Na razie mam dość. Polityka ograniczona do walki o Krzyż pod Pałacem, demonstracja i happening relacjonowane przez kwiat polskiego dziennikarstwa, fokus całego społeczeństwa skierowany na Krakowskie Przedmieście a nakręcanie bębenka to oczywiście wina mediów bo my sami w tym nie uczestniczymy! Już nami nie manipulują, my sami potrafimy się dobrze i skutecznie zmanipulować. Nasz salon24 nakręca to wszystko naszymi palcami na klawiaturze czy sam jest odgórnie nakręcany?
Ale nie o tym chciałem. Rzeczywistość przywołała mnie do rozsądku. Wiadomość z prasy: podczas ostatniego „weekendu bez ofiar” zginęły 44 osoby a 542 zostały ranne. Podobno rekord tego lata. W ciągu lipca 326 a w sierpniu już 87 osób zostało uśmierconych.
W ciągu jednego dnia 44 pogrzeby osób „zamordowanych” lub „popełniających samobójstwo”. Przekraczających dozwoloną szybkość, wyprzedzających na trzeciego, wymuszających pierwszeństwo, ignorujących linie ciągłe itd. itp. 44 trumien a ile osób za nimi? Członków rodzin tracących najbliższych? Ile cierpień, łez, rodzinnych tragedii, dzieci tracących ojców lub matki lub do końca życia pozostających inwalidami? Zmuszonych przez głupotę, alkohol, nieostrożność, pośpiech lub brawurę do niezawinionych cierpień? Pozostających często w osamotnieniu, zmagających się ze swoją traumą, ponoszących koszty leczenia i procesów, dążących do odkrycia prawdy i ukarania winnych, walczących o powrót do normalnego życia lub opiekujących się „swoimi” inwalidami.
Śmierć śmierci nierówna. Ileż to mieliśmy w salonie wpisów o ofiarach katastrofy smoleńskiej. Ile osób identyfikujących się z cierpieniem rodzin wyrażało swoje współczucie w swoich blogach. Ukazywały się na czołowym miejscu salonu24. A przecież tylko w pierwszych dziesięciu dniach sierpnia rodziny ofiar zabitych na polskich drogach przekroczyły liczebnością te z katastrofy TU-154. Nie były to jednak tak znane nazwiska. Nie dostały się one na pierwsze strony gazet. Nie epatują opinii publicznej no bo w końcu jak długo można się przejmować tragiczną śmiercią mniej lub więcej wpisaną w polską rzeczywistość?.
Rozpacz rozpaczy nierówna. Widzimy ją dopiero gdy dotyczy znanych osób, nazwisk ze sceny politycznej, celebrytów lub dotyka nas samych. Poznajemy jej gorzki smak cierpienia gdy przeszywa nasze jestestwo i nie pozwala uwolnić się od jej bólów. Nie są wtedy ważne sprawy żyjące w umysłach innych osób. Jest wszystkim czym jesteśmy, wypełnia nas dominując nasze myśli, działania i uczucia. Jest częścią nas samych przypominając nam o sensie lub bezsensie naszej egzystencji.
Empatia empatii nierówna. Czy potrafimy się zidentyfikować z bólem osób nam nieznanych, pomyśleć ze dzisiaj, jutro i w najbliższy weekend ilość cierpiących się powiększy i przejdzie to znowu niezauważalnie? Czy potrafimy sobie uzmysłowić ze może w jakimś małym stopniu mamy wpływ na to aby tych ofiar było mniej, aby ograniczyć potencjalne niebezpieczeństwa związane z powstaniem sytuacji w której ofiary mogą „powstać”?
Cierpienie i ból nie są „mierzalne”. Nie da się ocenić wymiaru bólu czołówkami gazet tym się zajmujących. Tragedie ludzkie spowszedniały. Omijane są z daleka jeżeli nie przynoszą medialnych sensacji. Ale istnieją obok nas. I przynoszą te same cierpienia, często wściekłość i nienawiść swojego bezsensu jak te o których nieustannie potrafimy dyskutować. Ich wymiar jest jednak taki sam. Idziemy dalej, uwalniamy się od śmierci i walczymy o życie.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)