Kilka dni temu wybuchła informacja, że pod Rzeszowem w czasie prac budowlanych znaleziono zakopane około 30 ludzkich płodów. Teren znaleziska należał, zdaje się przejściowo, do lekarki, którą według panujących zwyczajów zamknięto w areszcie i sprawa od wczoraj jest stopniowo wyciszana lub przykrywana.
To, że media wypisują bzdury mnie nie dziwi, natomiast wciąż nie mogę pogodzić się, że nie są zadawane stosowne pytania. Jeśli dłubiąc w ziemi znajdziemy zwłoki człowieka, sprawa jest jednoznaczna. Jeśli noworodka, też. Ale kto ze zwykłych śmiertelników widział ludzki płód? Zakładając poronienie, albo aborcję w "regulaminowych" 12-tu tygodniach płód taki ma według pierwszej wyskakującej na googlach strony ok. 7cm, a waży 20 gram. Taka myszka. Ponadto, niewątpliwie jego kości są raczej chrząstkami i taka drobinka po pół roku w ziemi będzie przegnitą mazią.
Czyli pewnie były starsze? 24 tygodnie to już wiek, kiedy jedynie najbardziej hardcorowe Gisele zdobędą się na potraktowanie chlorkiem potasu. I znowu, pytanie, na ile taka półkilowa istota ma utwardzone kości, bo jeśli nie, to po tych miesiącach nie będzie się różniła od zwłok dużego szczura, czy małego kotka.
A może to były noworodki? Ja odpowiedzi nie znam, ale chciałbym zapytać. Ktoś te artykuły przecież pisze, a przedtem ma możliwość zadania pytań osobom prowadzącym śledztwo.
160
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (4)