Z artykułu dowiesz się:
- Jakie konkretnie samoloty zwiadowcze NATO operowały nad Polską 17 września
- Dlaczego mieszkańcy centralnej Polski usłyszeli w czwartek potężny huk
- Zasady otwierania ognia do naruszycieli, o których wspomniał szef MON
- Miejsce upadku rosyjskiego bezzałogowca, który rozbił się tuż przy naszej granicy
Operacja NATO nad Polską. Najważniejsze maszyny w powietrzu
Wczoraj nad Polską drugi dzień z rzędu operował należący do NATO Boeing E-3A Sentry AWACS. Maszyna wczesnego ostrzegania przyleciała bezpośrednio z niemieckiej bazy Geilenkirchen i wykonywała zadania dozorowe w rejonie Ostrowa Wielkopolskiego oraz Kalisza.
W operacjach na wschodniej flance brał udział także brytyjski samolot rozpoznania radioelektronicznego Boeing RC-135W Rivet Joint. Nad naszym krajem operowały łącznie cztery zaawansowane maszyny zwiadowcze sojuszu, których radary monitorowały sytuację daleko za wschodnią granicą.
Airbusa A330-243MRTT, startujący z Eindhoven, tankował inne samoloty nad Polską. Nad bezpieczeństwem naszego nieba czuwali również piloci amerykańskiego Bombardiera ARTEMIS II - przeczaony jest do ozpoznania, obserwacji i zbierania danych wywiadowczych z dużej wysokości.
Polskie lotnictwo wojskowe realizowało misje w ścisłej koordynacji z sojusznikami. Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych podziękowało siłom NATO, NATO Air Command oraz Czeskim Siłom Powietrznym, których myśliwce aktywnie wspierały zabezpieczenie polskiej przestrzeni powietrznej w czasie wzmożonego zagrożenia.

Incydent przy granicy i reakcja MON
Czwartkowa aktywność lotnictwa wywołała spore poruszenie wśród mieszkańców kraju. Głośny huk słyszalny przed południem w centralnej Polsce wynikał z przekroczenia bariery dźwięku przez poderwane wojskowe samoloty bojowe.
Do nagłych wydarzeń doszło bezpośrednio przy linii granicznej. Ppłk Jacek Goryszewski z Dowództwa Operacyjnego RSZ poinformował, że dron z napędem odrzutowym spadł lub uległ zniszczeniu 4 km od granicy polskiej po stronie ukraińskiej. W związku z zagrożeniem atakiem powietrznym Rządowe Centrum Bezpieczeństwa rozsyłało alerty dla mieszkańców Lubelszczyzny i Podkarpacia, a w miejscowościach uruchomiono syreny alarmowe. Z powodu działań lotnictwa wojskowego lotniska w Lublinie i Rzeszowie czasowo wstrzymały operacje lotnicze, zanim Polska Agencja Żeglugi Powietrznej wznowiła tam ruch.
Wicepremier i minister obrony narodowej odniósł się wczoraj do zagrożenia podczas konferencji prasowej. - Dzisiaj dowódca operacyjny wydał autoryzację do użycia broni w celu neutralizacji obiektów, które naruszyłyby polską przestrzeń powietrzną - ogłosił Władysław Kosiniak-Kamysz.
Szef resortu obrony przedstawił także szerszą ocenę sytuacji międzynarodowej. - Sytuacja jest poważna. Rosja się nie zatrzyma na Ukrainie. W drabinie eskalacyjnej idzie do góry - zaznaczył wicepremier.
Fot. Samolot Bombardier Artemis II
Red.



Komentarze
Pokaż komentarze (15)