Swoje pierwsze 18 lat życia mieszkałem i wychowywałem się na jednej z wiosek opolszczyzny. Jej mieszkańcy to byli w 95% "rdzenni" Ślązacy - z dziada, pradziada. Te 5% to nauczyciele, leśniczy czy radny. Natomiast jakby nie patrzeć,w swojej klasie byłem jedynym hadziajem (na Górnym Śląsku byłbym gorolem) - każdy kto się chociaż trochę orientuje w temacie to wie o czym piszę. Dzieci są jak gąbka - chłoną wszystko co widzą i słyszą. Ich świat jest czarno-biały. Dla moich rówiesników byłem "obcym" - mówiłem, a nie "gołdołem". Byłem dla nich na swój sposób wrogiem - każdy pretekst był dobry by mi "dołożyć".Kiedy mieliśmy po ok. 14-15 lat sytuacja zaczynała sie zmieniać. Sposób myslenia nas wszystkich ewoluował - czas zrobił swoje, a świat prócz barw czarno-białych zyskał wiele innych.Wiem również, że idąc do szkół ponadpodstawowych w Opolu wiele z moich kolezanek i kolegów "przeżyło" coś bardzo podobnego co ja wczesniej. Teraz role się odwróciły - Ślązak ze wsi trafił do miasta, do polskiego "żywiołu". Dodam tylko, że do dziś mam wielu znajomych wsród Ślazaków, obracam się w tym środowisku, już dawno nauczyłem się "gołdać", a mój przyjaciel od lat podstawówki od ponad 20-tu lat mieszka w Niemczech. Nauczyłem się oceniać ludzi indywidualnie - nie wedle nacji.
Czytałem tu (i nie tylko) notki na temat Ślązaków czy mieszkańców dawnych Prus Wschodnich . Myślę, że pisali to ludzie, którzy pewnie nigdy w życiu nie spotkali na swej drodze żadnego Ślązaka, nie spędzili ani jednego dnia na opolskiej wiosce.Ja również nie bedę moich wywodów "rozciągał' na Górny Śląsk (są różnice) czy dawne PW. Ślązacy w swym życiu codziennym głównie kierują się praktycznym i pragmatycznym podejściem do życia . Młodzi ludzie na progu dorosłości są nakłaniani przez swoich bliskich, aby podejmowali naukę w szkołach zawodowych. Wiąże się to z konkretnym fachem oraz szybszym usamodzielnieniem się. Elektryk, murarz, stolarz, mechanik samoch., fryzjerka, ekspedientka, kucharka - na opolszczyźnie wiekszość z nich to Ślązacy. Wśród nich "parcie" na dyplom wyższej uczelni jest słabe. Zawody o których pisałem powodują też , że mają wieksze "szanse" pracować w "swoim" środowisku , co nie jest dla nich bez znaczenia. Do dziś silny jest również zwyczaj , że "drugiej połowy" szukają w sąsiednich wioskach - wśród swoich. Odchodzenie od tego zwyczaju jest nieczęste i nadal rodzi konflikty. Cierpi ta strona która "wchodzi" w obcy żywioł.
Wielu Ślązaków wyjechało do Niemiec na stałe, z tych samych powodów dla których dzis tak wielu Polaków osiedla sie w Anglii, Holandii, Szwecji czy również w Niemczech. Dlatego mówienie że wyjechali z Polski, bo czuli sie Niemcami, to bzdura. W rozmowie z nimi i to zarówno z tymi którzy tam mieszkaja na stałe jak i tylko pracują, wiem że i oni dostrzegają rózne absurdy niemieckiego państwa i potrafią o tym mówić. Wiem że zabrzmi to mocno, ale przeciętny Ślązak nie ma poczucia nienawiści do tego co polskie. On państwem polskim raczej gardzi i nie ma do niego szacunku. Los Polski jako państwa jest mu całkowicie obojętny. Czy to znaczy że los Niemiec spędza im sen z powiek ? Oczywiście , że nie. Przeciętny Ślązak pracuje z zaangażowaniem, jest często dobry w tym co robi i chce za swoje wynagrodzenie żyć ze swą rodziną w sprawnie działającym państwie ,na poziomie podobnym do tego, jak w Niemczech czy Holandii. Tylko tyle i aż tyle !!! Powiedzmy sobie szczerze - przeciętny Polak ma bardzo podobne oczekiwania. Ślązacy (na opolszczyźnie) nie mają swojej 'elity", bo ta raczej jest utożsamiana z miastami i to wiekszymi. To tłumaczy czemu słyszymy o Gorzeliku, Kutzu czy Twardochu. Tym panom można wszelką "ich" broń w sumie łatwo wytrącić z ręki - "wystarczy" jedynie by Polska była "sprawnie" funkcjonującym państwem. Tylko że ............
Pan Piotr Skwieciński niezwykle trafnie i krótko ujął sedno "kondycji" naszego państwa. Napisał, że "mamy taką demokrację, na jaką nas stać". Można by sie tu rozpisywać o II-ej RP czy okresie komunizmu. Myśle , że "klucz" do polskiej duszy "wykrystalizował" sie juz w I-ej RP. Historia Norwegii czy Finlandii które "wyszły na prostą", każe mi sie zgodzić z tym co powiedział o nas Talleyrand, że " Polacy mają w sobie zalążek samozagłady". Myśmy do tej pory "nie zrozumieli" , że w kazdym państwie, każdym narodzie, "najcenniejszy kapitał" , który najtrudniej "odbudować" i zajmuje to najwiecej czasu, to .......... jego obywatele !!!!!
Z jednej strony nasz "skrajny" indywidualizm (gdzie 3-ech Polaków, tam 4 opinie), oraz niesamowita "łatwość" do olbrzymich "danin" krwi powoduje, że "szeregi" Polaków-obywateli , to "gatunek" u nas "występujący" rzadko i zawsze pierwszy w "kolejce" do zagłady.
Czytając pamietniki Adama Ronikiera, wynika z nich że Niemcy po (wygranej , rzecz jasna) wojnie już wtedy mieli zamiar "stworzyć" coś w rodzaju UE - oczywiście pod ich przewodnictwem. Dowcip polega na tym, że minęło tyle lat , nie było wojny , a Niemcy dopieli swego - nikt nie zaprzeczy , że to oni "grają pierwsze skrzypce" w UE. Włochy, Hiszpania, Wielka Brytania , Francja czy nawet Austria - to wszystko były prawdziwe potęgi. Jesteśmy świadkami szczytowej kondycji państwa niemieckiego. Mamy z nimi wiele kwestii spornych, ale są i zbieżne - skupmy sie na nich. Jeśli to tylko mozliwe "ich metody" przenosmy na nasz grunt. Uczyć sie od lepszego - to żadna ujma. A wszelkie okrucieństwa Niemców w czasie ostatniej wojny , nie maja tu nic do rzeczy.
Czy Polacy wyjdą na prostą ? NIE !!!! A dlaczego ? Bo będąc sąsiadem Niemiec musielibyśmy prowadzić na szerokim froncie dłuuuuugookresowe skoordynowane działania które wymagają "koronkowej" roboty i co najważniejsze KOMPETENTNYCH ludzi, albo "zadowolić" się rolą trzeciorzędnego państwa. Ale Polak potrafi i wybierze trzecia drogę......


Komentarze
Pokaż komentarze (39)