Ile potrzeba afer, dowodów korupcji, defraudacji publicznych pieniędzy, żeby do większości społeczeństwa zaczęło wreszcie docierać, że ignorowanie tego pod jakimkolwiek pretekstem daje sprawcom jedynie poczucie bezkarności i nie zachęca raczej do poprawy, działania na korzyść społeczeństwa; że nie ma polityków, urzędników nie do zastąpienia i trzeba dawać szansę kolejnym, a nie utrzymywać za wszelką cenę dotychczasowych ze względu na jakieś dziecinne sentymenty, ale bardzo niebezpieczne dla wszystkich.
W przeciwnym razie jak to możliwe, że w rankingach zaufania przoduje człowiek wystawiony na urząd prezydenta przez ugrupowanie umoczone w rozlicznych aferach i przekrętach, których tylko niewielka część utopiłaby każdą partię i lidera w wielu innych krajach, w których ludzie jak widać bardziej się szanują, niż u nas. Jak to możliwe, że w XXI w., po dwóch wojnach światowych, Holokauście, zbrodniach nacjonalistów niemieckich w naszym kraju i całej Europie - rośnie poparcie dla ich współczesnych odpowiedników podnoszących znowu te same postulaty nienawiści narodowościowej i dążących do zniszczenia jedynej wspólnoty, która zapewnia nam jeszcze jako taki dobrobyt i niezależność... tak, niezależność gospodarczą i polityczną, a nie na odwrót! Nie na odwrót, bo bez tej wspólnoty... zostajemy z niczym. Tak jak z niczym do niej weszliśmy. Ledwie potencjałem, który nie miałby szans się rozwinąć w izolacji.
Jak to zatem możliwe, że dzisiaj po tym wszystkim i ewidentnych, widocznych gołym okiem korzyściach jakie Unia Europejska nam przyniosła - oddajemy swój głos na tych, którzy mniej lub bardziej otwarcie postulują nasze wyjście z tej wspólnoty. Już odpowiadam: jest tak, ponieważ opinia publiczna jest jak ta dziewka wszeteczna: temu się odda, kto da więcej i omami ją piękniejszymi słówkami. Nie liczy się dla niej skąd i od kogo ten ktoś bierze na to pieniądze, jakie w istocie wyznaje poglądy, zasady: liczy się doraźna korzyść bądź jej obietnica. Albo jak ta poniewierana żona, którą mąż zdradza co rusz, wyciaga pieniądze z portfela, ale ona trwa przy nim, bo boi się usamodzielnić, poza tym dała sobie wmówić, że jej przyszłość od niego zależy i że to on ją utrzymuje. Nie widzi bowiem i boi się dostrzec, że jest wręcz na odwrót.
Taka też jest nasza prawica, a czego dowodzi chociażby ostatnia afera z Zondacrypto: jak ta dziewka wszeteczna, które temu się odda, kto da więcej i w ogóle coś daje. Zasady, Ojczyzna... to tylko przykrywka, szata, którą narzucają na siebie, żeby się pokazać publicznie, a którą zaraz potem zrzucają przed tym, kto więcej zapłaci, śmiejąc się w duchu z naiwnych, których udało się nabrać na swoją cnotę. Czym Wy się od nich różnicie, ich wyborcy, zwolennicy, którzy zlekceważą każdą ich obłudę i hipokryzję, wytłumaczą każdy ich przekręt, albo mu zaprzeczą i wyprą ze świadomości. Po co? Nie, to złe pytanie. Dlaczego? Najpewniej Wy sami tego nie wiecie i nie potraficie wytłumaczyć racjonalnie, bo żadna z tego dla Was korzyść, a oni nie podzielą się z Wami swymi łupami. Tak więc to też złe pytanie.
Jest tylko odpowiedź, bez pytania: robicie tak, bo boicie się myśleć, boicie się zmiany, jak ta sterroryzowana przez męża-oprawcę żona, bo myślenie prowadzi niechybnie do rewizji swoich dotychczasowych przekonań, sympatii i, nie daj Boże, jeszcze musielibyście z czegoś zrezygnować, coś poświęcić naprawdę dla Ojczyzny, ogółu, lepiej tylko o tym mówić i pisać, przynajmniej dopóki to przynosi oczekiwane profity, dokładnie tak jak Wasi idole, zamiast tego kierują Wami tylko prymitywne instynkty, egoizmy, lekkomyślność, na których oni grają jak na skrzypcach. Zaiste, diabelskie, nie anielskie to skrzypce i nie zawiodą Was one do dobrobytu, pokoju i Raju, który Wam obiecują, bo tymi obietnicami... co innego jest wybrukowane.
Zdjęcie główne: José Frappa, Fryne, 1904


Komentarze
Pokaż komentarze (28)