las birnamski las birnamski
66
BLOG

Kto chwyci ten rozżarzony pręt? I o przepoczwarzaniu się

las birnamski las birnamski Polityka Obserwuj notkę 5

Maskotka Redakcji, Jan Filip Libicki serfując na fali euforii po ogłoszeniu przez prezesa PiS wyrzucenia z partii tzw. rozłamowców od Morawieckiego z nim samym (poki co nieformalnego), ogłosił był wczoraj koniec PiSu. Przyznaję się bez bicia, ja też ogłosiłem wczoraj koniec PiSu, ale tylko tego, który rządził poprzednio przez 8 lat. Dla nikogo rozumnie obserwującego aktaulne wydarzenia i tendencje od czasu przegranych przez PiS wyb. parl. nie powinno ulegać wątpliwościom, że to se ne vrati. Ne vrati, bo PiS już nie jest samo na prawicy i już nie będzie (nie wiem co by się musiało stać, żeby tak się stało). Ne vrati, bo najwyższa pora na zmianę lidera choćby dlatego, że ten ma już swoje lata i nie przyciąga nowych wyborców, a na dotychczasowych do władzy, tym bardziej samodzielnej, już nie wróci. Dla niego jednak nie istnieje inna władza jak tylko samodzielna i nie zniesie dłużej niż przez dwa, trzy miesiące innych obok siebie, nie mówiąc już nad sobą. Skoro jednak nie potrafi pogodzić różnych zdań w ramach swojej własnej partii... jak, na litość Boską, miałby być zdolny do tego poza nią?

Dopóki w partii karty rozdaje Kaczyński, przy stole nie ma miejsca dla drugiego krupiera. Kaczyński może rządzić tylko sam w otoczeniu ludzi, którzy w końcu i tak wykonają bezkrytycznie jego polecenia. Już tyle razy to udowodnił: Lepper, Gowin itd. Koalicja z Kaczyńskim to jak podanie ręki rozgrzanemu prętowi. Na początku jest ciepły i wydaje się miły. Pręt jednak staje się coraz bardziej gorący i w końcu zaczynasz się parzyć. Jak nie puścisz w porę, zostajesz z oparzeniami. Kaczyński potrzebuje sojuszników tylko po to, żeby zyskać władzę. Potem zaczyna się ich podporządkowywanie. Jak się nie dają - zaczyna się ich bezpardonowe, za pomocą wszelkich środków jakie ma do dyspozycji, niszczenie.

Jak już pisałem poprzednio, winą za aktualne problemy w PiSie należy wprost obarczyć Jarosława Kaczyńskiego. To on był prezesem partii przez cały ten czas i nic bez jego zgody lub przymykania oczu by się w niej dziać nie moglo. Różnice zdań, ambicje są w każdej partii. Prezes powinien umieć nimi zarządzać. Jak nie potrafi - nie powinien być prezesem. Jednostronne, autorytatywne zarządzanie wielką partią prędzej czy później musi doprowadzić do kryzysu. Prezes też powinien umieć go zażegnać, dogadać się z oponentami, pogodzić zwaśnione strony. Zamiast tego Kaczyński traktuje czlonków swojej partii jak małe dzieci, które można w nieskonczoność karcić i tylko wydawać polecenia.

Żeby nie było, że jestem jednostronny, z czymś podobnym mamy do czynienia po drugiej stronie naszej politycznej sceny, która już nie tyle się rozpadla, bo koalicja nadal trwa i, wbrew wszystkiemu, jest bardziej zgodna wewnętrznie, niż aktualnie PiS, co straciła (na ten moment przynajmniej) zdolność do przedłużenia władzy. Donald Tusk, tak jak Kaczyński u siebie, postawił na konsolidację wokół swojej osoby zniechęcając wielu istotnych graczy, bez których nie utworzyłby rządu i nie został premierem. Oni też dostali swoje (Hołownia/Czarzasty marszałka, co prawda rotacyjnego, ale jednak, PSL wicepremiera itd.) i to oni głównie odpowiadają za fakt utraty poparcia społecznego przez swoje nieskuteczne działania. Donald Tusk powinien jednak coś zrobić więcej, żeby to zatrzymać w porę i wydaje mi się, że wiele rzeczy można było zrobić. Ale może mi się tylko tak wydaje, bo przegrane wyb. prez. pozbawiły ich wielu istotnych możliwości, ale przegrali je na własne życzenie. Chodzi też o zaprzepaszczenie poparcia i zaufania zyskanego w wyborach prez. przez Rafała Trzaskowskiego, który - z niezrozumiałych dla mnie powodów - został odsunięty z dnia na dzień w polityczny niebyt, a przecież również zdobył ponad 10 mln głosów, raptem niecałe 300 tys. mniej od Nawrockiego. Jak widać Tusk przestraszył się tego i, tak jak Kaczyński, nie jest tak naprawde zdolny do tolerowania obok siebie kogoś zdobywającego jakieś istotne poparcie i zaufanie społeczne, bo wciąż nie jest zdolny do oddania pozycji lidera. Teraz może to przypłacić utratą władzy, bo został praktycznie sam zostawiając przy sobie malo istotnych graczy. Tak jak Kaczyński wokół siebie, różnica tylko w tym, że on dzięki pozycji Konfederacji może jeszcze chociaż marzyć o powrocie do władzy, choćby częściowej.

Tak czy owak, zmiany nadchodzą nie tylko dla PiS i w PiSie. Zmiany, nie żaden koniec. Wielkie partie z dużym poparciem, tak jak wielkie mocarstwa, nie rozpadają się z dnia na dzien. To proces, ale nie tyle rozpadu, co przepoczwarzania. Pozostaje tylko pytanie w co się przepoczwarzą i czy wyleci z tego piękny, kolorowy i powabny motyl, czy...

komentarz poetycki i nie tylko; do potencjalnego komentatora: w swoich komentarzach zostawiasz świadectwo głównie o sobie, jeśli więc nie masz nic wartościowego do dodania - lepiej milcz, zrobisz tym przysługę sobie i innym;  nie masz szacunku do mojego wysiłku - nie oczekuj ode mnie szacunku do swojego

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka