarze (8)