Jarosław jot-Drużycki Jarosław jot-Drużycki
876
BLOG

Molestowanie homoseksualne

Jarosław jot-Drużycki Jarosław jot-Drużycki Rozmaitości Obserwuj notkę 11

Preferencje seksualne należą do sfery intymnej człowieka i nikt nie powinien w te kwestie wnikać. Ale granicę mojej tolerancji wyznacza moment, w którym sam staję się obiektem nagabywań. Wielu mężczyzn usłyszało w swoim życiu homoseksualne propozycje o różnym odcieniu subtelności.

Połowa lat 80-tych. Jestem nastolatkiem, kończę właśnie podstawówkę, a może jestem już w pierwszej klasie ogólniaka? Nie ważne. Przechodząc pod Pałacem Kultury dostrzegam po raz pierwszy, że kamienne płyty chodnikowe układają się w zegar słoneczny. Przyglądam się zaciekawiony. Nagle podchodzi do mnie mężczyzna.
- Właśnie zastanawiałem się co to jest. Nie wiesz przypadkiem?
Popatrzyłem na nieznajomego
- To zegar słoneczny proszę pana.
- Tak?
- No. Trzeba stanąć o tu, w środku, a nasz cień wskaże godzinę.
- Hm, dobre, chyba masz rację. Chodź, usiądziemy tu sobie, pogadamy. Marek jestem.
Wyciągnął do mnie rękę. Popatrzyłem na nieznajomego i coś mi zaświtało
- Przepraszam pana, ale muszę już iść do domu, spieszę się, do widzenia.
Pomknąłem w stronę Alej. Zastanawiałem się tylko czy przez podanie ręki można zarazić się AIDS.

Połowa lat 90-tych. Nie mam jeszcze 25-ciu lat. Jadę stopem gdzieś w środku Turcji. Kierowca gada tylko po turecku, ja zaś żongluję kilkoma słowami, które zdążyłem załapać w ciągu tych dwóch tygodni. W pewnym momencie zaczyna mi coś tłumaczyć, coś proponować, gestykulacją wspomaga potok słów. Początkowo udaję, że nie rozumiem, potem jego objaśnienia stają się na tyle międzynarodowe, na tyle jasne, że rozumiem. Niestety aż za dobrze rozumiem o co temu panu chodzi. Ale wpadłem. Co robić? Łamaną turecczyzną daję mu do zrozumienia, że jest pewien problem, nierozwiązywalny. A mianowicie jestem chrześcijaninem, katolikiem. A nam papież zabrania robić takich rzeczy. Zajarzył. Argumenty religijne w tym kręgu kulturowym przyjmowane są ze zrozumieniem i bez dyskusji.

Połowa moje życia, tuszę. Nieubłaganie dochodzę do czterdziestki. Wczorajszy wieczór. Otwarta impreza w miasteczku, w którym teraz mieszkam. Bawimy się w gronie znajomych. Koleżka, młodszy o równą dychę, spogląda na mnie z sympatią, ale i wyraźną troską w oczach
- Co ty taki zdołowany jesteś?
- Nie jestem, wszystko wporzo.
- Nie nie, znam się na tym. Coś cię trapi.
- Nie.
- Masz żonę? dzieci?
- Żony już dzięki Bogu nie. Dzieci mam.
Klepie mnie ręką w kolano
- Wiesz, jak cię zobaczyłem po raz pierwszy, to tak sobie pomyślałem: jaki fajny bi, jaki miły gej...
- No to żeś się k...wa pomylił chłopcze!

Niby nic się nie stało. Ani wtedy, ani wczoraj. Ale absmak pozostał.

Wtrynia swe trzy grosze od 26 maja 2009 r. "Hospicjum Zaolzie" - rzecz o umieraniu polskości na zachodnim brzegu Olzy Wydawnictwo Beskidy, Wędrynia 2014 Teksty rozproszone (w sieci) Kogo mierzi Księstwo Cieszyńskie. W poszukiwaniu istoty bycia "stela" (Dziennik Zachodni) Mocne uderzenie (obrazki z Wileńszczyzny) (zw.lt) Wraca sprawa Zaolzia (Rzeczpospolita) Cień Czarnej Julki (gazetacodzienna.pl)   Lubczasopismo   Sympatie

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Rozmaitości