Prezydent twierdzi, że w obronie konstytucyjnej instytucji małżeństwa blokuje ustawę wprowadzającą związki partnerskie, które mogłyby zawierać również pary jednopłciowe. W jaki sposób jednak związki partnerskie miałyby zagrażać małżeństwu?
Związek partnerski to nie małżeństwo i ludzie w niego wchodzący nie zostaną prawnie mężem i żoną, tym bardziej jeśli wejdą w niego osoby tej samej płci, bo mąż to mężczyzna a żoną może być tylko kobieta. W niczym to więc nie zagraża małżeństwu jako związkowi mężczyzny i kobiety, bo o żadnym małżeństwie w tym rozumieniu nie ma tu mowy. Poza tym, co mi przeszkadza, że dwóch mężczyzn będzie chciało po sobie dziedziczyć, zasięgać o sobie informacji w szpitalu etc? Nie ma w końcu mowy o wspólnym wychowywaniu dzieci.
Śluby cywilne też należy zlikwidować, bo tworzą alternatywę dla ślubu kościelnego? Kościół przecież nie uznaje ślubów cywilnych za prawdziwe śluby a ludzi po nich żyjących ze sobą za prawdziwych małżonków, a jednak wielu tylko po nich żyje i nazywają się mężem i żoną. Należy również zauważyć, że Kontytucja nie mówi o ochronie małżeństwa w ramach instytucji religijnej, bo Polska nie jest państwem religijnym i najwyższa pora, żeby polska prawica sobie to w końcu uświadomiła.
Czego więc tak naprawdę broni Prezydent? Instytucji małżeństwa czy może swoich (i naszych, swoich wyborców) uprzedzeń? Pytanie retoryczne?


Komentarze
Pokaż komentarze (36)