W sprawie wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej coraz bardziej znika z pola widzenia wyjaśnienie jej przyczyn. Ostatni przeciek z prokuratury, medialne i salonowe reakcje na to wydarzenie pokazują to coraz wyraźniej. Dwie strony konfliktu dyskutują o wszystkim tylko nie o możliwych przyczynach rozbicia się samolotu. Oskarżenia o prowokację, nienawiść, ukrywanie prawdy, dyskredytowanie i manipulacje wybijają się na plan pierwszy. Jedni mówią, że właśnie o to chodzi, drudzy odparowują: jacy eksperci takie ekspertyzy. Dlaczego doszło do katastrofy staje się nieważnym przyczynkiem do wzajemnego obrzucania się błotem. Kontrolowany czyli świadomy przeciek opublikowany przez GW wywołał burzę. Esencja pozostała po odciśnięciu pikantnych szczegółów jest jedna: nie zaprezentowano, żadnych dowodów na potwierdzenie głoszonych przez ekspertów tez. Profesor Binienda jako jedyny przeprowadzający wcześniej obliczenia inżynierskie na podstawie internetowych danych o TU-154M do swojego modelu symulacyjnego, nie przedstawił prokuraturze żadnych informacji ani dowodów na poparcie prezentowanych wcześniej twierdzeń. Pozostali, przesłuchani eksperci również nie dysponowali materiałami mającymi jakieś znaczenie do wyjaśnienia przyczyn strasznego wypadku.
GW wyżywa się na niekompetentnych ekspertach powołujących się na swoje lotnicze doświadczenia z czasów dzieciństwa oraz obserwowania skrzydeł samolotu w czasie pasażerskich lotów. Druga strona czyli pan Macierewicz odpowiada: „powrót do 68 roku”, „papierowe zabójstwo” i „nagonka na świat nauki”. Czytelnik może tylko mierzyć poziom wzrastającego ciśnienia, gdyż poziomu emocji w mózgu powstających, zmierzyć się raczej nie da. Nie bardzo już wiadomo o co chodzi, pozostają dwa zwalczające się obozy tracące z pola widzenia Smoleńsk i tragiczny wypadek, który podobno(?) czeka na wyjaśnienie. „Dokopać” - aby mocniej, poniżyć – więcej niż przeciwnik, zmanipulować – trochę sprytniej niż oni, „odkuć się” – bardziej niż oni to potrafią.
Salomona, mieczem rozsądzającego konflikt nie do rozwiązania, jakoś nie bardzo widać. Profesor Kleiberg ma, być może, szanse aby się nim stać ale… no właśnie ALE. Obie strony zgadzają się na jego warunki gdyż autorytet postaci prezesa PAN’u stawia go poza wszelkimi podejrzeniami o stronniczość ale pan Macierewicz stawia warunek początkowy czyli wspomniane już: tak ALE…. Zgodzimy się jeżeli będziemy mieli „SWOJEGO” wiceprzewodniczącego i jeżeli debata będzie transmitowana przez media. Ten drugi warunek jest popierany przez Kleibera więc nie będzie problemem ale WŁASNY przewodniczący? Co to ma właściwie oznaczać? Może Po Prostu Macierewicz chciałby kontrolować prof. Kleibera?
Prezes PAN’u przyznaje że nie wszyscy eksperci Macierewicza mają kompetencje aby brać udział w naukowej konferencji. Nie jest to oczywiście dyplomatyczne chociaż prawdopodobnie zgodne z prawdą. Naukowa konferencja smoleńska miałaby być otwarta dla naukowców zajmujących się lotnictwem i katastrofami w powietrzu. Warunkiem uczestnictwa miałby być referat zatwierdzony przez komitet naukowy składający się dziekanów polskich uczelni technicznych. Dyskusja na konferencji, transmitowana przez media odbywałaby się pomiędzy autorami referatów czyli osoby postronne nie mogłyby zadawać pytań. Warunek zrozumiały i wykluczający skierowanie polemik na polityczne tory.
Realizacja pomysłu prof. Kleibera rokuje nadzieje na prawdziwe, fachowe dyskusje ekspertów o merytorycznych aspektach tragicznego wypadku. Prawdopodobnie nie wszystkie będą zrozumiałe dla nas laików ale to już problem profesora jak je „przetłumaczyć” dla przeciętnego Polaka. Jest duża szansa. Czy zostanie zrealizowana? Jeżeli jest dobra wola z obu stron to nic nie powinno stać na przeszkodzie. Ale warunek jest jeden dla wszystkich: politycy nie biorą udziału w dyskusjach! A wszystkim zainteresowanym polecam wywiad z profesorem Kleiberem. Dla niektórych będzie to niestety, ale ukazał się w Gazecie Wyborczej: Prof. Kleiber składa ofertę: Nauka może rozbroić Smoleńsk



Komentarze
Pokaż komentarze (18)