To zadziwiające jak ulgową w sumie taryfę stosuje Polska wobec symbolicznego choćby przyznania się Ukrainy do popełnienia zbrodni na ludności polskiej (chodzi tu oczywiście o lata 1943-1944 na Wołyniu). Sama geopolityka - i wynikający z niej naturalny alians polsko-ukraiński o ostrzu antyrosyjskim - wydaje się zbyt słabym powodem.
Ciekawe, że znacznie słabsze tarcia choćby polsko-litewskie z tamtych lat, budzą niekiedy większy oddźwięk. Czy o ukraińskim szaleństwie zabijania mamy zapomnieć? Jestem świeżo po rozmowie z sąsiadem, który oddał się lekturze książki Władysława Filara "Wołyń 1939-1944. Eksterminacja czy walki polsko-ukraińskie". Rzetelna, nie podgrzewająca emocji, a jednak wymowna w faktach. I prowokująca mimowolnie do pytań. Czasem surrealistycznych - czy polscy kibice udający się na mecze EURO 2012 zobaczą w kilku ukraińskich miastach postawione tam pomniki wysokich dowódców UPA, którzy wydawali rozkazy eksterminacji całych polskich wsi?
Bizmut72




Komentarze
Pokaż komentarze (4)