75 obserwujących
825 notek
1373k odsłony
  1716   1

Po co nam to było? Po cooo?

Motto:

Po co nam to było
Po co nam to było
Jeszcze nic się nie zaczęło
A już się skończyło
Ledwie zapłonęło
Jedną krótką nocą
Po co nam to było, po co???

Starsi wśród nas pamiętają, Joanna Rawik – Opole 67. Piosenka o miłości.

O miłości pisać nie zamierzam, pozostawiając temat znawcom i filozofom. Tytuł skojarzył mi się jednak z ostatnimi wydarzeniami na polskiej scenie politycznej a szczególnie dzisiejszym, kolejnym i coraz mniej „przyjemnym” komunikatem z Brukseli o możliwych finansowych sankcjach nałożonych na Polskę.. Unijna machina kręci się, polski Trybunał Konstytucyjny pani magister Przyłębskiej i prezes SN sypią piasek w jej tryby, ale zatrzymać nie potrafią. To oczywiście zła wiadomość dla nas wszystkich bo jakby nie było kończy się wszystko na pieniądzach i nawet nie tych obiecywanych z brukselskiej kasy na „Nowy Ład”, ale tych, z naszych podatków płaconych UE. Może trzeba będzie płacić za hulanki i swawole naszej WAADZY w licytowaniu się kto ma rację przy reformowaniu wymiaru sprawiedliwości który, jak to niedawno przyznał Jarosław Kaczyński, „…rzeczywiście w tej chwili działa fatalnie…”. Po 6 latach reformowania, wyrzuceniu milionów w błoto, ustawach, ich poprawkach, wetowaniu Prezydenta, nowych ustawach, nowych poprawkach itd. Itp.

Po co nam to było? Po co?

Każdy wojskowy ( i nie musi to być od razu tak modny ostatnio Sun Tzu) ale również każdy zdroworozsądkowy człowiek wie, że rozpoczynając walkę z wrogiem i przygotowując się do ofensywy trzeba mieć zgromadzone zasoby. O ile nie porywa się z motyką na słońce.

W walce o tzw. reformę Ziobry są to (powinny być) oczywiście argumenty, przepisy prawne, wykładnia prawa, zasoby ludzkie, ale od momentu wejścia w roku 2004 do UE i podpisaniu traktatu w Lizbonie przez Lecha Kaczyńskiego, również obowiązujące nas, mniej lub bardziej, normy traktatowe. Mogą się nam one nie podobać, mogą podlegać różnym prawnym interpretacjom, ale są, gdyż zostały jednomyślnie podjęte przez wszystkie umawiające się strony. I jeżeli chcielibyśmy coś zmieniać, co w jakimś stopniu dotyczy pojęć mających związek z europejską wspólnotą do której należymy, to wydawałoby się oczywistym, że w jakimś stopniu konsultujemy się z partnerem (-mi)/

Ale konsultacje, rozmowy, dyskusje i przekonywanie to pojęcia obce naszym milusińskim. Nasz sąsiad Czechy od roku sygnalizował problemy z planowaną przez nas kopalnią w Turowie a od roku nie mamy tam swojego ambasadora. Nasz największy sojusznik zza Wielkiej Wody nie ma, od pół roku swojego przedstawiciela w W-wie. Kto jest nim w Brukseli? Specjalista? Od czego? „Dobra zmiana” reformuje dyplomację po polskiemu, to znaczy że wstawia swoich ludzi. Patriotów oczywiście realizujących linię i zadania partii, ale czy są to fachowcy czy Po Prostu sami swoi?

Reforma sprawiedliwości i strukturalne zmiany w tym resorcie mają związek, lub mogą mieć, z unijnym prawodawstwem. To było wiadomo od początku i wydawałoby się, że w jakimś stopniu powinno się to po przyjacielsku twardo obstając przy swoich racjach, przedyskutować w Brukseli. Ale oczywiście nie chodziło w jakimkolwiek momencie o konsultacje. Prezes postanowił, Ziobro zobaczył szansę na umocnienie swojej pozycji i zaczęło się. Jak to w „dobrej zmianie” swoi zaczęli być obstawiani na decydujących stanowiskach, bo tylko oni mogli realizować plany Prezesa. Decydenci trochę sobie pohejtowali, ale to przecież może zdarzyć się w najlepszej rodzinie, nieprawdaż? Jakie skutki to wywoływało, to widzimy przez 6 lat, z ciągłymi kłótniami, przepychankami, nocnymi ustawami, niejednorodnym prawodawstwem, często niezrozumiałym i wzajemnie się wykluczającym czy Po Prostu nieakceptowanym przez tych, którzy mieli je stosować. OBYWATEL w tej kołomyjce kompletnie się nie liczył a prawie wszelkie sądowe procedury i procesy zaczęły bić rekordy opieszałości.

Polska i Polacy mają oczywiście prawo do stanowienia prawa, ale jak to w każdej społeczności, małej czy dużej, trzeba liczyć się z innymi jej uczestnikami dyskutując z nimi najważniejsze elementy współistnienia. Tą oczywistość miał obecny rząd dosyć głęboko, ponieważ wygrał wybory i uważał, że każda jego decyzja, jest dobra tak jak i cała „dobra zmiana”. Rozmowa? Dyskusja? Formalne ustalenia? Zawarcie kompromisu? Toż to zdrada mocium panie! Wolnoć Tomku w swoim domku! No ale przecież są sąsiedzi, jest jakaś wspólnota do której wstąpiliśmy, podpisane traktaty, rozumienie pewnych pojęć i zgoda na ich interpretację i ocenę przez wspólny trybunał składający się z wszystkich przedstawicieli umawiających się stron?

A po co mielibyśmy zgadzać się z jakimś trybunałem?! Suwerenność to znaczy, że nikt nam do garnków nie będzie zaglądał. Nawet jak śmierdzi a administracja jakieś paragrafy nam pokazuje, do opamiętania nawołuje i na jakieś umowy się powołuje. Niech się nie wtrącają, bo jeszcze się wyprowadzimy i będą żałować.

Po co nam to wszystko było? Po co?

Po co do tej Unii się zapisywaliśmy, jakieś umowy i traktaty podpisywaliśmy, na coś się umawialiśmy i pieniądze braliśmy?

Po co!!


Lubię to! Skomentuj151 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka