krzysztofmroczko krzysztofmroczko
109
BLOG

Wszyscy będziemy internautami

krzysztofmroczko krzysztofmroczko Polityka Obserwuj notkę 0

Zbliża się rocznica protestów przeciw ACTA, więc mi się przypomniało, jak przy tej okazji pan premier powiedział był, że wszyscy jesteśmy internautami. Jakoś trudno mi w to uwierzyć. Być może nie mam dostępu do wszystkich danych, jakie powinien mieć szef rządu, ale jednak coś mi tu nie gra.

Badania z 2011 roku wskazywały, że korzysta z sieci nieco ponad 50% mieszkańców naszego kraju. Nieco inne dane podał profesor Czapiński w swojej Diagnozie Społecznej 2011. Nawet jednak zgodnie z nimi jedynie niecałe trzy czwarte polskiego społeczeństwa korzysta z sieci. Najnowsze niezależne wyniki można znaleźć tutaj. One również nie mówią o tym, że z sieci korzystają wszyscy. To rzecz jasna się zmieni. Rząd nam poprawi te niekorzystne statystyki.

Osobiście znam zresztą ludzi, którzy nadal uważają, że internet nie jest im potrzebny do szczęścia. Nie mnie wyrokować, kto ma rację w sporze entuzjastów z krytykami, ale najbardziej boję się tych, co chcą uszczęśliwiać wszystkich na siłę. Jakoś tak przed rokiem właśnie czytałem o projekcie pod niezmiernie ciekawą nazwą: Latarnicy Cyfrowi. Mieli oni dbać o to, by się nasze zacofane społeczeństwo cyfryzowało się nieco szybciej, bo jakieś takie oporne jest. No, inicjatywa może i słuszna, choć jakby ucichła. Osobiście przypominało mi to stare hasło Lenina: Komunizm to władza rad i elektryfikacja. Zamiast władzy rad podstawmy „nie robienie polityki”, zamiast elektryfikacji „cyfryzację” i jest w porządku. Postępowo w każdym calu, rewolucyjnie po prostu. Choć – mimo tak popularnej retoryki, obecnej także i tutaj – uważam, że daleko panu Tuskowi nie tylko do Lenina, ale nawet do komunistów rodzimego chowu. Może jednak się jeszcze nauczy, za jakieś dwie kadencje na przykład.

To wszystko mało w kwestii cyfryzacji. Na naszych oczach zamknięto kilkaset szkół, oficjalnie z powodu niżu demograficznego. Kto wie cokolwiek o oświacie ma świadomość faktu, że szkoły głównie zamykano dlatego, że samorządy nie wytrzymały spełniania obietnicy podwyżek dla nauczycieli, które dał lekką ręką premier. Nie wszyscy może pamiętają, ale to samorządy utrzymują podstawówki i gimnazja, państwo się nie dokłada, a jednocześnie to rząd ustala, ile będą zarabiać nauczyciele. Prawda, że fajnie? I jak ekonomicznie słusznie.

A tu Cyfrowa Szkoła nadciąga, podobno wielkimi krokami. Co prawda nie ma laptopów dla każdego ucznia, ale i tak będzie super. Każdy się tak wyuczy, że już naprawdę Polska przestanie być zieloną wyspą, a stanie się krainą mlekiem i miodem płynącą. Zapewne będzie to mleko (i miód także) wirtualne, ale co tam, w XXI wieku inne nam niepotrzebne.

Osobiście jestem jednak sceptyczny. Cyfryzacja nie polega bowiem na tym, by nauczyć nasze dziatki włączać komputer i trzymać myszkę. Nieco wyżej stojący w rozwoju Brytyjczycy zauważyli już dawno, że digital literacy, czyli umiejętność posługiwania się siecią jako taką nie oznacza jedynie jednostronnego odbioru treści. Wszak mamy już Web 2.0, polegający na interakcji. Wyobraźmy sobie, że uzasadnieniem dla nauki czytania i pisania byłoby mówienie, że uczymy dzieci po to, by mogły sobie poczytać wiodący tytuł prasowy i napisy na pasku szklanego ekranu. Tym samym jest mówienie o cyfryzacji, której rząd nie jest w stanie zrozumieć. Zresztą, rząd może i nie rozumieć, w końcu nie od tego on jest. Groźne jest jednak, gdy mówi nam, że rozumie, kłamiąc po prostu. Nikt wśród klasy politycznej w Polsce – a przynajmniej nikt w administracji, co widać po wszystkich portalach samorządowych i rządowych, a także po, pożal się Boże najczęściej, ich wizytówkach na portalach społecznościowych. Wszyscy ci ludzie mentalnie tkwią w sieci końca XX wieku co najwyżej, gdy przepływ polegał na takiej samej wymianie, jaką ma przeciętny oglądacz programu telewizyjnego. Może pogadać z ekranem, pomajstrować pilotem, ale to właściwie wszystko, na co ma wpływ. Podobnie premier chciałby widzieć edukację cyfrową młodych.

Trudno się zresztą dziwić. Lęk przed tym, co można zrobić z jakimś zdjęciem czy przemówieniem musi być silny. To jednak jest właśnie prawdziwa edukacja nowych mediów i sposobów ich wykorzystania. Nie chodzi o to, by można było sobie odtworzyć klip Platformy. Chodzi o to, by na niego zareagować. Twórczo zareagować. A na to rząd się na pewno nie zdobędzie. I dlatego wszelkie bajki o nadciągającej cyfryzacji między owe bajki włożyć można. Choć może nawet dzieci przejdą obok nich obojętnie. My zaś po prostu dajmy im wolną rękę. Na pewno przyniesie to o wiele lepsze skutki niż odgórnie sterowany program, który ma z nich uczynić powolne zwierzątka, głosujące raz na cztery lata na najnowocześniejszą z partii.

Wrocławianin z urodzenia i przekonania. Myślę szybko, nie owijam w bawełnę. Nadal wierzę w dziennikarstwo obywatelskie, dlatego prowadzę portal osiedlowy Wrocław Leśnica Info. Tutaj już nie piszę o polityce, zostawiam to hunwejbinom i sekretarzom. 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka