13 obserwujących
84 notki
62k odsłony
  1856   0

Jak pracuje pieniądz

(kontynuacja tekstu “Pieniądz jaki jest”) 
    
 
Zanim wrócimy do anatomii i psychologii ostatniego kryzysu oraz kryzysów w ogóle, musimy dokończyć omawianie roli i funkcji pieniądza w ekonomii (choć jest to trochę jak mówienie o roli ekonomii w ekonomii). 
     
Tam gdzie w układzie społeczno-ekonomicznym występuje mała ilość partnerów, tam sensowny i możliwy jest barter. Wyhodowałem kilo marchwi, sąsiad kilo ziemniaków, wymieniamy się po pół kilo i obaj mamy ciekawszą dietę. Im więcej jednak stron i im bardziej skomplikowany produkt, tym jest to trudniejsze. Jak przeliczyć na kilogramy ziemniaków maszynę o tak olbrzymim stopniu komplikacji jak iPod? Jak porozsyłać te ziemniaki do ludzi którzy projektowali jego poszczególne części, wykopali rzadkie metale niezbędne w skomplikowanej elektronice, poskładali go, zrobili mu reklamę, zbudowali informatyczny ekosystem w którym może on działać? Jest to oczywiście niemożliwe. To brzmi jak truizm i jest truizmem, ale trzeba to sobie powiedzieć aby zrozumieć tezę postawioną przez Hayeka: 
     
Pieniądz jest wielkim wyzwolicielem.
     
Ma okropną prasę. Co i rusz Hollywood (zbierając za to ciężkie dziesiątki milionów) produkuje filmy o tym jak pieniądz zniszczył to i tamto, różni antropologowie którzy chcieliby widzieć tkwiących w dżunglii nieszczęśników jako ludzkie zoo narzekają jak pieniądz zniszczył prymitywne wspólnoty pozwalając im na przykład nie dygotać z zimna w czasie deszczu albo wyleczyć dzieciaka z infekcją kolana. Wszelkie anarchistyczne organizacje znudzonych od nadmiaru bogactwa dzieciaków ogłaszają w jakim Elisium będziemy wszyscy żyć jeśli tylko wyzbędziemy się pieniądza i zaczniemy polegać na czystej miłości. Tymczasem pieniądz ma właściwość niemalże magiczną. Otrzymany za naszą pracę pozwala nam wymienić ją na rzeczy których my sami pragniemy. Nie mamy nad sobą Komisarza Ludowego który decyduje że z powodu siedzenia pięć godzin nad arkuszem kalkulacyjnym mamy teraz prawo do meblościanki, krzesła oraz pięciu kilogramów mielonki nawet jeśli meblościankami sie brzydzimy, krzeseł mamy już dwadzieścia, a na mielonkę jesteśmy uczuleni. To my sami, z naszym abstrakcyjnym kwantyfikatorem w kieszeni, decydujemy na co chcemy naszą pracę wymienić i to decydujemy z zupełną dowolnością. Wymieniamy go przy tym na rzeczy które z ową pracą nie muszą w ogóle mieć nic wspólnego, często rzeczy które powstały na innym kontynencie, w niezwykle skomplikowanych procesach które bez istnienia pieniądza po prostu nie byłyby możliwe. To pieniądz je wiąże, to pieniądz je umożliwia, to pieniądz czyni je opłacalnymi. Jako taki czyni nas wolnymi od widzimisię ludzi którzy ocenialiby naszą pracę i materialną za nią należność według ich kryteriów, pozwalając nam oceniać ją według naszych własnych. Wyzwala nas od tyranii przydziałów, dając nam wolność zrzeszania się w olbrzymich grupach i związkach grup aby wyprodukować cudowne rzeczy, które potrafią zawieźć nas na Księżyc, albo przebić się tunelami przez góry. Pieniądz to wyzwoliciel ludzkiej inwencji na skalę globalną, nie osobistą. 
    
Pieniądz ma jeszcze jedną magiczną cechę: funkcjonujac w systemie zamkniętym prawie nigdy nie ginie. Co to znaczy? Dla pojedynczego człowieka ekonomia jest grą o sumie zerowej. Wydałeś X wysiłku w pracy, dostałeś za to odpowiednik owego X w pieniądzach. Teraz wydajesz Y na nowy telewizor i w zamian dostajesz telewizor o wartości Y. Ogólna suma przychodów i rozchodów wynosi 0 (tak, wiem że to uproszczenie), a przynajmniej tak jest postrzegana. To predysponuje nas do patrzenia na gospodarkę w ten sam sposób i w rzeczy samej z tego właśnie wyrosło kilka obłąkanych religii politycznych, z których najważniejszą jest Marksizm. Marksizm oparty jest o postrzeganie gry ekonomicznej jako gry o sumie zerowej. Jeśli z zakładu pracy czerpią zyski robotnicy oraz właściciel a właściciel bierze z tego milion, to jest to milion który odebrał robotnikom. W grze jest X pieniędzy i tylko X, więc im więcej dostają kapitaliści bądź obszarnicy, tym mniej dostają prawdziwi wytwórcy wartości, czyli robotnicy i chłopi. Jest to logika pozorna, ale na tyle przekonująca, że wyprodukowała dużo długich rowów wypełnionych wapnem i trupami.
 
Kupiłeś dom za milion złotych. Masz teraz ten dom, nie masz miliona. Dom warty jest milion, więc Twój stan posiadania nadal wynosi milion. Przemyśl to teraz. Skoro dalej jesteś warty milion, to nic nie straciłeś, ale zamiast szeleszczącego papieru masz teraz dom, tak? Suma zerowa? Jak widać tylko pozornie. Ale rozszerzmy teraz kadr. Twój milion trafił do robotników, właściciela firmy budowlanej, architekta, (niestety) rzeszy rzeczoznawców i urzędników, wytwórców mebli, płytek podłogowych, rur kanalizacyjnych, kabli, kontaktów, żarówek, do gigantycznej ilości ludzi i w tysiące miejsc. W zamian za to powstał dom o wartości miliona. Czyli, wydany przez Ciebie milion wciąż jest w obiegu, wciąż jest w gospodarce, ale przybył dom o wartości tego miliona. Milion stworzył milion. Czyli cały system na czysto wzbogacił się właśnie o milion! Suma zerowa? W żadnym razie. Prawidłowo funkcjonująca gospodarka to gra o sumie dodatniej. Wydajesz 30zł na posiłek, ale te 30zł znikają tylko z Twojego portfela. Są wciąż w obiegu. Zostaną wydane na czynsz płacony przez restaurację, na prąd, na produkty spożywcze, pensje personelu, od tego wszystkiego część zostanie zapłacona jako podatek, pieniądze te zbudują autostradę, wyposażą żołnierza w broń, wzmacniając bezpieczeństwo kraju. Firma zbrojeniowa która wyprodukowała tę broń zapłaci inżynierom, górnikom, hutom, ludzie tam pracujący wydadzą te pieniądze ma ubranie, jedzenie, rozrywki. Te 30zł nie znika, krąży wciąż, z każdym przekazaniem generując nową wartość, napędzając wielką fabrykę wszystkiego. Nawet kiedy mówi się o “utracie pieniędzy” rzadko jest to utrata rzeczywista. Ktoś w firmie państwowej kupił za milion rury, położył je przez miesiąc na deszczu i rury te zeżarła korozja. Milion strat. Ale ten milion zasilił przecież firmę która rury sprzedała i trafił do produktywnego, bo pozapaństwowego obiegu. Każda transakcja jest zyskiem dla systemu, nawet jeśli jest stratą dla jednej ze stron transakcji. To ma oczywiście dwie strony. Brak transakcji jest śmiercią systemu. Z chwilą gdy ludzie przestają kupować i przekazywać pieniądze, kiedy wpychają je w skarpetkę, firmy zaczynają upadać i gospodarka zaczyna się kurczyć. Gra o sumie dodatniej zamienia się w grę o sumie ujemnej. Nie ma tu miejsca na rozwinięcie tej myśli, warto jednak zapamiętać że najwazniejszym, krytycznie ważnym paliwem ekonomii jest nie złoto, papier, nie pieniądz, lecz zaufanie. System istnieje i działa tylko tak długo jak długo ludzie wierzą że istnieje i działa. 
Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale