Polska jest katolicka. Od wieków. Ale coraz mniej. Przynajmniej według Polaków, którzy coraz mniej identyfikują się z wielowiekową tradycją swoich przodków i z roku na rok coraz bardziej odchodzą od Kościoła. Ilość wierzących i praktykujących zmniejsza się. Co nie udało się przez dziesięciolecia reżimowi komunistycznemu aktywnie walczącemu z Kościołem i jego wyznawcami skutecznie udaje się, bez walki zresztą, obecnemu społeczeństwu konsumpcyjnemu. Wolność wyznania i praktyk religijnych skutecznie zatrzymała potrzebę manifestowania i uzewnętrzniania swoich religijnych wyborów.
Badania Instytutu Statystyki KK (ISKK) oraz analiza danych ze spisu powszechnego w roku 2011 są zbieżne i wykazują spadek i religijności (osoby uczestniczące w obrządkach katolickich) i osób deklarujących się jako katolicy. Dwa lata temu 87% osób uważało się za katolików ale tylko 40% uczęszczało na Msze św. a 16% przystępowało do Komunii św. 459 osób formalnie dokonało aktu apostazji czyli wystąpienia z KK. Jak podkreśla ks. Wojciech Sadło z ISKK : „Obserwujemy niewielki, ale regularny, stopniowy spadek liczby osób regularnie uczestniczących w niedzielnej Mszy św. Jak dodał, spadek dotyczy wszystkich diecezji, niezależnie od tradycyjnego kontrastu między najbardziej religijnym południowym wschodem a najmniej religijnym północnym zachodem kraju. Nie ma takich regionów, gdzie wiara byłaby ustabilizowana przez ostatnie dziesięciolecia”.
Zmniejszająca się ilość osób wierzących czy chodzących do kościoła to jedna strona medalu ale bardziej istotne dane, z punktu widzenia moralności i stosowania się do etyki oraz kościelnych przykazań, to wysoki rozdźwięk między uczestnictwem w praktykach religijnych a sferą zachowań codziennych. Zdrady i rozwody, stosowanie antykoncepcji i aborcje, dzieci pozamałżeńskie – te zjawiska rzadko kiedy można zdefiniować jako typowe dla „niekatolików”. Wierzący wierzą ale stosują „swoje” zasady moralne rzadko pokrywające się z katolickimi przykazaniami. Jeszcze bardziej widoczne jest to w szkodliwych zjawiskach społecznych takich jak: nietolerancja, agresja, wulgaryzmy, przejawy szowinizmu, patologie społeczne lub przestępstwa kryminalne. Wierzę ale swoje wiem i stosuję swoje zasady moralno-etyczne (w zależności od sytuacji oczywiście) a Pan Bóg i tak wie jak „dobrym” katolikiem jestemJ.
Poczucie grzechu i winy się zmniejsza a religia traci wpływ na ład moralny. Biskupi swoje a ilość rozwodów i aborcji rośnie, zdrada jest czymś coraz bardziej akceptowalnym a nazywane dawniej konkubinatami związki są, szczególnie wśród młodzieży, powszechnie akceptowaną praktyką. Tysiące a właściwie dziesiątki tysięcy przerwań ciąży a ilość osób przystępujących do spowiedzi i Komunii św. nie maleje, kiedyś pejoratywne określenie „rozwodnik” powoli przestaje istnieć a dzieci coraz częściej wyrywane są sobie przez matkę lub tatusia a w najlepszym wypadku mogą jedno z rodziców widzieć raz na 2 tygodnie.
Kościół Katolicki traci wpływy powoli lecz nieustannie. Nie jest to tylko wpływ politycznych konstelacji ale postępujący proces w całej Europie zgodny z indywidualizacją, łatwiejszym (podobno) życiem, swobodami wyborów i mniejszym naciskiem wzajemnych, społecznych kontroli. Do kościoła chodzi się mniej ale ci co to robią są w większym stopniu świadomi swojego wyboru i jak się wydaje bardziej przeżywają swoją religijność. Tak jak to się dzieje w przypadku wyznawców Jehowy, „zielonoświątkowców” czy ortodoksyjnych żydów lub mormonów. Ilość zamienia się w jakość chciałoby się powiedzieć.
Kościół w wymiarze powszechnym się zmienia, ale jego hierarchia nie bardzo ma na to i ochotę i możliwości. Zachodzące procesy społeczne są coraz szybsze i coraz bardziej wymuszane przez młode pokolenia a średnia polskiego episkopatu to grubo po 60-siątce. Wiek przynosi ze sobą doświadczenia ale również coraz mniejszą elastyczność i chęć do zmian. A te są niezbędne i nawet 77-latek Franciszek pokazuje, że możliwe do zrealizowania. Ale decyduje świadomość że trzeba inaczej, lepiej, bliżej wiernych i bliżej słów Ewangelii. W Jej pełnym wymiarze tak często zapominanym a może jeszcze częściej błędnie interpretowanym lub dukanym bez zastanowienia.
Piszę te słowa na salonie24, miejscu gdzie ilość katolików jest chyba większa od średniej krajowej. Miejscu prezentacji i wymiany poglądów, które ścierają się często niezwykle emocjonalnie i bezpardonowo. Forum odwiedzane przez tysiące ale gdzie myśli prezentowanych przez katolickiego księdza nie uświadczysz. Czyż nie jest to symptomatyczne? Gdzie jest duchowny mogący wypowiedzieć się na temat toczących się dyskusji, zaprezentować swoje opinie o nich, wprowadzić słowo Boże do tak często zacietrzewionych dyskusji? Czyż nie jest to OLBRZYMIA SZANSA dla polskiego kościoła? Nie tylko z ambony ale z wygodnego fotela przed ekranem komputera wprowadzanie nas salonowiczów państwa Janke, w praktykę ewangelizującą? Na co dzień, w ferworze dyskusji, polemik i niestety często „kłótni”.
Ewangelizacja na miarę czasów. Ksiądz wśród wiernych a nie tylko „na ambonie” lub w szkółce katechetycznej. Ksiądz internauta, umiejący się posłużyć klawiaturą, Ipadem lub smartphonem. Są tacy w Polsce?J Wierzę że tak, że nie tylko wśród jezuitów. Namawiam do akcji na salonie24.



Komentarze
Pokaż komentarze (121)