Lech-Blo-G.
Jestem, więc myślę. Myślę, by poznać. Poznaję, aby zrozumieć. Jestem.
13 obserwujących
515 notek
179k odsłon
  824   0

Izabela Trojanowska - dwa wywiady w Berlinie ( 2 )

Biblioteka Polskiej Piosenki
Biblioteka Polskiej Piosenki

Berlin. 2.05.1991 - Panie Lechu, przeprowadzenie ze mną rozmowy jest naturalnie możliwe. Proszę o telefon w tej sprawie, w ten sposób będzie  nam  się łatwiej umówić. Załączam pozdrowienia. Izabela Trojanowska.
18.12. 1991, Berlin


                                                                           Piękny zawód

                                                                        Linia losu artystki

                                                Rozmowa z Izabelą Trojanowską, aktorką i piosenkarką

-  Pani Izo, bardzo proszę, aby dzisiaj,  nasza druga rozmowa  przybrała  oryginalną formę. Ja proszę Panią o wspomnienie, refleksję, przemyślenia związane z Pani profesją, drogą do  uzyskania przez Panią na koniec roku 1991 statusu niezwykle popularnej aktorki i piosenkarki,  ceną osiągnięcia sukcesu... Właściwie  niech to będzie Pani monolog z moimi  ulotnymi tylko,  dyskretnymi, nieodnotowanymi pytaniami, zadziwieniami...

  Izabela Trojanowska:   -  Ściana domu, w którym mieszkałam, była zarysowana rozmaitymi dedykacjami. Proszę sobie wyobrazić, wszystkie niezwykle przyjemne. To się rzadko zdarza. A w tych listach, których worki zostały na pamiątkę, jest tylko kilka z pytaniem: czy pani nie zadziera nosa? Albo: dlaczego pani odeszła od * Budki Suflera*? Pretensje, miłe pretensje. A przy okazji: nie miałam możliwości utrzymania zespołu. Nie mogłam występować tak często, żeby muzycy mogli z czego żyć. No i zaczynały się problemy. Tak było ze * Stalowym Bagażem*. Gdy koncertowali sami, wtedy ludzie krzyczeli: - Gdzie jest Iza? Zespół musiał zmienić nazwę i zaczynać od nowa. A ja przeprosiłam kolegów i podziękowałam im za współpracę. Wiedziałam, że nie zrezygnuję z teatru, z filmu, właściwie z niczego.

  Czy od dziecka chciałam śpiewać? Wcale nie! Marzyłam o rysowaniu. Gdy tylko mama dała mi kredki i kartki, godzinami potrafiłam rysować. Jakieś księżniczki, kwiaty, słońca - świat piękny i pełen optymizmu. Nawet zamierzałam pójść do szkoły plastycznej. Jednak stało się inaczej. Śpiewałam, bo tak chciała moja mama. Bo ja miałam spełnić jej niezrealizowane marzenia. Bardzo pomagała mi stawiać pierwsze kroki. Uczyłyśmy się razem  piosenek Sławy Przybylskiej, Ewy Demarczyk, Anny German. Płytę           * Eurydyki tańczące * znałam na pamięć. Gdy miałam dwanaście lat, mama namówiła mnie, abym poszła do szkoły muzycznej. Nawet załatwiła z panią Bogucką, która uczyła tam śpiewu, żeby wcześniej przyjęto mnie do klasy zerowej. Na początku  miałam kłopoty z solfeżem, ale po roku byłam już najlepsza. Muzyka pochłonęła mnie całkowicie. Należałam do grupy * Po prostu * i jeszcze innego zespołu. Pierwsze występy przed dużą publicznością? To było w Olsztynie, na placu Grunwaldzkim,  przy fosie zamkowej...Potem chór katedralny i marzenie: zostać zakonnicą. Całymi dniami nie wychodziłam z kościoła. Śpiewałam na ślubach, na pogrzebach, znałam wszystkie pieśni, mimo, że siostra Pomerella wciąż podsuwała nowe. No, i jednocześnie wzięłam udział w eliminacjach do festiwalu piosenki radzieckiej. Mama zaprowadziła mnie za ucho, abym spróbowała. Mówiła, że warto. Miałam wtedy trzynaście lat. Dostałam nagrodę, płytę słynnego zespołu * No To Co *, za dobre chęci. Ale za to po roku  dobrnęłam do finału w Zielonej Górze i ... zwyciężyłam! Szalone przeżycie. Miałam tremę, bardzo dużą tremę. Wyobraziłam sobie, że śpiewam dla babci. Ona zawsze mówiła: * Żebym dożyła, żebym dożyła córeczko, gdy ty wystąpisz w telewizji. Koncert finałowy był transmitowany, a ja szeptałam: * Babciu, dożyłaś, zobacz, właśnie występuję*. Mama przyjechała na koncert finałowy. Widziałam, jak siedziała na widowni.

 


Potem zobaczył mnie Andrzej Wajda i zaproponował próbne zdjęcia do * Wesela *. Miałam grać Pannę młodą. Byłam zbyt niedoświadczona, a to przecież odpowiedzialna rola. Mój partner, Daniel Olbrychski, już wcześniej grał Pana młodego. Dostałam dwie strony tekstu. Miałam się go nauczyć na pamięć, gdy robiono mi makijaż. W końcu te rolę zagrała Ewa Ziętek, studentka szkoły teatralnej. I słusznie. Chyba dobrze oceniłam moje ówczesne możliwości.
  W roku 1971 brałam udział w festiwalu sacrosongowym w Olsztynie. Dostałam kwiaty. Wręczył mi je osobiście, dzisiejszy Papież    ( Jan Paweł II - rozmowa:  1991 rok - przyp. L.G.), jako najmłodszej uczestniczce. Tak, pamiętam, piękny bukiet. Jednocześnie zespół * Flotylla*  zaproponował mi angaż i gażę w wysokości ówczesnych 1000 - 6000 złotych miesięcznie. Nie wyraziłam zgody, chociaż były to wtedy duże pieniądze.
  Z Zielonej Góry zostałam zaproszona do Opola. Tam dostałam główną nagrodę za najlepszy debiut. Śpiewałam piosenkę: * O czym marzą zakochani* . Po festiwalu nie chciałam występować na estradzie. Dlaczego?  Bo wszyscy dziennikarze pisali o mnie niezbyt przychylnie. Czytałam w gazetach: *  Na pewno przewróci się jej w głowie*, * Zbyt szybko, zbyt szybko, czy to nie jest jej ostatni autograf?*. To było niesprawiedliwe. Nie przewróciło się mi w głowie. I zdałam egzaminy do Prywatnej Szkoły Teatralnej pani Baduszkowej.     ciąg dalszy - następna strona

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura