Jak wiadomo nasz kraj został zaproszony przez administrację Donalda Trumpa na tegoroczny, grudniowy szczyt G20 w Miami na Florydzie w charakterze gościa, ale posiadającego prawo udziału w pełnym formacie prac grupy. Karol Nawrocki będzie miał więc sposobność (a przynajmniej powinien mieć) wygłoszenia swojego przemówienia w obecności stałych członków grupy G20. Wiadomo również, że zaproszona została Rosja, a tym samym Władimir Putin, który raczej wątpliwe, żeby przybył. W razie jednak gdyby się tak stało, przygotowałem propozycję przemówienia dla Karola Nawrockiego na tę okazję (zostało już wysłane na adres kancelarii prezydenckiej). Oto ono:
Szanowny Panie Prezydencie Donaldzie Trump, szanowni liderzy współczesnego świata!
Na początku chciałbym podziękować panu prezydentowi za zaproszenie mnie jako reprezentanta Polski (poki co w charakterze gościa, jeszcze nie pełnoprawnego członka… co, mam nadzieję, wkrótce się zmieni) na zjazd tego zaszczytnego grona dwudziestu największych gospodarek świata. Nie o biznesie będę jednak tutaj przede wszystkim mówił, bo - wbrew temu co wielu pewnie na tej sali sądzi - nie to jest dzisiaj najistotniejszą kwestią dla mnie i mojego kraju, pozwolę sobie nawet stwierdzić, całego regionu, do którego należy mój kraj, Polska, a nawet całej Europy i wielu państw spoza niej. Zanim przejdę do rzeczy, pozwolę sobie jeszcze przytoczyć sparafrazowaną przeze mnie na potrzeby tego przemówienia słynną kwestię z Hamleta W. Szekspira: świat wyszedł z formy, najwyższa pora wrócić go do normy. A tym samym czas, drogi Donaldzie, jak tym razem pisał wielki polski poeta C.K.Norwid: "odpowiednie dać rzeczy słowo".
Pamiętasz może swoje słowa wygłoszone u nas w Warszawie o naszych bohaterach, gdy przybyłeś do nas w drugim roku swojej pierwszej prezydentury, mam tu przygotowaną ściągawkę, bo nie chcę nic przekręcić... „Ci bohaterowie przypominają nam, że Zachód został ocalony dzięki krwi patriotów, że każde pokolenie ma w tej obronie do odegrania swoją rolę. I że każda piędź ziemi, każdy centymetr naszej cywilizacji jest tej obrony wart”.1

Przybywam z kraju, który wielokrotnie w swojej ponad tysiącletniej historii tracił niepodległość a nawet znikał z map świata. Tak się składa, że stawało się to najczęściej przy walnym współudziale kraju, który wciąż prowadzić tę samą zaborczą politykę co 80, 100, 200 i 300 lat temu wobec swoich sąsiadów i nie tylko. Tym krajem jest Rosja. Świat się zmieniał, zmieniały się układy sił, wymyślono antybiotyki, człowiek stanął na Księżycu, za niedługo stanie na Marsie... a Rosja ciągle tkwi w odmętach XIX wieku, a pod niektórymi względami jeszcze głębiej i ciągle wyciąga ręce po nie swoje. Tak jakby miała mało tego co już ma. Wbrew temu, że zajmuje terytorium kilkunastokrotnie większe od największego państwa europejskiego, w tym Ukrainy, a kilkudziesięciokrotnie od innych i jest państwem o największym terytorium, dwukrotnie większym od drugiej co do wielkości Kanady, Chin a nawet Stanów Zjednoczonych, posiadającym nieograniczone wręcz złoża surowcowe i inne, których sama nie jest w stanie przerobić i skonsumować - wyciąga rękę po nowe terytoria, choć nie jest w stanie zaludnić tych, które już ma. Jest tak ogromna, że kiedy na jednym jej krańcu Słońce zachodzi, to na drugim zaczyna wschodzić. Stąd powiedzenie, że Rosja to kraj, w którym Słońce nigdy nie zachodzi. A może jeszcze nie wzeszło… Wyciąga rękę po cudze dobra, choć ma swoich więcej, niż potrzebuje. Jej żołnierze biją się i umierają aktualnie na Ukrainie o tereny, które w porównaniu do ogromu całego terytorium rosyjskiego... byłyby ledwo widoczne na mapie. Ot, taka mała kropka, może dwie, może trzy kropki obok siebie. Taki Donbas, taki Ługańsk. Taki Mariupol, Irpień, taka Bucza. Za te kropki zginęło już w walkach kilkaset tysięcy żołnierzy z obu stron, kilkadziesiąt tysięcy cywilów padło ofiarą działań najeźdźcy.

Bo jest w Rosji ktoś kto ubzdurał sobie, że te kropki na mapie muszą należeć do niego. Za wszelką cenę, za cenę życia setek tysięcy ludzi, również własnych obywateli, żołnierzy. A nawet jakby już ich nie chciał, to musi chcieć, bo zbyt wielu swoich rodaków wysłał na tę wojnę, żeby w nich i za nie ginęli. Nie może więc teraz odpuścić. Bo sam by wówczas musiał przypłacić to utratą władzy i być może nawet czegoś więcej, bo jego własny naród by mu tego swojego niepotrzebnego poświęcenia nie wybaczył. Dlatego, drogi Donaldzie, ta wojna się nie skończy jeśli nie skończy jej Władimir Putin. Nie prezydent Ukrainy, ani żaden z liderów światowych, łącznie z tymi obecnymi tutaj. A Władimir Putin jej nie skończy, bo koniec wojny - to koniec Władimira Putina. Żeby było inaczej, musiałby dostać to po co przyszedł na Ukrainę. Będzie ją zatem wyrywał po kawałku, zawierał jakieś tymczasowe traktaty, żeby zregenerować siły, zebrać kolejnych sojuszników i wyrwać następne. Tak było po aneksji Krymu i tak będzie również i teraz. Jeśli mu znowu na to pozwolimy.
Wracając do twojego przemówienia wygłoszonego w Warszawie. Wspomniałeś wtedy również o tym: "W 1920 r., w bitwie zwanej Cudem nad Wisłą, Polska zatrzymała sowiecką armię dążącą do podboju Europy. Dziewiętnaście lat później, w 1939 r., znów zostaliście napadnięci – tym razem od zachodu przez nazistowskie Niemcy, a od wschodu przez Związek Radziecki". * Czyli wiesz jednak, że ta machina rosyjska czy radziecka, która pokonała, jak twierdzisz, Hitlera... najpierw sama tę wojnę razem z nim rozpoczęła jako jego sojusznik. Powinieneś zatem również wiedzieć, że my, jako Polska, choćby tylko ze względu na swoje położenie geograficzne i sąsiedztwo, nie możemy poprzeć takiego rozwiązania tego konfliktu polegającego na oddaniu okupowanych ziem ukraińskich Rosji za jakąś ułudę pokoju czy nawet za członkostwo w NATO (co sam zresztą wykluczasz, i słusznie, bo i jakie znaczenie mogłoby mieć jeszcze NATO i członkostwo w tej organizacji po czymś takim). Byłoby ono dla nas, dla mojego kraju również katastrofą, której wszystkich skutków nie sposób nawet na dzień dzisiejszy w pełni oszacować, i egzystencjalnym zagrożeniem ze strony wzmocnionej tym zwycięstwem Rosji i rządzącego nią reżimu.
Kto nas wówczas i za jakie surowce, których nie posiadamy w żadnej zachęcającej do ryzyka ilości, obroni przed kolejnymi podbojami Rosji, a Zachód, w tym Stany Zjednoczone, zajęty już tylko własnymi sprawami i interesami, również z Putinem i taką Rosją, nie będzie chciał podkopywać swoich interesów i ryzykować w dodatku nuklearnym konfliktem dla Warszawy czy Tallina? A może uważasz, że przesadzam? To, co obserwujemy aktualnie, to nie są negocjacje pokojowe i nigdy nimi nie miały być. To zaś z czym mamy do czynienia, to nic więcej jak tylko omawianie za plecami Ukrainy warunków jej kapitulacji. To zrozumiałe, że chcesz za wszelką cenę posadzić Władimira Putina przy stole negocjacyjnym. Nie dokonamy jednak tego skazując Ukrainę na porażkę.

Na co nam taki pokój w zamian za bankructwo międzynarodowego ładu opartego na poszanowaniu integralności terytorialnej i tego, że nigdy nie zgodzimy się na siłowe jej naruszanie - równie dobrze możemy od razu zacząć omawiać z Putinem za co oddamy Litwę, Łotwę czy Estonię, albo je wszystkie na raz. Nasze Suwałki, Podlasie czy lubelszczyznę, tereny w pierwszej kolejności narażone na atak. Bo to jest to, drogi Donaldzie, do czego może jedynie doprowadzić taka polityka ustępstw wobec tego rzeźnika, jak go trafnie określił niestety twój poprzednik, a co zdjęcia jego ofiar dochodzące do nas każdego dnia od początku tej wojny jedynie uzasadniają. Gdyby, jak twierdzisz, Władimir Putin chciał pokoju... to by nigdy nie naruszył granic Ukrainy i tej wojny by nie było. Jego bałamutne twierdzenia, że przyczyną tej agresji na Ukrainę jest w jakimkolwiek sensie NATO i to, że NATO zagrażało kiedykolwiek jego krajowi... jest tak niedorzeczne i nieprawdziwe jak preteksty Adolfa Hitlera do agresji na Polskę. On też twierdził, że Polska mu zagraża, zresztą to Polska wg niego zaatakowała hitlerowskie Niemcy. Dokładnie takiej samej retoryki i argumentów używa Władimir Putin. Gdyby w latach 30’ ub.w. istniało NATO, Polska zaś aspirowała do członkostwa w tej organizacji, a Niemcy były poza jej strukturami jak teraz Rosja - Hitler twierdziłby dokładnie to samo atakując mój kraj. Czy wówczas też mielibyśmy obwiniać NATO o sprowokowanie ataku Hitlera na Polskę?

Nie, drogi Donaldzie, NATO nigdy nie zagrażało Rosji i nie zagraża, ani tym bardziej żaden z jego członków z osobna. Najdobitniejszym dowodem na to jest to, że Ukraina nadal broni się w pojedynkę przed rosyjską agresją a licząca miliony zawodowych żołnierzy armia NATO o potencjale o wiele większym od rosyjskiego siedzi w swoich bazach. Było wręcz przeciwnie: kwitł wzajemny handel, braliśmy garściami surowce od Rosji, od których większość europejskich krajów się uzależniła, co widać szczególnie na przykładzie Węgier czy Słowacji. A może militarnie zagrażaliśmy Rosji? Może mój kraj, Polska? Może Czechy, może Litwa, Łotwa, Finlandia? Jaki szaleniec rzuciłby się na tych tysiąc atomówek Putina? Czy ty byś to zrobił mając do dyspozycji równoważny arsenał nuklearny swojego kraju? Tym bardziej zatem nie ma i nie było żadnego zagrożenia dla Rosji z naszej strony. Dlatego też dążymy do pokoju, i nikt spełna rozumu się mu również nie sprzeciwia. Ale ten pokój nie może być zawarty za wszelką cenę. I nie sądzę, aby na te warunki zgodziła się również Ukraina... z Zełenskim czy bez. Nie myślisz chyba, że to doprowadziłoby do jakiegoś trwałego pokoju opartego na czym innym jak tylko zniszczeniu niepodległości Ukrainy, która prędzej czy później, a raczej prędzej, niż później, zostałaby wchłonięta przez Rosję. Bo o to tu od początku jedynie chodzi!
Rzekome zagrożenie ze strony NATO czy inne podawane przez cara Rosji powody... miały tylko zasłonić jego prawdziwe intencje i przyczyny tej agresji. Coś przecież musiał rzucić naiwniakom i swoim psom pod stół, żeby miały się czym zająć, kiedy on będzie robił "porządki" na Ukrainie, a raczej z Ukrainą. Wszyscy wiemy, bo obserwowaliśmy to w pierwszych dniach tej wojny, że Ukrainy była skazana przez nas na porażkę z Rosją i jej wchłonięcie przez nią. Już wręczano bilet Zełenskiemu i jego rządowi do Waszyngtonu. Pamiętamy w jakich słowach odmówił. To upór prez. Zełenskiego i samych Ukraińców dopiero zmusił pozostałych do udzielenia jakiejś realnej pomocy.
Rosyjska armia weszła do Ukrainy z gotowymi planami eksterminacji klasy politycznej i inteligencji ukraińskiej, tak jak niegdyś niemiecka, nazistowska armia na czele Adolfa Hitlera weszła do Polski i rozpoczęła swoją okupację od likwidacji naszej inteligencji. Co robiła potem nie trzeba chyba nikomu tutaj przypominać. Uważasz, Donaldzie, że ktoś taki jak Władimir Putin nadal zasługuje na zaufanie? Z kimś takim chcesz na oczach całego świata prowadzić... jakieś interesy? Na miłość boską, Donaldzie! Jak to sobie w ogóle wyobrażasz? Widziałeś zdjęcia z Buczy, Irpienia, Mariupola, w gruzach którego rosyjskie bomby pogrzebały dziesiątki tysięcy mieszkańców. A kiedy było po wszystkim wjechali tam buldożerami i wywozili gruz wymieszany razem z resztkami ciał! Jak odpady budowlane. Tak było w całym Mariupolu i wielu innych miejscowościach. Są relacje ludzi, którzy zostali zmuszeni przy tym pracować. Jak w Auschwitz, jak w Treblince, jak w Dachau i tych wszystkich obozach, w których zmuszano więźniów do sprzątania ciał współwięźniów zagazowanych w komorach gazowych. Tak, to dokładnie to samo. Inna metoda, ale na to samo wyszło.

Uważasz, Donaldzie, że cywilizowany świat i cywilizowany przywódca, za jakiego się pewnie uważasz i nadal chcesz być za takiego uważany, może po czymś takim i z kimś takim... robić interesy? Naprawdę myślisz, że będą ci się one i twojemu krajowi, czy komukolwiek oprócz samego Putina i rosyjskiego imperium, które próbuje na tych trupach odbudować, opłacać? Wizerunkowo, politycznie i finansowo? Bo to wszystko się ze sobą łączy. Nie, drogi Donaldzie. Już kończę, naprawdę, już kończę. Mówienie tutaj o jakichś gwarancjach bezpieczeństwa dla Ukrainy w zamian za jej terytoria... jest jawnym zaprzeczeniem istoty dawanych w ten sposób gwarancji! To tak jakbyśmy powiedzieli człowiekowi zaatakowanemu przez jakiegoś opryszka na ulicy: oddaj mu swój portfel i część swojego domu, a damy ci w zamian wszelkie gwarancje bezpieczeństwa. Przecież to kpina. No chyba, że sami Ukraińcy się na to zgodzą. Wówczas już nic na to nie poradzimy. Póki co jednak jako prezydent Polski zrobię wszystko, żeby do takiego haniebnego układu nie doszło, i żeby nie sprawdziły się do końca prorocze słowa wypowiedziane przez mojego wielkiego poprzednika, ś.p. prezydenta Lecha Kaczyńskiego w stolicy Gruzji, Tbilisi, 12 sierpnia 2008 r., a które brzmiały: "dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę!"2 Wiem, że większość liderów europejskich i nie tylko myśli podobnie. Bo jak zalegitymizujemy tę grabież... to za niedługo wokół nas będą tylko sami tacy grabieżcy. A na koniec sami się nimi staniemy. Nie życzę takiego świata nikomu i sam nie przyłożę ręki do jego powrotu.
1 https://www.muzeum1939.pl/aktualnosci/trump-przypomnial-swiatu-kim-sa-polacy-10057
...
Potwierdzenie odbioru listu z powyższym tekstem z KPRP (wymazałem niektóre dane):



Komentarze
Pokaż komentarze (6)