Aż nie chce się wierzyć, że taki wymiar kary (maksymalny przewidziany przez kodeks) został orzeczony pierwszy raz w III RP; ale tak wynikało ze słów adwokatki broniącej oskarżonego, jakie zawarła w mowie końcowej. Cóż - lepiej późno, niż wcale. To pierwsza dobra wiadomość.
Druga to taka, że orzekał paleosędzia, zatem sąd apelacyjny nie będzie mógł uchylić wyroku "z marszu". Uffff.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)