13 obserwujących
84 notki
62k odsłony
  12606   0

Strzelnica

Strzelnica stała sobie na uboczu. Nie zarabiała dobrze, nie zarabiała źle. Ostatnio ruch był kiepski, dlatego właściciel ucieszył się kiedy do strzelnicy podeszło trzech klientów.

Jedna kolejka za dolara, można maksymalnie wygrać misia za 20 dolarów. W tym celu należy pięć razy trafić.


Trzej klienci zapłacili za swoje kolejki, lecz nie oddali strzałów. Byli zajęci szacowaniem. Po ożywionej dyskusji wyszło im, że ich prawdopodobieństwo prawdopodobnie prawdopodobne to około 50% szansy wygrania nagrody. Nie podali metodologii tego szacunku, ale przyjęli go za linię bazową. Jako że jak na razie stracili po dolarze aby uzyskać 50% szansy wygrania 20 dolarów, swoją wartość uznali za 50% szansę na 19 dolarów, co w tych kalkulacjach uśredniło się do obecnej “bezpiecznej” wartości 9.5 dolara. Zainwestowanie dolara i uzyskanie wartości 9.5 dolara zostało uznane za doskonałą inwestycję, więc trzej klienci wydali sobie nawzajem certyfikaty Złotej Jakości Inwestycyjnej.


Następnie jeden z nich oddał strzał i trafił.


Jako że prawdopodobieństwo wygranej wzrosło o (według niego) ⅕, oszacował on swoją nową wartość na 60% z 19 dolarów, czyli 11.4 dolara, co dało wzrost o 1.4 dolara na przestrzeni minuty, czyli 14 dolarów na dziesięć minut, 84 dolary na godzinę, 2016 dolarów dziennie, 735.840 dolarów rocznie. Teraz mówimy już o poważnych pieniądzach i chociaż były in spe, to tylko prymityw by się tym przejmował, bo na matematykę nie masz pan wała i nie badź pan trąba. W związku z tym wyemitował ów klient papiery wartościowe na swoim notesie. Reszta klientów która nie oddała jeszcze strzału i dlatego szacowała swoją wartość niżej odpowiedziała emitując własne papiery wartościowe, które w celu dywersyfikacji kupił najlepiej sobie radzący klient za własne papiery. Dwaj pozostali oczywiście kupili jego papiery za swoje papiery, skutkiem czego pierwszy posiadał po połowie każdego pozostałego, zaś pozostali posiadali po 40% pierwszego, z 20% wciąż należącymi do niego. I na tym może by się sprawa zakończyła, ale jeden z nich wpadł na pomysł zatrudnienia profesjonalnego strzelca wyborowego.


Właściciel strzelnicy zapytał czy ktoś planuje strzelać, ale został zignorowany. Toczyły się tu poważne interesy, nie na poziomie jakiejś zasranej strzelnicy.


Otóż profesjonalny strzelec według szacunków jednego z klientów wziąłby 200 dolarów, ale trafiłby w pięć celów z 95% pewności, co wprawdzie powodowało pewną ekspozycję (180 dolarów), ale doświadczalna delta przyrostu skoczyłaby wówczas drastycznie a dług da się łatwo zaksięgować i pokryć z przyszłych zysków. 95% pewności oszacował klient na przyrost wartości do 90% z 19 dolarów, czyli 17.1 dolara. Jak łatwo policzyć w minutę za pomocą samego tego pomysłu wartość przdsięwzięcia wzrosła o 7.6 dolara co daje przyrost o 3.994.560$ w skali roku. To spowodowało wzrost wartości papierów wyemitowanych przez tego klienta. Jako że po jego połowie posiadali pozostali klienci, będące w ich posiadaniu papiery odpowiednio wzrosły na wartości, więc wzrosła też ich wartość. To spowodowało wzrost wartości pomysłowego klienta który przecież posiadał papiery idące gwałtownie w górę. Jako że znaleźli się przez to na granicy zbyt widocznej rekurencji, po krótkiej lecz burzliwej naradzie ustalili że klient który raz trafił jest teraz wart miliard, klient który chciał zatrudnić strzelca jest wart 2 miliardy, klient który nic nie zrobił jest wart 0.8 miliarda. Ten ostatni był teraz uważany za poważnego inwestora, nie idącego na pochopne ryzyko i powoli i pewnie zwiększającego swoją wartość. Narysowano wykresy i przyszedł czas na zatrudnienie księgowych, ale ciężko ich było zatrudnić za kartki wyrwane z notesu.


Właściciel strzelnicy zapytał czy ktoś planuje strzelać, ale teraz wokół trzech klientów był już mały tłumek i nikt go nie usłyszał. Tłumowi zaprezentowano wykresy, złożoną matematykę i historię inwestycyjną, z której niezbicie wynikało że kto teraz zainwestuje w trzech klientów, ten stracić nie może. Gapie sięgnęli po portfele.


Dwie godziny później tłum liczył kilkadziesiąt tysięcy ludzi a ciężarówki bankowe dowoziły pieniądze. Pojawiły się kolejne papiery wartościowe, częściowo emitowane przez co sprytniejszych inwestorów w inwestorów. Właścicielowi strzelnicy kazano iść precz razem z jego strzelnicą bo przeszkadza w interesach.


W tym czasie niektórzy inwestorzy notowali już wzrosty roczne rzędu 70%, brakowało notesów do zapisywania nowych weksli, ciężarówki dowoziły po milion dolarów na minutę, z czego 995 tysięcy natychmiast szło na bonusy dla głównych graczy i obracaczy. Wszyscy uważali to za świetny interes, bowiem byli to ludzie Tworzący Wartość, geniusze powodujący nieustanną bonanzę wzrostu, Kapitanowie Przemysłu, Finansowi Magicy, Napędzacze Wzrostu. Zadowoleni i otoczeni dymem z cygar wręczali sobie nawzajem medale.

Lubię to! Skomentuj10 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale