Rosyjskie drony 800 metrów od granicy. Poderwano F-16, Kosiniak-Kamysz potwierdza

Redakcja Redakcja Bezpieczeństwo Narodowe Obserwuj temat Obserwuj notkę 27
Zmasowany rosyjski atak powietrzny na zachodnią Ukrainę w czwartek doprowadził do groźnych incydentów bezpośrednio przy polskiej granicy. Bezzałogowce uderzyły w rejonie przejścia Dorohusk-Jagodzin, niszcząc pojazdy zaledwie 800 metrów od terytorium Polski, co potwierdziły polskie służby graniczne i MON.

Z artykułu dowiesz się:

  • Informacje o odrzutowych dronach Geran-5 tuż przy polskiej granicy
  • Wyjaśnienie przyczyn potężnego huku słyszanego na wschodzie kraju
  • Jakie straty przyniósł czwartkowy nalot na Ukrainę
  • W jaki sposób Białoruś wspierała naprowadzanie bezzałogowców

Drony uderzyły 800 metrów od granicy

Do groźnych dla polskiego bezpieczeństwa wydarzeń doszło dziś podczas kolejnej fali rosyjskich uderzeń na obiekty w zachodniej części Ukrainy. W wyniku zmasowanego nalotu zginęły co najmniej trzy osoby, a co najmniej 40 zostało rannych, o czym informowały służby w bilansie po ataku. Trzy eksplozje miały miejsce w bezpośrednim sąsiedztwie granicy z Polską.

Według informacji przekazanych przez stronę ukraińską, w nocnym ataku Rosjanie użyli rekordowej liczby 149 dronów-kamikadze. Większość z nich została zestrzelona. Jednak te, które przedarły się przez obronę przeciwlotniczą, uderzyły w obiekty logistyczne położone tuż przy granicy z NATO.

Jeden z bezzałogowców spadł bezpośrednio na samochód ciężarowy po ukraińskiej stronie granicy. Jak poinformował mjr Dariusz Sienicki z Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej, maszyna uderzyła zaledwie kilkaset metrów od polskich szlabanów. Kolejne uderzenie odnotowano około pięciu kilometrów od linii granicznej. Skalę i charakter incydentu opisał szef MON. Przekazał on, że polskie systemy radiolokacyjne wykryły uderzenia odrzutowych dronów Geran-5 w zachodniej Ukrainie. Jeden z nich eksplodował niespełna kilometr od Polski. 


Groźne maszyny odrzutowe. Wojsko reaguje

Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych natychmiast zareagowało na rosnące niebezpieczeństwo. Poderwano dyżurne pary myśliwskie. Polska przestrzeń powietrzna była też ściśle monitorowana przez naziemne systemy obrony przeciwlotniczej i radiolokacji.

Zagrożenie dla polskiego bezpieczeństwa w trakcie ataków rosyjskich bezzałogowców było realne i bliskie - ocenił rzecznik DORSZ ppłk Jacek Goryszewski. Wojskowy zwrócił uwagę, że rosyjskie maszyny uderzały w cele położone od zaledwie kilku do kilkunastu kilometrów od granicy. - To jest albo dron odrzutowy albo inny obiekt np. pocisk. To będzie jeszcze sprawdzane. Natomiast na pewno nie był to zwykły bezzałogowiec, bo prędkość zbliżania się była znaczna - powiedział ppłk Goryszewski w rozmowie z portalem Interia.

Wykorzystanie dronów odrzutowych typu Geran-5 zmienia dynamikę zagrożenia. Czas reakcji systemów obronnych musi być znacznie krótszy niż w przypadku maszyn śmigłowych. Polskie wojsko analizuje teraz trajektorie lotu tych maszyn, aby wykluczyć celowe naruszenie przestrzeni powietrznej RP.

Potężny huk nad centralną Polską

Z powodu działań lotnictwa w wielu rejonach kraju rozległ się potężny huk przypominający wybuch. Wywołało to falę spekulacji w mediach społecznościowych. Mieszkańcy Mazowsza i Lubelszczyzny masowo zgłaszali drżenie szyb w oknach. Głos w tej sprawie szybko zabrał wiceszef MON Cezary Tomczyk. Wyjaśnił, że hałas nie był wynikiem eksplozji na terytorium kraju, lecz efektem koniecznych manewrów obronnych lotnictwa.

- Ten huk, który dzisiaj był słyszany na linii Warszawa-Dorohusk, czyli do przejścia granicznego, to były polskie F-16. To one przekraczały barierę dźwięku - poinformował wiceminister, cytowany przez portal Wirtualna Polska.

W związku z koniecznością zapewnienia pełnej swobody manewru lotnictwu wojskowemu Polska Agencja Żeglugi Powietrznej czasowo wstrzymała operacje cywilne w portach lotniczych w Lublinie oraz Rzeszowie. Było to działanie standardowe w sytuacjach najwyższego zagrożenia przestrzeni powietrznej. Po ustabilizowaniu sytuacji oba lotniska wznowiły normalną pracę.

Drony wspierała Białoruś

Eskalacja w pobliżu polskiej granicy ujawniła również nowy element taktyki agresora. Strona ukraińska oficjalnie wskazała, że atak na przejście Jagodzin i zmasowane uderzenia na zachodzie Ukrainy odbyły się przy bezpośrednim wsparciu technologicznym reżimu w Mińsku. Oskarżenie to rzuca nowe światło na współpracę militarną Rosji i Białorusi.

Sprawę skomentował rzecznik Państwowej Służby Granicznej Ukrainy płk Andrij Demczenko. Wskazał on na konkretne dowody współpracy wojskowej obu państw. Według niego Białoruś udostępniła Rosjanom specjalistyczną infrastrukturę do sterowania maszynami.

- Widzimy, że Białoruś nie przestaje wspierać państwa-terrorysty. Uderzenia na obwody rówieński, wołyński i lwowski były faktycznie zabezpieczane z terytorium sąsiada - oświadczył płk Demczenko.

Pułkownik dodał, że środki napadu powietrznego wystrzeliwane przez Rosję były podtrzymywane sygnałem przez retranslatory na terytorium Białorusi. Dzięki temu drony mogły utrzymywać łączność z bazą operacyjną mimo operowania daleko od rosyjskich wyrzutni. Retranslatory pozwalały też precyzyjnie korygować kurs maszyn zmierzających w stronę polskiej granicy.

To nie pierwsze poderwanie polskich maszyn w ostatnich dniach, co wskazuje na trwającą falę eskalacji. Już 13 września o godzinie 4.19 Dowództwo Operacyjne uruchomiło procedury obronne, reagując na pojawienie się bezzałogowców z napędem odrzutowym przy zachodnich granicach Ukrainy. Tamte wydarzenia, choć groźne, nie były jednak tak bliskie polskiej granicy jak incydent z 17 września.

Na rosnące zagrożenie zareagował także premier Donald Tusk. Zwołał on na godzinę 17 pilną naradę z udziałem ministrów obrony narodowej i spraw wewnętrznych oraz szefów służb. Tematem miała być dalsza reakcja państwa na rosyjskie ataki przygraniczne.  

 

Fot. Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz/East News

Red. 

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj27 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (27)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo