Oceny obserwatorów sceny politycznej po zmianie składu Rady Politycznej w PiSie, co się rzadko zdarza, są dosyć zgodne. Niezrozumiałe, irracjonalne, zrzucenie owczej skóry, wywołujące zdziwienie, samobójcze i szaleńcze. To tylko kilka z określeń po ostatnich, personalnych roszadach zaproponowanych przez Jarosława Kaczyńskiego w najwyższym organie władzy uchwałodawczej PiSu. Wszyscy próbują szukać wytłumaczenia odwrotu od przynoszącej sukces strategii przedwyborczej i nikt nie znajduje logicznego wytłumaczenia dla podjętej przez niego decyzji odsunięcia od wpływów ( zresztą i tak symbolicznych ) jej głównych architektów. Zgłębienie motywów Prezesa prowadzących do odwrócenia się od nowo-powstającego, mniej zachowawczego i bardziej skierowanego na kompromis skrzydła w PiSie i oparcie się na starej gwardii jest dla komentatorów zbyt trudne. Konsystentnej odpowiedzi na pytanie dlaczego (?) nie udało się im jeszcze sformułować.
Wydaje się że komentatorzy popełniają jeden błąd myślowy a mianowicie identyfikują partię PiS z jej prezesem dla którego najważniejszym celem powinno być zdobycie demokratycznej większości. Taka przesłanka wydawałoby się oczywista ale według mnie jest to błędne założenie a przynajmniej nie uwzględnia sytuacji w której ta partia się znajduje. Założenie w którym celem generała powinno być wygranie wojny a nie bitwy nie sprawdza się. Odnosi się wrażenie że wygranie bitwy na kanwie katastrofy smoleńskiej jest ważniejsze od zbudowania podstaw sukcesu dla PiSu w następnych wyborach.
Prawie wszyscy zgadzają się ze Prezes stworzył i kieruje PiSem w sposób autorytatywny. To On wytycza cele, nie zawsze zresztą wyraźnie zdefiniowane lub często się zmieniające, to On decyduje o wewnątrzpartyjnej polityce personalnej, to On swoimi wypowiedziami określa ton jakiego partia używa i decyduje o kierunkach politycznej debaty. Olbrzymi polityczny aparat który stworzył jest od początku do końca pod Jego decydującym wpływem. Jarosław Kaczyński jest odpowiedzialny za stworzenie sytuacji w której nie do pomyślenia jest konflikt typu Tusk-Schetyna lub Napieralski-Olejniczak. Jest to Jego olbrzymie polityczne osiągnięcie ale jednocześnie olbrzymia słabość gdyż nikt nie ma szansy aby „zaistnieć” bez zgody Prezesa. Jego wola jest rozkazem.
W sytuacji w której jednowładztwo jest JUŻ zrealizowane zaczynają czynniki charakterologiczne lidera odgrywać coraz większą rolę. Zidentyfikował On się z kierowaną przez niego organizacją na tyle iż odróżnienie personalnych motywów nim kierujących od tych postawionych organizacji przychodzi z trudnością. I sytuacja taka daje się zaobserwować w postępowaniu Jarosława Kaczyńskiego.
Porażka w wyborach prezydenckich, co gorsza z PO’wskim kandydatem z 2-giej linii musiała zostać bardzo ciężko przez niego odczuta. Należy dodać ze było to kolejne niespełnienie w walce o przywództwo w kraju. Ale nieosiągnięcie fotelu Prezydenta, który dawał możliwości bezpośredniego decydowania i ukierunkowania wysiłków prowadzących do zapewnienia św.p. Lechowi Kaczyńskiemu miejsca w narodowym panteonie spowodowało zmianę prowadzonej przez niego taktykę. Cel pozostał ten sam, metody, jak na to wygląda, zmieniły się. Względny sukces PiSu nie zadawala Prezesa a następne wybory są odległe.
I w takiej sytuacji katastrofa smoleńska staje się priorytetem uderzenia w rząd i jego reprezentantów. Sprawa niezmiernie emocjonalna i dająca możliwości grania na nastrojach którą to umiejętność Prezes doskonale opanował. Wybór Macierewicza na główną postać w tej walce jest wymowny. Nie ma w PiSie osoby bardziej kontrowersyjnej i bardziej związanej z ideami Prezesa jeśli chodzi o układ, powiązanie z obcymi agenturami i przyczyniającej się do upadku Rządu.
Podjęte przez Jarosława Kaczyńskiego zmiany w Radzie Politycznej odsuwają możliwość uspokojenia rozgotykanych w społeczeństwie emocji. Osoby uznawane przez wszystkich, w PiSie i poza nim, za autorów sukcesu nie zostały „nagrodzone”. W interpretacji Prezesa były one odpowiedzialne za Jego osobistą porażkę. I tak jak prawdziwy autokrata skierował je na boczny tor nie licząc się ze zdaniem ich wewnątrzpartyjnych sympatyków. Konfrontacyjny zwrot na następne miesiące został wytyczony. I nie jest wykluczone iż będzie Prezes rozgrywał opcję doprowadzenia Rządu do upadku. Już przecież wyraził opinię że w „prawdziwej demokracji” poddałby się on do dymisji. Zapominając dla łatwości o wynikach prezydenckich wyborów które były odzwierciedleniem demokratycznych reguł i w jakimś stopniu poparciem wyborców dla obecnej rządzącej ekipy. Ale Jarosław Kaczyński wyraził swoją opinię i stanie się ona mottem PiSu do następnych wyborów. Jak w prawdziwej autokracji: partia to Prezes a Prezes to partia.


Komentarze
Pokaż komentarze (114)