Jam Cesarstwo u schyłku wielkiego konania,
Które, patrząc, jak idą Barbarzyńce białe,
Układa akrostychy wytworne, niedbałe,
Stylem złotym, gdzie niemoc sennych słońc się słania.
Paul Verlaine - Niemoc
Wszystko na to wskazuje. To oczywiście jeszcze trochę potrwa, Rzym też nie upadł z dnia na dzień, ani z roku na rok, nawet nie ze stulecia na stulecia, ale to już nie był ten Rzym i, tak się sklada, że najpierw podzielił się na dwa cesarstwa. Stary cesarz próbował tego uniknąć, im bardziej jednak usiłował trzymać je w ryzach, tym bardziej mu się ono rozjeżdżało, gdyż - jak jest napisane - nie wlewa się młodego wina do starych bukłaków.
Tak samo jest z PiS i Kaczyńskim. Im dłużej to potrwa, w tym gorszym stanie pozostawi po sobie partię, swoje ukochane dziecko. Być może już nawet nie będzie miał co po sobie zostawiać, bo PiS będzie partią drugiego, albo trzeciego rzędu po tym jak każdy kto co ambitniejszy jej członek zaloży własne ugrupowanie, albo przejdzie do innego. Zostaną tylko ci, których ambicje mieszczą się w formule bezwzględnego posłuszeństwa prezesowi, albo będą potrafili nim manipulować.
Innych nie ma (dzieci), z tego co wiadomo, ani żony (nawet byłej), o kachankach też nic nie wiadomo. To człowiek calkowicie oddany tylko jednemu: polityce. Z jednej strony to dobrze, z drugiej bardzo źle. Dobrze, jak człowiek czemuś oddaje się w pełni, bo tylko wtedy może osiągnąć dobre efekty. Nie dobrze, jak nie ma nic oprócz tego. Sama myśl o porzuceniu polityki, przywództwa w swojej partii zapewne wywołuje u niego paraliż. Miałby stać z boku i przyglądać się bezczynnie jak inni rujnują dzieło jego życia? Już prędzej sam je potarga własnymi rękoma. I wszystko do tego właśnie prowadzi.
Prowadzi, bo ambicja nie jest tylko jego cechą. Posiadają ją również inni i ci inni uznali w końcu, że najwyższa pora iść na swoje, gdyż w partii nie może być dwóch prezesów a on nie pozwoli rozwinąć im skrzydeł. Ci, którzy w niej zostaną, zrobią to tylko dlatego, że takich ambicji nie mają, albo udając uległych omotają prezesa tak, żeby myślał, iż wciąż ma nad wszystkim kontrolę.
A nie będzie miał. Już nie ma. Cesarstwo pęka w szwach, rozsadzają je nowe nurtu, powstają nowe religie, a on wciąż nie może zrozumieć, że nie dzieje się tak dlatego, iż był zbyt pobłażliwy i za bardzo poluzował cugle, ale dlatego, iż pewnych procesów się nie zatrzyma i nie ma sensu stawianie tamy rzece jak się nie chce zatopić siebie i wszystkiego dokoła. Nie ma nic trudniejszego jak poskromienie własnej ambicji, a poskromienie cudzej jest tylko możliwe, gdy się nie ma do czynienia z prawdziwą, dobrze ugruntowaną ambicją. W końcu zostają koło nas tylko tacy, albo zwykłe miernoty, bo wszystkich innych się pozbywamy, gdyż zagrażają nam samym. To się właśnie dzieje w PiS.
Kaczyński nigdy nie porzuci przywództwa w swojej partii, bo nie ma nic oprócz niej. Jak Łomnicki chce umrzeć na scenie, a przynajmniej gdzieś w pobliżu. Nie odda głównej roli w przedstawieniu, w którym gra od przynajmniej dwóch dekad, a inne byłyby dla niego jedynie karą i już lepiej byłoby przestać grać w ogóle niż grać podrzędne role. Przestać jednak nie potrafi, bo innej rzeczywistości oprócz tej na scenie nie zna i nie rozumie. Opanował dobrze, do perfekcji jedną rolę i w niej pozostanie aż do końca, bo za krawędzią sceny jest już tylko przepaść bez dna. Będzie więc trwał w tej roli bez względu na wszystko, bo do innej się już nie nadaje. Któregoś dnia po prostu zostanie w garderobie na zawsze.
Acta est fabula, plaudite, cives!
...
https://poezja.org/wz/Paul_Verlaine/31214/Niemoc
...



Komentarze
Pokaż komentarze (3)