Czterdziestolatkowie 2013
Ich rodzice.
Urodzeni po wojnie. Pamiętają wygrzebywanie granatów z gruzów. Strzały padające z samochodów SB do ludzi na ulicach. Dorożki, furmanki. Jeżdżenie na łyżwach przykręcanych do butów. Chodzenie w jednym palcie przez wiele lat. Nie pamiętają wojny, bo nie mogą. Ale wychowali się ciężkich warunkach. Ich dzieci rodziły się w latach 60 i 70-tych. Akurat, żeby po dziesięciu latach XXI wieku mieć już własne dzieci, doświadczenia i plany. Mamy więc rodziców dobiegających do siedemdziesiątki i ich dzieci. Plus – minus czterdziestoletnie.
Do napisania tego zainspirował mnie wywiad Magdy Mołek z Agnieszką Holland, sprzed kliku lat. Ta ostatnia wyraziła się o swoim pokoleniu jako o ludziach, który nie potrafią odpuścić swoim dzieciom. Mają “swoje lata” ale dzierżą berło. Są na stanowiskach, mają pieniądze, firmy i moce decyzyjne. Nie potrafią i nie chcą oddać tego, czego się dorobili swoim dzieciom. Albo uważają, że nie muszą tego robić. Więc pewnych posad, stanowisk i możliwości nie ma dla czterdziestolatków.
Dzieci – czterdziestolatkowie.
Żyją w wielu rodzinach nadal nie jako dorośli ale jako dzieci swoich rodziców. Konsultują w rodzicami swoje posunięcia, życiowe wybory. Niektórzy nadal mieszkają z rodzicami, mimo wieku, własnych dzieci i własnego życia. Dlaczego? Bo tak lepiej. Dla kogo? Dla dziadków i wnuków. Nie dla czterdziestolatków oczywiście. Wielu z nich robi tak, żeby po prostu uciec przed kapitalizmem w postaci dożywotniego kredytu i koniecznością pracy w korporacjach, albo i u pana Czesia, jak z korporacji wyrzucą. Bo jak wyrzucą, to strach. Że nie będzie na życie, na dzieci , na wyjazdy, na naprawy samochodu. Strach i podwójna frustracja. Nikomu nie można się postawić. Dziadkom nie, bo zajmują się wnukami, wspomagają czasem groszem, albo i wciąż są właścicielem wszystkiego – działek, domów, mieszkań. Panu prezesowi, dyrektorowi, czy Czesiowi też nie, chociaż to cham i prostak, bo przecież wyrzucą z pracy. A jeśli nie wyrzucą, to będą niszczyć i atmosfera będzie fatalna.
Bo, atmosfera będzie fatalna,
tak jak w już jest czasem w domu, bo mamusia/teściowa/teść* wtrąca się do wszystkiego (*niepotrzebne skreślić). Nie, ogólnie w sumie nie jest źle. Przychody całkiem niezłe. Auto jest. Na wakacje stać. Ale czterdziestolatkowie chcą więcej.
Chcą po swojemu.
Chcą wolności, która jest w tej chwili obłędnie trudna. No bo przecież nie da się żyć spokojnie. Założyć mały interes, choćby warzywniak i żyć sobie pomalutku. Nie wystarczy. Jak otworzą Lidla obok, to się zaraz splajtuje. Na używanych samochodach też już się nie da dorobić. Ani na gruntach. Nawet bycie gangsterem jest niemodne.
Czterdziestolatkowie trwają więc przy tym co mają. Co jest. Co będzie? Mniej – więcej wiedzą. To samo. Dzieci dorosną i będą potrzebowały coraz więcej, żeby nie odstawać od rówieśników. Oni będą się starzeć. Oby dać radę jak najdłużej. Przecież jeszcze swoimi rodzicami trzeba będzie się zająć, jak sami nie dadzą rady. Być zdrowym, silnym i uśmiechniętym. A jak uśmiechu nie ma, to antydepresanty pomogą.
I jeszcze jakiś pacan będzie ich od lemingów wyzywał, ehhh…
Lodzermensch76.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)