Data wyborów zbliża się wielkimi krokami. Wszystkich zajmujących się polityką elektryzuje wybór na urząd Prezydenta. Ale Jarosław Kaczyński rozpoczął już kampanie o zdobycie większości parlamentarnej. Otrząsnął się z tragicznych przejść i zaczął realizować długosiężny plan sformowania w przyszłym roku Rządu pod swoim kierownictwem.
Prezes PiSu jest realistą. Nawet do niego dotarło że zwycięstwo w najbliższych wyborach będzie trudno osiągalne a właściwie jest niemożliwe. Nie można z dnia na dzień zmienić się i stać się swoim przeciwieństwem odbierając palmę pierwszeństwa premierowi Tuskowi w głoszeniu „polityki miłości”. Społeczeństwo potrzebuje również czasu na aklimatyzację z nowym wizerunkiem Prezesa. Musi się on utrwalić i pogłębić nie opierając się tylko na tragicznym wydarzeniu sprzed kilku tygodni. I dlatego kampania prezydencka jest dobrą okazją do przetestowania nowej strategii i zdobycia przyczółków powodujących nerwowość w obozie politycznego przeciwnika.
„Ukoronowany” przywódca opozycyjnej partii jest świadomy że zdobycie poparcia ponad 50% wyborców nie jest realne. Inną sytuacja stwarzają wybory parlamentarne w których nawet 30% poparcie dawałoby olbrzymią szansę na sformowanie koalicji. Innym aspektem zmniejszającym atrakcyjność sprawowania urzędu Prezydenta jest oddanie sterów w Pisie w inne ręce. Byłoby to stworzeniem okazji do niekontrolowanej przez siebie sytuacji i rozpoczęcia walk frakcyjnych w kierowanej, do tej pory, żelazną ręką partii. Również świadomość iż wyborcy (po ewentualnie wygranych wyborach prezydenckich) niechętnie patrzą na oddanie pełni władzy w Państwie przedstawicielom partii niezdolnej do wypełnienia pełnego okresu 4-letniej kadencji i zrealizowania swojego programu wyborczego, nie zwiększa atrakcyjności walki o fotel Prezydenta.
Testowanie przez Prezesa zdolności koalicyjnych już się rozpoczęło. Koalicja z SLD w TVP była tego początkiem. Przejęta od Tuska polityka „miłości” ma rozszerzyć zdolności koalicyjne również w kierunku PO. I chociaż na razie przyjmowane jest to z niedowierzaniem to potrzeba czasu na ugruntowanie tej możliwości u potencjalnych wyborców. Plan długosieżny i wydaje się, trudny do zrealizowania. Ale wydaje się że jest jedyna, pozostała jeszcze możliwością na dotarcie do rządowych ław parlamentarnych. A to jest najważniejszym celem dla osamotnionego Jarosława Kaczyńskiego. I dlatego nie należy tez wykluczać możliwości politycznego pogodzenia się z dawnymi „konkurentami” w szeregach PiSu. Uwiarygodniałoby to zmiany jakie Prezes proponuje i stwarzało szerszą platformę do ataku na pozycje PO.
Chociaż wydaje się to w tej chwili mało prawdopodobne i jest trochę przedwczesnym snucie podobnych scenariuszy ale „marzenie” Igora Janke o nowym POPiSie może przybrać po wyborach prezydenckich bardziej realne kształty. Jeżeli umiarkowani politycy z obecnego sztabu wyborczego Prezesa zaczną odgrywać większą rolę w Jego partii a wysłani na „zesłanie” do Brukseli dysydenci zostaną skutecznie pozbawiani wpływów, teoria ta może stać się realizowaną polityką. Ale wszystko zależy od uprawdopodobnienia się Jarosława Kaczyńskiego zarówno u Jego sympatyków jak i niedowiarków po drugiej stronie politycznego spectrum. Czasu nie pozostało Prezesowi dużo. Najbliższe wybory jak również przyszłoroczne będą prawdopodobnie ostatnimi w których będzie uczestniczył.


Komentarze
Pokaż komentarze (31)