Aby zrozumieć wydarzenia w Leicester, a później także w innych brytyjskich miastach, należy wrócić do czasów, gdy na subkontynencie indyjskim rodził się ruch niepodległościowy, a wspólna walka hinduistów i muzułmanów z brytyjskim imperium nie tylko wydawała się możliwa, lecz przez długi czas była faktem.
Niespełna sto lat temu mieszkańcy subkontynentu indyjskiego; sąsiedzi, przyjaciele, a często także członkowie tych samych rodzin – mimo różnych wyznań – żyli obok siebie. Małżeństwa mieszane nie należały do rzadkości, a politycy Indyjskiego Kongresu Narodowego i Ligi Muzułmańskiej przez wiele lat potrafili mówić jednym głosem - a ich wspólny cel - wyzwolenie spod brytyjskiego panowania. W powszechnym przekonaniu konflikt między Indiami i Pakistanem trwa „od zawsze". Historia pokazuje jednak coś zupełnie innego.
To pierwsza z kilku publikacji poświęconych historii, której skutki odczuwalne są do dziś.
Jak prywatna firma podbiła Indie
Trudno znaleźć w światowej historii przykłady prywatnych przedsiębiorstw, które otrzymały tak ogromną władzę. Nawet współczesne, międzynarodowe korporacje nie mają aż tak wielkich wpływów, jakie uzyskali brytyjscy przedsiębiorcy i handlarze. W 1600 roku, królowa Elżbieta I nadała grupie angielskich kupców monopol na handel z Indiami i ze znaczną częścią Azji. Tak powstała Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska. Początkowo jej działalność koncentrowała się na handlu przyprawami, jedwabiem, bawełną, herbatą i wszystkim co przynosiło zysk. Przedsiębiorcy szybko zorientowali się, że handel będzie łatwiejszy i bardziej opłacalny, gdy przejmą pełną kontrolę nad przydzielonym obszarem. Zaczęli budować forty, tworzyć własne garnizony, zatrudniać żołnierzy i coraz śmielej ingerować w lokalną politykę.
W XVIII wieku Kompania dysponowała już armią liczącą ponad 200 tysięcy żołnierzy - większą niż armie wielu europejskich państw. Prowadziła wojny, zawierała traktaty, opodatkowała mieszkańców, tworzyła administrację i stopniowo przejmowała również funkcje sądownicze. Mowa tu o terenach zamieszkałych przez miliony ludzi. Formalnie wciąż pozostawała przedsiębiorstwem handlowym. W praktyce wykonywała wiele zadań, które są zarezerwowane dla administracji państwa. To właśnie armia Kompanii Wschodnioindyjskiej, a nie regularne wojska Korony Brytyjskiej, odegrała decydującą rolę w podboju Indii. Dopiero po wielkim powstaniu sipajów w 1857 roku Londyn odebrał im władzę i podporządkował kraj bezpośrednio Koronie Brytyjskiej. Sipajowie - to ciekawostka - byli hinduskimi i muzułmańskimi żołnierzami służącymi w armii Kompanii Wschodnioindyjskiej. To właśnie oni stanowili większość sił zbrojnych. Brytyjskich oficerów było stosunkowo niewielu. Paradoks w którym prywatna brytyjska firma podbiła ogromną część Indii głównie rękami jej mieszkańców. Gdy ci żołnierze zbuntowali się przeciw swoim zwierzchnikom, wydarzenie to przeszło do historii jako powstanie sipajów. Trudno wskazać na jedną przyczynę buntu. Niezadowolenie narastało od lat. Sipajowie skarżyli się na dyskryminację, ograniczanie tradycyjnych przywilejów oraz coraz głębszą ingerencję Brytyjczyków w życie społeczne i religijne. Symbolem tych napięć stały się naboje do karabinów Enfield, które – według pogłosek - były smarowane tłuszczem wołowym i wieprzowym. Dla hinduistów krowa jest zwierzęciem świętym, dla muzułmanów świnia pozostaje zwierzęciem nieczystym. Aby załadować broń, żołnierz musiał przegryźć papierowy nabój. Nawet jeśli historycy do dziś dyskutują, jak duże znaczenie miał właśnie ten epizod, stał się on symbolem lekceważenia religii i zwyczajów mieszkańców Indii przez brytyjskich zwierzchników. W powstaniu walczyli zarówno hinduiści, jak i muzułmanie. Nie wszyscy jednak stanęli po stronie buntowników. Część indyjskich książąt i lokalnych władców poparła Brytyjczyków, licząc na zachowanie własnych wpływów i pozycji.
Brytyjski raj
Powstanie sipajów było punktem zwrotnym w historii Indii. Brytyjczycy brutalnie je stłumili, ale zdali sobie sprawę, że prywatna spółka handlowa nie jest w stanie utrzymać kontroli nad tak zaludnionym i rozległym krajem.
W 1858 roku Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska utraciła swoje przywileje. Władzę nad Indiami przejęła bezpośrednio Korona Brytyjska. W taki sposób rozpoczął się, trwający blisko dziewięćdziesiąt lat narzucony przez koronę nowy system administracji i zarządzania znany jako Brytyjski Raj. Administracja zachowała wiele rozwiązań wypracowanych przez Kompanię, jednak rządy stały się bardziej scentralizowane. Rozbudowano administrację, kolej, sieć telegraficzną i szkolnictwo, ale jednocześnie utrzymano system podporządkowujący interesy Indii potrzebom Imperium Brytyjskiego. Surowce i bogactwa subkontynentu nadal zasilały gospodarkę brytyjską. A nowi zarządcy starali się ograniczyć ryzyko kolejnego buntu. Armia została zreorganizowana, zwiększono liczbę brytyjskich żołnierzy, a przy rekrutacji większą uwagę zaczęto zwracać na podziały etniczne, religijne i regionalne. Administracja kolonialna stosowała sprawdzoną zasadę - „dziel i rządź”, równoważąc wpływy lokalnych społeczności. Obawiano się, że jakakolwiek przewaga może zagrozić brytyjskiemu panowaniu. W tym czasie zaczęła rodzić się nowoczesna indyjska świadomość narodowa. Coraz więcej mieszkańców zdobywało wykształcenie, poznawało idee samostanowienia, a z czasem zaczęło coraz częściej zadawać pytanie: skoro potrafimy zarządzać własnymi miastami, przedsiębiorstwami i uczelniami, dlaczego nie możemy rządzić własnym krajem?
Narodziny wspólnego ruchu
W odpowiedzi na te pytania grupa indyjskich prawników, nauczycieli, urzędników i przedstawicieli lokalnych elit, w 1885 roku założyła Indyjski Kongres Narodowy. Dziś wielu kojarzy tę organizację przede wszystkim z Mahatmą Gandhim i walką o niepodległość. Początkowo jej cele były jednak znacznie skromniejsze. Założyciele Kongresu nie domagali się zerwania z Imperium Brytyjskim. Chcieli przede zwiększenia udziału mieszkańców Indii w administracji i podejmowaniu decyzji dotyczących własnego kraju. Wierzyli, że stopniowe reformy pozwolą doprowadzić do większej autonomii, zachowując jednocześnie związek z Koroną. Pierwotnie Indyjski Kongres Narodowy nie był organizacją wyłącznie hinduistyczną. Od początku działali w nim zarówno hinduiści, jak i muzułmanie, a także przedstawiciele innych wspólnot religijnych. Łączyło ich przekonanie, że mieszkańcy subkontynentu – niezależnie od wyznania – powinni mieć większy wpływ na przyszłość kraju.
Przez kolejne lata Brytyjczycy traktowali Kongres raczej jako forum dyskusji wykształconych elit niż realne zagrożenie dla własnej dominacji i panowania. Wraz z coraz większym rozwojem świadomości politycznej znaczenie Kongresu zaczęło rosnąć.
Liga Muzułmańska
Pomimo tego, że w Kongresie działali zarówno hinduiści, jak i muzułmanie, dwadzieścia jeden lat później powstała odrębna Liga Muzułmańska. Muzułmanie nie odrzucali idei wspólnych Indii. Wśród części elit narastało przekonanie, że wraz z rozwojem demokracji i reprezentacji większościowej ich głos może zostać zdominowany przez znacznie liczniejszą społeczność hinduistyczną. Obawiano się, że nawet w niepodległych Indiach mniejszość muzułmańska będzie miała ograniczony wpływ na podejmowanie najważniejszych decyzji. W 1906 roku doprowadziło to do powstania Ligi Muzułmańskiej. Nie była jeszcze organizacją domagającą się podziału Indii ani utworzenia odrębnego państwa. Jej głównym celem była ochrona politycznych praw muzułmanów i zapewnienie im odpowiedniej reprezentacji w przyszłych reformach. Przez wiele kolejnych lat Liga i Kongres potrafiły współpracować. Ich wspólnym przeciwnikiem pozostawała administracja kolonialna, a nie sąsiedzi wyznający inną religię.
Gdy Hindusi i muzułmanie mówili jednym głosem
W pierwszych dekadach XX wieku nic nie zapowiadało tragedii i nic nie wskazywało na to, że subkontynent indyjski zostanie podzielony na dwa państwa. Choć Indyjski Kongres Narodowy i Liga Muzułmańska reprezentowały odmienne środowiska polityczne, coraz częściej dochodziły do podobnych wniosków. Obie organizacje uważały, że Brytyjczycy powinni stopniowo przekazywać mieszkańcom Indii realny udział w rządzeniu krajem.
Przełom nastąpił w 1916 roku podczas wspólnego spotkania w mieście Lucknow. To właśnie tam Kongres i Liga zawarły porozumienie, które przeszło do historii jako Pakt z Lucknow. Był to pierwszy moment, w którym dwie największe organizacje polityczne Indii wystąpiły do władz brytyjskich z niemal wspólnym programem reform. Domagały się zwiększenia udziału Hindusów i muzułmanów w administracji, rozszerzenia kompetencji wybieranych rad oraz większej autonomii prowincji. Liga Muzułmańska uzyskała jednocześnie akceptację Kongresu przy tworzeniu odrębnych okręgów wyborczych dla muzułmanów, co miało zagwarantować im odpowiednią reprezentację polityczną. Dla obu stron był to kompromis. Kongres uznał, że ochrona praw mniejszości jest ceną, którą warto zapłacić za utrzymanie jedności ruchu niepodległościowego. Liga Muzułmańska zaakceptowała natomiast współpracę z organizacją, w której większość stanowili hinduiści. Nikt jeszcze nie przypuszczał, że to rozwiązanie, uznawane za gwarancję współpracy stanie się po latach jednym z elementów politycznego podziału. Przez kilka kolejnych lat wydawało się, że jeden połączony front przeciwko brytyjskiemu panowaniu jest nie tylko możliwy, ale wręcz nieunikniony. Coraz częściej organizowano wspólne wystąpienia, manifestacje i kampanie polityczne. Wielu działaczy wierzyło, że przyszłe, niepodległe Indie będą państwem wszystkich mieszkańców niezależnie od wyznawanej religii. Był to prawdopodobnie moment największej politycznej jedności hinduistów i muzułmanów w całej historii nowoczesnych Indii.
Gandhi - człowiek który porwał miliony
Gdy w 1915 roku z Republiki Południowej Afryki do Indii wrócił Mohandas Karamchand Gandhi, ruch niepodległościowy istniał już od kilkudziesięciu lat. Tworzyli go jednak przede wszystkim prawnicy, urzędnicy i przedstawiciele wykształconych elit. Debatowano, pisano petycje i prowadzono rozmowy z brytyjską administracją. Dla ogromnej większości mieszkańców Indii była to polityka odległa i obca. Gandhi całkowicie zmienił jej charakter.
Nie dysponował armią, ani kapitałem, nie miał zaplecza politycznego i wybitnych talentów artystycznych. Sprzeciwiał się również zbrojnemu powstaniu. Uważał, że największą siłą narodu będzie masowe, pokojowe nieposłuszeństwo. Twierdził, że nawet najpotężniejsze imperium nie będzie w stanie rządzić krajem, jeśli miliony odmówią współpracy. Jego idea satyagrahy, czyli pokojowego oporu opartego na prawdzie i odrzuceniu przemocy, szybko zaczęła zdobywać zwolenników. Zachęcał do bojkotu brytyjskich towarów, rezygnacji z pracy w administracji kolonialnej, niepłacenia niektórych podatków oraz wspierania lokalnego rzemiosła. Symbolicznym gestem stało się noszenie prostych ubrań tkanych z własnoręcznie przędzonej bawełny zamiast importowanych tkanin z brytyjskich fabryk. Po raz pierwszy ruch niepodległościowy przestał być domeną elit. Do polityki włączyli się chłopi, robotnicy, kupcy i kobiety. Miliony ludzi uwierzyły, że mogą mieć wpływ na przyszłość kraju. Gandhi nie budował swojej wizji Indii wyłącznie wokół hinduizmu. Wielokrotnie podkreślał, że przyszłe państwo powinno należeć do wszystkich jego mieszkańców - bez względu na religię. Współpracował zarówno z działaczami Kongresu, jak i z wieloma przywódcami muzułmańskimi, wierząc, że tylko wspólny front biernego oporu może zakończyć brytyjskie panowanie. Na początku wydawało się, że ma rację.
Amritsar - dzień, w którym pękło zaufanie
13 kwietnia 1919 roku tysiące mieszkańców Pendżabu zebrało się w ogrodzie Jallianwala Bagh w Amritsarze. Jedni przyszli zaprotestować przeciw nowym represyjnym przepisom narzuconym przez brytyjskie władze, inni uczestniczyli po prostu w świątecznym zgromadzeniu z okazji Baisakhi – jednego z najważniejszych świąt Sikhów. W tłumie byli hinduiści, muzułmanie i sikhowie.
Niedługo po rozpoczęciu zgromadzenia do ogrodu wkroczył oddział żołnierzy dowodzony przez generała Reginalda Dyera. Wyjścia zostały zablokowane. Bez ostrzeżenia padł rozkaz otwarcia ognia.
Przez około dziesięć minut żołnierze strzelali do bezbronnych ludzi. Nie oddawano salw ostrzegawczych. Celowano tam, gdzie tłum był najgęstszy. Wielu próbowało ratować się skokami do studni znajdującej się na terenie ogrodu. Inni ginęli przy murach, nie mogąc znaleźć drogi ucieczki.
Brytyjskie władze oficjalnie przyznały później, że zginęło 379 osób. Indyjskie źródła od początku twierdziły jednak, że ofiar było ponad tysiąc. Dokładnej liczby prawdopodobnie nigdy nie poznamy. Masakra w Amritsarze stała się momentem, w którym miliony mieszkańców Indii utraciły wiarę, że Imperium Brytyjskie jest gotowe traktować ich jak równych obywateli. Zimny prysznic, po którym rozmowy o stopniowych reformach przestały mieć sens. Także Gandhi zmienił swoje podejście. Dotychczas wierzył, że Brytyjczyków można przekonać do stopniowych ustępstw. Po Amritsarze uznał, że jedyną drogą pozostaje masowy ruch nieposłuszeństwa obywatelskiego. Masakra ta jeszcze bardziej zbliżyła do siebie hinduistów i muzułmanów. Wspólny gniew wobec brytyjskich władz wydawał się silniejszy niż dzielące ich różnice. Nikt jeszcze się nie spodziewał, że największy kryzys dopiero nadejdzie. Historia obrała kurs, którego nikt nie przewidział.
Pierwszy rozłam, Muhammad Ali Jinnah - od ambasadora jedności do ojca Pakistanu.
Jeszcze kilka lat wcześniej Muhammad Ali Jinnah uchodził za jednego z największych zwolenników współpracy hinduistów i muzułmanów. Był współtwórcą porozumienia z Lucknow i przez długi czas wierzył, że Indie mogą odzyskać suwerenność. Nadal wierząc w niepodległość jednego państwa. W przeciwieństwie do wielu późniejszych przywódców nie odwoływał się on do religijnych emocji. Prawnik wykształcony w Londynie, wierzył przede wszystkim w siłę kodeksów prawa, negocjacji oraz stopniowych reform. Masakra w Amritsarze zmieniła nastroje w całym kraju. Gandhi odpowiedział wezwaniem do masowego nieposłuszeństwa obywatelskiego. Zachęcał do bojkotu brytyjskich instytucji, sądów, szkół i towarów. Miliony ludzi ruszyły za nim. Jinnah patrzył na tę strategię z coraz większym niepokojem. Nie kwestionował celu, jakim była niepodległość Indii. Obawiał się jednak, że polityka ulicznych protestów i masowych emocji może wymknąć się spod kontroli. Uważał, że państwo powinno powstać w wyniku negocjacji i zmian konstytucyjnych, a nie pod presją tłumu. W 1920 roku zdecydował się opuścić Indyjski Kongres Narodowy. Wciąż jednak nie odrzucał idei wspólnych Indii. Uznał po prostu, że Gandhi prowadzi kraj drogą, która była dla niego nie do zaakceptowania. Był to pierwszy poważny rozłam wśród przywódców ruchu niepodległościowego. Po raz pierwszy okazało się, że wszyscy chcą wolnych Indii, ale nie wszyscy wierzą, że prowadzi do nich ta sama droga. Pierwsze starcie między odmiennymi wizjami tego, jak odzyskać wolność. Do podziałów religijnych i terytorialnych było coraz bliżej, a jeszcze między hinduistami i muzułmanami panował sojusz. Po raz pierwszy okazało się, że wszyscy chcą wolnych Indii, ale nie wszyscy wierzą, że prowadzi do nich ta sama droga. Nikt jeszcze nie mówił o podziale kraju. Ziarno nieufności zostało już zasiane.
Drugi rozłam: kalifat, który podzielił sojuszników
Po I wojnie światowej zwycięskie mocarstwa planowały rozbiór Imperium Osmańskiego. Dla wielu muzułmanów na świecie oznaczało to również zagrożenie dla pozycji kalifa – religijnego przywódcy islamu. W Indiach narodził się ruch domagający się zachowania kalifatu i wywarcia nacisku na Wielką Brytanię. Ku zaskoczeniu wielu współczesnych Gandhi zdecydował się poprzeć ten ruch. Uznał, że wspólna walka hinduistów i muzułmanów przeciw brytyjskim władzom może jeszcze bardziej zjednoczyć społeczeństwo i przyspieszyć drogę do niepodległości. Włączył postulaty ruchu kalifackiego do prowadzonej przez siebie kampanii nieposłuszeństwa obywatelskiego. Nie wszyscy podzielali ten entuzjazm. Muhammad Ali Jinnah patrzył na sytuację zupełnie inaczej. Uważał, że mieszanie kwestii religijnych z walką polityczną jest błędem. Był zwolennikiem konstytucyjnych reform i negocjacji z Brytyjczykami, a nie masowych kampanii odwołujących się do emocji i symboli religijnych. Coraz trudniej odnajdywał się w prowadzonych przez Gandhiego formach obywatelskiego nieposłuszeństwa i biernego oporu.
To nie był jeszcze spór o Pakistan. Był to jednak moment, w którym dwaj najważniejsi przywódcy ruchu niepodległościowego zaczęli coraz wyraźniej podążać różnymi drogami.
Kiedy religia wróciła na ulice
Po zakończeniu współpracy Kongresu z ruchem kalifackim wspólny entuzjazm zaczął stopniowo wygasać. Coraz częściej dochodziło do lokalnych napięć między hinduistami i muzułmanami. Spory, które wcześniej miały przede wszystkim charakter polityczny, coraz częściej przybierały wymiar religijny.
W latach dwudziestych XX wieku w wielu miastach dochodziło do zamieszek. Iskrą bywały procesje religijne, spory o miejsca kultu czy rytualny ubój zwierząt. Konflikty miały lokalny charakter, jednak z każdym kolejnym rokiem rosło przekonanie, że dawna współpraca staje się coraz trudniejsza.
Brytyjska administracja nie pozostawała biernym obserwatorem. Nadal korzystała z zasady „dziel i rządź”, podkreślając odrębność poszczególnych wspólnot i utrzymując system polityczny oparty na podziałach religijnych. Każde kolejne nieporozumienie pogłębiało wzajemną nieufność.
W tym samym czasie Gandhi wciąż wierzył, że przyszłe Indie mogą być wspólnym domem dla wyznawców wszystkich religii. Muhammad Ali Jinnah patrzył na rozwój wydarzeń z coraz większym niepokojem. Coraz częściej zadawał pytanie, które jeszcze kilka lat wcześniej wydawało się niepotrzebne: czy w demokratycznym państwie muzułmanie rzeczywiście będą mogli czuć się bezpiecznie jako mniejszość? Był to moment, w którym wspólna wizja przyszłości zaczęła ustępować miejsca wzajemnym obawom.
Czy większość zawsze ma rację?
Pod koniec lat dwudziestych XX wieku spór między Indyjskim Kongresem Narodowym a Ligą Muzułmańską coraz wyraźniej dotyczył przyszłości Indii po odejściu Brytyjczyków. Odpowiedź wcale nie była oczywista. Hinduiści stanowili około dwóch trzecich mieszkańców całego subkontynentu. Muzułmanie byli liczną, lecz stanowiącą niespełna jedną czwartą całego społecznością. W demokratycznym państwie opartym na zasadzie rządów większości oznaczało to, że najważniejsze decyzje mogłyby przez dziesięciolecia zapadać głosami hinduistycznej większości. Wielu działaczy Ligi Muzułmańskiej zaczęło zadawać pytanie, czy w takim systemie prawa mniejszości będą chronione. Brytyjczycy postanowili przygotować projekt przyszłych reform ustrojowych. W 1927 roku powołali Komisję Simona, która miała ocenić funkcjonowanie administracji w Indiach i zaproponować zmiany. Decyzja od początku wywołała ogromne protesty. W skład komisji nie wszedł ani jeden Hindus ani ani jeden muzułmanin. Dla wielu mieszkańców Indii był to kolejny dowód, że o przyszłości ich kraju nadal chcą decydować wyłącznie Brytyjczycy. W odpowiedzi Indyjski Kongres Narodowy przygotował własną propozycję ustroju przyszłego państwa. Dokument, znany jako Raport Nehru, zakładał powstanie silnego, zjednoczonego państwa z szerokimi prawami obywatelskimi i wspólnym systemem wyborczym. Wielu działaczy Kongresu uważało, że tylko odejście od podziałów religijnych pozwoli zbudować nowoczesne, niepodległe Indie. Muhammad Ali Jinnah uznał jednak, że projekt nie daje wystarczających gwarancji mniejszości muzułmańskiej. W odpowiedzi przedstawił własny program, który przeszedł do historii jako Czternaście Punktów Jinnaha. Jeszcze nie domagał się utworzenia Pakistanu. Żądał natomiast ustroju państwa opartego na federalizacji, większej autonomii prowincji oraz takich rozwiązań konstytucyjnych, które uniemożliwiłyby trwałe zdominowanie muzułmanów przez większość hinduistyczną. Obie strony nadal mówiły o wspólnych Indiach. Coraz wyraźniej różniły się jednak odpowiedzią na pytanie, czym właściwie powinno być przyszłe państwo. Dla Kongresu najważniejsza była zasada równości wszystkich obywateli. Dla Jinnaha równie ważne stawało się zapewnienie, że żadna większość nie będzie mogła narzucić swojej woli mniejszości.
Na pierwszy rzut oka był to spór o zapisy konstytucji. W rzeczywistości chodziło o coś znacznie więcej – o zaufanie. A tego z roku na rok było coraz mniej.
Pakistan przestał być niemożliwy
Przez kolejne lata stanowiska obu największych ugrupowań coraz bardziej się od siebie oddalały. Kongres nadal opowiadał się za jednym, wspólnym państwem, w którym wszyscy obywatele mieliby równe prawa. I to niezależnie od wyznania. Liga natychmiast przekonywała, że same zapisy konstytucji nie wystarczą, aby zagwarantować bezpieczeństwo mniejszości muzułmańskiej. Decydujący zwrot nastąpił w marcu 1940 roku podczas zjazdu Ligi Muzułmańskiej w Lahaurze. Przyjęto rezolucję, gdzie pojawiło się założenie utworzenie dwóch odrębnych państw. Jednego na obszarach zamieszkanych przez większość muzułmańską. Nazwa „Pakistan” jeszcze w dokumencie nie została wymieniona. Od tego momentu jednak idea podziału Indii przestała być polityczną fantazją, a stała się realnym celem. Muhammad Ali Jinnah tłumaczył, że hinduiści i muzułmanie nie są jedynie wspólnotami religijnymi. Jego zdaniem tworzyli dwa odrębne narody, posiadające własną historię, tradycję i interesy polityczne. Coraz więcej muzułmanów zaczynało podzielać ten pogląd.
Dla Gandhiego i większości działaczy Kongresu była to wizja nie do zaakceptowania. Wierzyli, że podział kraju oznaczałby porażkę całego ruchu niepodległościowego i pozostawił po sobie granice, które staną się źródłem kolejnych konfliktów. Jak się w przyszłości okazało, obawy obu stron były uzasadnione.
Wojna przyspieszyła historię
We wrześniu 1939 roku wybuchła II wojna światowa. Wielka Brytania automatycznie ogłosiła, że również Indie stają się stroną konfliktu. Decyzję podjęto bez konsultacji z indyjskimi przywódcami, co wywołało gwałtowne protesty Kongresu. Gandhi i jego współpracownicy uznali, że trudno walczyć o wolność Europy, jednocześnie odmawiając jej mieszkańcom Indii.
W kolejnych latach tysiące działaczy ruchu niepodległościowego trafiło do więzień. Mimo represji Brytyjczycy coraz wyraźniej dostrzegali, że utrzymanie kolonii po zakończeniu wojny będzie coraz trudniejsze. Indie były wyczerpane gospodarczo, społeczne napięcia rosły, a Imperium Brytyjskie nie dysponowało już siłami ani środkami, by przez kolejne dziesięciolecia utrzymywać władzę nad subkontynentem.
Po zakończeniu wojny decyzja o wycofaniu się z Indii stała się właściwie przesądzona. Pozostawało jednak najważniejsze pytanie - czy niepodległość otrzyma jedno państwo, czy dwa.
Podział, który zamienił się w katastrofę
Latem 1947 roku miliony mieszkańców Indii zasypiały we własnych domach, nie wiedząc, że za kilka tygodni znajdą się w innym państwie.
Granice dopiero wytyczano. W wielu miejscach ludzie nie mieli pojęcia, czy ich wieś znajdzie się w Indiach, czy w nowo powstającym Pakistanie. Sąsiedzi, którzy przez pokolenia mieszkali obok siebie, nagle zaczęli zadawać sobie pytanie, po której stronie granicy będą musieli żyć.
15 sierpnia 1947 roku Indie odzyskały niepodległość. Dzień wcześniej powstał Pakistan. Dla milionów ludzi radość z końca brytyjskiego panowania trwała bardzo krótko.
Rozpoczęła się największa migracja w historii XX wieku. Szacuje się, że swoje domy opuściło od czternastu do osiemnastu milionów ludzi. Hinduiści i sikhowie uciekali z terenów, które znalazły się w Pakistanie. Muzułmanie przemieszczali się w przeciwnym kierunku. Wielu wierzyło, że wyjeżdżają tylko na kilka dni. Większość nigdy już nie zobaczyła swoich rodzinnych miejscowości.
Szybko okazało się, że ogromna wędrówka ludności zamienia się w tragedię. Kolumny uchodźców były napadane, całe wsie płonęły, a pociągi docierające na stacje często przewoziły wyłącznie ciała zamordowanych pasażerów. Dokładnej liczby ofiar nie znamy do dziś. Historycy najczęściej szacują ją na od kilkuset tysięcy do nawet dwóch milionów ludzi. To, czego przez dziesięciolecia obawiali się zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy podziału, stało się rzeczywistością. Granica miała zakończyć konflikt. W wielu miejscach dopiero go rozpoczęła.
Śmierć Gandhiego
Podział Indii nie przyniósł pokoju, o którym przez lata marzył Gandhi. Przemoc nie ustała wraz z wytyczeniem granic. W wielu miejscach nadal dochodziło do pogromów, odwetu i masowych mordów. Gandhi do końca próbował powstrzymać spiralę nienawiści. Odwiedzał miejsca zamieszek, apelował o pojednanie i prowadził kolejne głodówki, domagając się zakończenia przemocy wobec hinduistów, muzułmanów i sikhów.
Dla jednych pozostał moralnym autorytetem. Dla innych stał się symbolem zbyt daleko idących ustępstw wobec muzułmanów. Radykalni hinduscy nacjonaliści oskarżali go o zdradę interesów własnego narodu.
30 stycznia 1948 roku, zaledwie kilka miesięcy po podziale Indii, Gandhi szedł na wieczorne spotkanie modlitewne w Delhi. Wtedy podszedł do niego Nathuram Godse i oddał trzy strzały z bliskiej odległości. Godse uważał, że Gandhi zbyt wiele ustępuje muzułmanom. Szczególnie rozwścieczyło go to, że prowadził głodówkę, domagając się zakończenia przemocy wobec muzułmanów oraz wypłacenia Pakistanowi należnych środków finansowych, które po podziale zostały wstrzymane przez rząd Indii. W oczach nacjonalistów był to dowód, że ,,zdradził" własny naród.
Człowiek, który przez całe życie nawoływał do odrzucenia przemocy, sam padł jej ofiarą. Jego śmierć nie zakończyła konfliktu. Była raczej symbolicznym końcem epoki, w której wielu wierzyło jeszcze, że wspólne Indie wszystkich religii są możliwe. Brytyjczycy opuścili Indie. Pozostawione przez nich granice, podziały i niezabliźnione rany pozostały jednak na subkontynencie. Jedna z nich do dziś krwawi, pozostając jednym z najniebezpieczniejszych punktów zapalnych świata. Nosi nazwę Kaszmir.
To właśnie od niego zaczyna się kolejna część tej historii..


Komentarze
Pokaż komentarze (5)