Marek Migalski wyzywa na pojedynek Palikowa. Nie po raz pierwszy zresztą ale już nie szermuje białą bronią. Sztachety poszły w ruch, przeciwnik groźnie szczerzy zęby i w sposób oczywisty egzekwuje swoja pozycję jako samiec alfa kładąc się do łóżka Tuska więc trzeba bronić premiera. Zaraz się rzuci na pana Marka który pilnie ogląda programy National Geographic zatytułowane „The dog whisperer” o ujarzmianiu psich bestii uprzedzając niebezpieczeństwo pogryzienia. W panu Marku odzywa się chyba również zew puszczy i walka przenosi się ze sztabu wyborczego Prezesa na szerokie łamy salonowych stepów. Obława się zaczęła i już ten skandalizujący Palikom nie wymknie się z obławy. Nie tylko pan MM ale również Grzesiek i Donald biorą sztachety w swoje ręce aby dokończyć agonii zdetronizowanego samca.
Wzywanie Komorowskiego na pojedynek przez pana Marka zostało zignorowane, Palikot nie odpowiadał na Jego liczne uderzenia rękawicy, Pan Dorn zignorował propozycje współpracy, rząd nie reagował na oskarżenia o zabijaniu swoich, najsłabszych obywateli, tylko ja, niepozorny blogowicz reaguję na wpisy swojego kolegi z s24. Ale cóż znaczy taki niechciany „przeciwnik”? W żadnym sztabie nie jestem, politykiem też nie, znanym dziennikarzem tym mniej nie a pojedynkować się chcę? Wolne żarty! I jeszcze pewnie zażądam wyboru broni? Kodeksu Boziewicza nie studiowałem tylko kilka reguł przez redakcję salonu s24 wpojonych znam a o porywam się z motyką na słońce. Pewnie jeszcze zacznę dyskutować ze słowami Prezesa o patriotach komunistach i udowadniać ze Stalin, Bierut i Gomułka tez chcieli dobrze dla Polski. A że byli sługusami Moskwy? Ach, można by powiedzieć tak jak jeden z bohaterów filmu „Some like it hot”, który argumenty o niedogodnościach wynikających z poślubienia przedstawiciela tej samej płci kończy prostym stwierdzeniem: „Well, nobody's perfect”.
Pan Marek swój Blog firmuje dumnym:„doktor politologii, eurodeputowany Pis”.Przeglądam jeszcze raz Jego wpisy. Gdzie tu jest politologia? Gdzie jest europejski parlament? Czy ktoś może to wyjaśnić? Wydawało mi się że podpisywanie swoich wpisów tymi określeniami do czegoś zobowiązuje ale jak widać to słowa rzucane na wiatr. Ale może się mylę, może Pan Marek pisze to co myśli jako przedstawiciel tych nowych elit? Nowej inteligencji nazwanej przecież przez sympatyka tej samej linii politycznej „wykształciuchami”? Wprowadzających nowe normy, pokazujących nam jak być powinno, jak powinno się dyskutować, polemizować, jak zmieniać polityczne dysputy na lepsze? Jak naprawiać brak tego na co wszyscy narzekamy czyli brak szacunku, zajmowania się istotą zagadnienia zamiast ekscesami a dyskutowanie jak powinno się postępować a nie naśladować najgorsze, zwalczane metody przynoszące tani rozgłos.
Jeżeli nie chcemy palikotow to przecież nie tylko jednego, czy większej ilości konkretnych nazwisk z politycznej areny. Chodzi przecież o zasady, reguły gry i zachowań. Czy można je ulepszyć naśladując rottweilerów z innej partii? Używając tego samego „literackiego” języka i podobnych metod szokowania? Czy to jest funkcja członków PE? Jakiegokolwiek parlamentu? Jakiegokolwiek członka sztabu wyborczego? Przecież można inaczej. Pokazują to panowie Poncyliusz, Bielan, Kamiński, pani Kluzik_Rostkowska i inni. Można inaczej, można pokazywać jak być powinno. Można wprowadzać nowe standardy zamiast naśladowania najgorszych wzorów. Ale być może każda partia potrzebuje samca beta starającego się odgadnąć myśli przywódcy stada. Tylko ze pan Migalski przypomina w tym nie tyle buldoga lecz raczej foksterierka. Zaczepny i robiący dużo hałasu, ujadający na wszystkie strony i czekający na nagrodę swojego samca alfa ale potrafiący złapać za piętę jeżeli chce o sobie przypomnieć.
To by było na tyle. Wracam do oglądania kanału „National Geographic”. Będę się uczył o życiu. W stadzie.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)