Chrzczenie niemowląt Kościół uznał za obowiązkowe dopiero na synodach w Kartaginie na przestrzeni w III i V w. Do tej pory chrzczono dorosłych, tzw. katechumenów, chociaż zdarzały się przypadki chrztu od razu całych rodzin z dziećmi. Nie było to jednak obowiązkowe. Dopiero na wspomnianych synodach wprowadzono dogmat zmycia grzechu pierworodnego poprzez chrzest i tak jest do dzisiaj, ale tylko w Kościele Katolickim, a chrzczenie niemowląt stało się powszechne dopiero w późniejszych wiekach, a obowiązującą normą tak naprawdę dopiero w XII w. Z drugiej strony Kościół uznaje, że tylko Jezus był pozbawiony grzechu pierworodnego. Wszyscy inni się z nim rodzą i ponoszą jego konsekwencje, więc... w jakim sensie mielibyśmy być z niego obmywani już w wieku niemowlęcym i w ogóle?
Kościół oparł swój dogmat o konieczności chrztu ceremonialnego do zbawienia głównie na słowach Jezusa: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego (J 3,5). Jezus często mówił o konieczności obmycia się z grzechów, ale raczej jako element świadomego aktu nawrócenia. Jan Chrzciciel mówił: Ja was chrzczę wodą dla nawrócenia; lecz Ten, który idzie za mną ... On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem. (Mt 3, 11) Chrzest Jezusa jest zatem czymś znacznie więcej, niż chrzest Jana Chrzciciela, ale o tym zaraz. Poza tym, Jezus mówił również: kto się nie narodzi na nowo, ten nie moze wejść do królestwa niebieskiego. (J 3, 3) Czy to znaczy, że - tak jak dopytywał Nikodem - mamy wejść z powrotem do łona swojej matki itd.? Jezus na te słowa Nikodema precyzuje: kto się nie narodzi z wody i Ducha, nie może wejść do Królestwa Bożego. Co się narodziło z ciała, jest ciałem, a co się narodziło z Ducha, jest duchem. (J 3, 5-6) "Narodzenie z wody", którego Jezus tu nie oddzielał rzeczywiście od "narodzenia z Ducha", co nie znaczy, że mówił o chrzcie niemowląt, to w sensie Janowym warunkowy akt obmycia z grzechów mający być przygotowaniem na przyjęcie właściwego chrztu z Ducha, który miał przyjść dopiero z Jezusem i jego nauczaniem, i dopiero ten chrzest z Ducha może doprowadzić do zbawienia, bo wcale jeszcze nie zapewnić go, będący aktem świadomej duszy, a nie skutkiem ceremoniału w wieku niemowlęcym. Potem "uczeni w Piśmie" debatowali przez stulecia czy niemowlę, które rodzice nie zdążyli ochrzcić, zostanie zbawione.
Dante w swojej Boskiej Komedii umieścił nieochrzone niemowlęta, dzieci w I kręgu Piekla, Limbo, do którego trafiały również dusze poczciwych pogan. Nie cierpiały tam żadnych mąk, ale było to jednak miejsce bez Boga i radości ze zbawienia. Takie wówcas było nie tylko przekonanie ludowe, ale również nauczanie Kościoła, choć doktrynalnie ta kwestia do dzisiaj nie została uregulowana. Do tego Kościól doprowadził swoim niedorzecznym interpretowaniem słów Jezusa, które jak mu do czegoś pasowało traktował dosłowanie, a jak nie to nie. Do dzisiaj kwestia zbawienia dusz niemowląt, które nie zostały ochrzczone, nie została rozwiązana... bo i nie ma tu co rozwiązywać. Jezus zesłał na świat Ducha Świętego dopiero po swojej śmierci na krzyżu i zmartwychwstaniu, bez czego - jak sam mówił - byłoby to niemożliwe. Zbawienia nie zapewniał chrzest wodny Jana, ani nawet Jezusa, bo Jezus też chrzcił jak Jan wodą, ale dopiero przyjście Ducha Świętego po wypełnieniu się misji Jezusa. Bóg miałby skazywać niemowlęta, dzieci na potępienie, bo nie wylano mu olejku na czoło jak smacznie spało? Bądźmy poważni. Nie żyjemy już w średniowieczu, umiemy czytać i pisać, Bóg dał nam rozum i go używajmy.
Chrzest wodą to był tylko symbol obmycia z grzechów, ale samo obmycie wymagało świadomego aktu nawrócenia, wyznania grzechów, skruchy. W tym senie chrzest jest jak spowiedź, pierwsza spowiedź. Nie można spowiadać, obmywać z grzechów śpiącego człowieka. To fikcja, myślenie magiczne, czary. To nie komunia, którą przyjmują ludzie świadomi (nie bez powodu do komunii dopuszcza się dopiero dojrzałe dzieci). Komunikant nie musi zamieniać się za każdym razem w ciało Chrystusa, ale uczestniczący w komunii MUSI W TO WIERZYĆ, bo bez tego komunia jest daremna i nie jest tak naprawdę komunią, przyjęciem ciała Chrystusa na obmycie z grzechów. Tak samo chrzest nie jest chrztem bez świadomego aktu uczestniczenia w nim. Nie o sam chrzest tu przecież chodzi, nie o samą ceremonię. Ile to razy Kościół chrzcił ludzi przymusowo, albo władcy, książęta chrzcili się ze względów politycznych... niektórzy po kilka razy w różnych wyznaniach. Tak samo jest z ceremonią ślubną: równie dobrze możnaby zaślubiać sobie niemowlęta. Kościół poprzez wprowadzenie aktu chrztu jako wystarczajacego do zbawienia okaleczył sam siebie i swoich wiernych, którzy wychowywali się w tym przekonaniu. Nic dziwnego, że niedługo potem wprowadzono odpusty za pieniądze etc., skoro można bowiem zmywać z kogoś grzech pierworodny poprzez oblanie wodą z dzbanka, to czemu by nie odpuszczać mu grzechów za odpowiednią opłatą? Ceremonializm zastapił prawdziwe wyznanie wiary i nawrócenie. Takie myślenie, skupienie się na ceremoniach, Jezus właśnie piętnował u faryzeuszy.
O co jednak przede wszystkim chodziło? Wystarczy, żeby Kościół przestał chrzcić niemowlęta, żeby w przeciągu kilkudziesięciu lat stracił większość wiernych. Kościół nie bez powodu wprowadził bardzo szybko chrzty niemowląt i dogmat, że brak chrztu sam w sobie uniemożliwia takiemu człowiekowi jeszcze jako niemowlęciu zbawienie, bo co innego chrzcić nic nie świadome niemowlę, a co innego nakłonić do tego świadomego siebie człowieka. To absurd i niedorzeczność, którą późniejszy Kościół przyklepał, żeby zapewnić sobie (i władcy) nie tyle wiernych, co poddanych płacących obowiązkowe już daniny etc. Stąd potem wykorzystywanie wpływów na władzę świecką, przymusowe chrzty calych narodów etc. Zrobili z tego biznes i robią dalej. Potwierdza się znowuż powiedzenie, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o kasę. Parafialną w tym przypadku. I władzę.

Inny mój wpis w temacie Kościoła: https://www.salon24.pl/u/lasbirnamski/1523839,czy-kosciol-przetrwalby-ostatnie-1500-lat-gdyby-trzymal-sie-nauk-chrystusa
...


Komentarze
Pokaż komentarze (8)