Kuba Pacan Kuba Pacan
41
BLOG

Mężczyźni z Piekar

Kuba Pacan Kuba Pacan Rozmaitości Obserwuj notkę 10


Wybrałem ten temat poniekąd po to by oderwać się od opisywania bieżących wyborów (setki bystrzejszych i mądrzejszych robi to o niebo lepiej ode mnie), a poniekąd dlatego, że temat jest mi bliski.

Dla wielu ludzi widzących telewizyjne migawki z pielgrzymki mężczyzn do Piekar Śląskich pierwszym wrażeniem było odczucie, jakby oglądali obrazki wyrwane trochę z zamierzchłej epoki lub jakąś lokalną egzotykę, która dzisiaj w XXI wieku trąci mocno cepeliadą. No bo któż dzisiaj, zapyta oświecony sceptyk, odwołuje się do sił nadprzyrodzonych by dostać lepszą pracę lub utrzymać obecną.

No właśnie, czy w dzisiejszej epoce atomu, wiedzy i internetu pielgrzymka w intencji pracy jest jeszcze komuś potrzebna? Czy pątnicy chodzą nań z autentycznej wiary, czy tylko dla podtrzymania tradycji?

Sądzę, że właśnie dziś przesłanie Piekar jest bardzo aktualne. Może nawet bardziej niż kiedyś. Spowodowane to jest złą sytuacją na rynku zatrudnienia, gdzie w szczególnie trudnym położeniu są mężczyźni żyjący z pracy najemnej oraz kryzysem tożsamości wielu z nich, żyjących do tej pory wśród wartości tradycyjnych.

We współczesnych serialach, prasie i reklamie itp., bohater pozytywny to facet sukcesu. Silny, inteligentny, przebojowy, przystojny, zadbany i wysportowany. I mimo że robi błyskotliwą karierę i zarabia krocie, to równie doskonale realizuje się jako mąż i ojciec. Pasje, którym się oddaje też nie mogą być pospolite. Im bardziej niebezpieczne i wyszukane, tym lepsze. Nikt tylko nie dodaje, że do prowadzenia takiego trybu życia potrzebna jest co najmniej czterdziestoośmiogodzinna doba i iloraz inteligencji co najmniej 150 IQ. Taki wyidealizowany i często nieprawdziwy obraz faceta „naj” powoduje, że wielu mężczyzn czuje niezwykłą presję by ciągle gonić króliczka, którego dogonić się nie da. A to już z kolei prosta droga do frustracji. Piekarska pielgrzymka proponuje inną drogę. Na pewno nie tak efektywną, jednak na pewno realną i opartą na niezmiennych wartościach.

Coraz szybsze tempo życia powoduje, iż nadążają tylko najlepsi, których w sumie jest garstka. Inni, ci mnie przebojowi, zaczynają się wstydzić i mieć poczucie winy, że nie dają rady. W konsekwencji popadają w smutek, regres i beznadzieję. Nie mają odwagi poprosić o pomoc, gdyż zewsząd słyszą, że silny chłop radzi sobie sam, a osobiste powodzenie, leży w jego rękach. Wszystko się zmienia w zawrotnym tempie a oni stoją bezradnie i wypatrują jakiegokolwiek kierunkowskazu, przewodnika i autorytetu, który opowie im o dzisiejszym, złożonym świecie.

Wielu z nich przechodzi kryzys własnej tożsamości. W czasach ponowoczesnych tradycyjne role mężczyzny i jego autorytet jako głowy rodziny upadają. Rozpadają się małżeństwa. Wielu mężczyzn sobie z tym nie radzi. Starają się jak mogą, biorą dodatkowe zajęcia, każdą wolną chwilę poświęcają rodzinie, a mimo to ciągle słyszą, że się nie sprawdzają, nie nadążają za swoimi czasami, są do niczego etc. W Piekarach odzyskują swoją godność. Dostają słowa pociechy i pochwały, których gdzie indziej raczej nie usłyszą. Dowiadują się tam, jak na nowo odnaleźć swoje powołanie pracownika, męża, ojca i mężczyzny.

Zdefiniować swoją tradycyjną pozycję w XXI w. nie każdemu jest łatwo. Oczywiście młody wykształcony liberał, mieszkający w dużym mieście nie ma z tym większych problemów. Gorzej ma mężczyzna wchodzący w wiek średni, pochodzący z tradycyjnych, często wiejskich środowisk. On w ciągle zmieniającym się świecie nie umie odnaleźć dla siebie odpowiedniej formuły. Właściwie, nie potrafi pokazać, gdzie leży „jego kawałek podłogi”. W zawrotnym tempie pędzącej rzeczywistości z lękiem obserwuje, iż jest coraz bardziej z tyłu, coraz bardziej wyalienowany od istotnych zdarzeń, które dzieją się na jego oczach. Piekary są miejsce jego socjalizacji do współczesnego świata. Dają mu punkt oparcia i twardy grunt pod nogami. Tutaj sprawy nabierają rzeczywistego wymiaru. W Piekarach można nabrać zdrowego dystansu i odpowiedniej perspektywy do opisania rzeczywistości i znalezienia się w niej.

Piekarska pielgrzymka pozwala przetrwać. Daje pociechę w niepewnych czasach. Znaczonych bezrobociem lub umową o dzieło i zanikiem tradycyjnych wartości, które pulsowały w człowieku od urodzenia. Tylko tutaj wychowujący w domu dzieci ze względu na bezrobocie ojciec dowie się, że z jego rzekomą nieporadnością nie jest do końca tak, jak się powszechnie uważa. Tutaj usłyszy, że będąc nawet w tak trudnym położeniu, może stanowić oparcie dla swoich bliskich i jest im bardzo potrzebny. Piekary mu uświadomią, że jego życie nie jest przypadkowe, i nawet kiedy nie robi kariery, jego życie ma sens. Miejsce, w którym się teraz znajduje, często niewdzięczne i na pierwszy rzut oka nic nie warte, jest jednak elementem misji, którą ma w życiu do spełnienia. W roli, która mu przypadła, musi trwać uczciwie, odważnie i ofiarnie. Prawdziwym bowiem heroizmem jest stworzenie normalnej kochającej się rodziny i wychowania dzieci na porządnych obywateli, w sytuacji bardzo ubogich środków materialnych, ale i nieraz intelektualnych.

Długo szukałem właściwego słowa, w miarę celnie określającego postawę wiernego, który wraca z pielgrzymki naładowany pozytywną energią. I myślę, że najodpowiedniejsze będzie nazwanie go OBYWATELEM GRZECZNYM. O mężczyźnie wracającym z Piekar Śląskich raczej nie przeczytamy w policyjnej kronice. Próżno go też szukać w statystykach PARPA (Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych). Bardziej jest to obywatel grzeczny, ułożony i pracowity. Bez narzekania ciągnący swój los. Jak być porządnym i zachować godność w warunkach niedostatku a czasem biedy, uczy właśnie piekarskie przesłanie. Nie trzeba do tego wyścigu szczurów, ani super zdolności. Trzeba natomiast życia moralnego i głębokiej odpowiedzialności za ludzi, których Bóg z daną jednostką związał.

Zdaję też sobie sprawę, iż znajdą się tacy, którzy złośliwie powiedzą, że to forma zbiorowej terapii dla ubogich ( i z taki stwierdzeniem się już spotkałem). Cóż, mają prawo do własnych poglądów. Lecz nawet jeśli w ich mniemaniu tak jest, to czy jest w tym coś złego?

Dla mnie piekarska lekcja jest obliczem katolicyzmu obywatelskiego. Uczy on wiernych, by nawet w trudnym położeniu nie dali się pokonać rezygnacji i nie odpuszczali walki o godne, sprawiedliwe i pożyteczne życie. Obywatelski katolicyzm zachęca, by zamiast ciągłego narzekania na panujący w koło mrok, zaczęto go w końcu rozpraszać zapalając własne, małe lampeczki. A zapalanie tych lampeczek to nic innego, jak czynienie wokół przestrzeni dobra i nieustanne sprawianie by świat stawał się bardziej ludzki.

 

Kuba Pacan
O mnie Kuba Pacan

Od centrum w prawo :)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Rozmaitości