Plaga księży mówiących nie to co trzeba tylko to co myślą rozprzestrzeniła się na tyle że polski Kościół musi stosować administracyjne metody zamykania ust swoim kapłanom. Ostatnio coraz częściej. Księża Isakowicz–Zaleski, Boniecki, Lemański a dzisiaj o. Mądel. Mówili nie to co trzeba i mówili nie tam gdzie trzeba czyli w „zależnych” mediach co wydaje się największym grzechem. Kościół nie jest demokratyczną instytucją i nie ma zamiaru wysłuchiwać pouczeń ze strony szeregowych członków czyli duchowych przywódców wiernych głoszących „prawdy” nie zatwierdzone przez hierarchię.
Co najdziwniejsze księża są „ukrywani” nie za odstępstwa od katolickiej Wiary. Nie można im zarzucić głoszenia teologicznych herezji przynajmniej jeśli się za nią nie uzna stosunków polsko-żydowskich albo wypowiedzi o katastrofie smoleńskiej. Takie tematy są akceptowane tylko jeżeli głoszone są z katolickich ambon albo ewentualnie przez duchownych wysoko ustawionych w hierarchicznych zależnościach takich jak np. o. Jacyniak. No ale On nie publikował na wrażych portalach podobnych salonowi24 czy natemat i mówił o polityce ale w sposób który wyznaje większość biskupów. I dlatego zasługiwał na oklaski.
O. Mądel jest prawdopodobnie płotką w swoim zakonie, który interesował się sprawami zarezerwowanymi dla wyżej postawionych hierarchów. Miał odwagę pisać o tym i jak każdy odstępca ponosi za to karę. Czy to pedofilia czy lobby homoseksualne, kościelna lustracja czy sprawy polsko-żydowskie, katastrofa smoleńska czy dzietność wśród księży – to nie są tematy do wypowiadania się na nie przez szeregowego duchownego. Istnieją sztywne, od wieków ustalone struktury i odwieczny hierarchiczny porządek w państwie kościelnym. Zmiana ich to próba schizmy, wprowadzenie nieakceptowanych zmian, to podmuch tzw. demokracji, niszczycielskiej siły burzącej zdyscyplinowany system kościelnych zależności. Nie może to się spotkać z akceptacją strażników duchowej czystości.
Świat się zmienia, również ten duchowy. Przybywa diabłów i egzorcystów do ich zwalczania. Inkwizycji już nie ma ale czarownice i demony przecież nie znikły. Są specjaliści do ich tropienia na ścieżkach dźwiękowych, pomiędzy wierszami w książkach, obrazach filmowych i wypowiedziach celebrytów, polityków i artystów. Coraz większe zapotrzebowanie na wypędzanie diabła. Jak mu zamknąć usta? Zakaz wydaje się skuteczny.
Internetowa rewolucja ominęła Kościół. Nie ma internetowych kaznodziejów wyjaśniających Pismo św. i jego przesłanie. Nie ma nauk niedzielnych na blogach, księża nie siadają za klawiaturę, nie organizują wiernych na fejsbuku, nie walczą o propagowanie Wiary na forach internetowych. Stracona szansa? Prawdopodobnie tak gdyż coraz mniej słuchających pod amboną a coraz więcej tych posługujących się elektronicznymi środkami przekazu. Blogujący Jezus? Pewnie by skorzystał z Internetu ale czy biskupi by mu pozwolili?
O. Mądel nie jest pierwszy i nie będzie ostatnim „ukrytym”. Reguły zakonne nakazujące bezwzględne posłuszeństwo są jasne a podpisany cyrograf zachowuje swoją moc przez całe życie. Niepokorny bloger, jeżeli będzie miał szczęście, zostanie wysłany na placówkę gdzie nie będzie już bruździł . Nie będzie publicznie głosił idei niepasujących oficjalnym wykładniom. Ucichnie zamieszanie. Na jakiś czas. Do następnego „ukrycia”.



Komentarze
Pokaż komentarze (48)