Na ławie gruszą zacienionej, wśród chrzęstów ziaren starej szyszki, wśród ciszy bardzo zagubionej,... grają w ćwierćnuty dnia - zadyszki.
Księżyc swą szepcze snu poświatą, dzień był upalny, że aż sucho, wiolin, babimór, wroniec-legato, snują drzemankę w omdlenia ucho. Nagle odeszły w dal widłaki, w mchu utuliły rosę półnuty, słońce wyniosło promienne znaki, Czas w sadzie zgubił milowe buty.
Chmury co twarze mają w dal płyną, Słońce pauzami swój zachód świeci, wiatr w drzewach trąci wieczną w ciup miną radości przyjdą, gdy ktoś je skleci.
Drzewa wierzące w pór roku zmienność, Wiedzą – że Wolność od Boga im dana, i choćby przyszła na zawsze ciemność, będą czekały brzasku i rana,
Jakże inaczej?
Grają w ćwierćnuty dnia – zadyszki, wśród ciszy bardzo zagubionej,… wśród chrzęstów ziaren starej szyszki, na ławie gruszą zacienionej.
Czego szukasz smutku z uśmiechem w rozmyślaniu zakrytym, dookoła przestrzeni kwiatostany ogromne, czy ucieczka to od tłumu samotności wyzbytym, jak to jest, być w spokoju, sam już tego nie pomnę. Tak, wystarczy, kupić, bilet i już wolność rozkwita, jeszcze jesteś w zamieci, życia gdzie chmur drapacze, a już czujesz traw zapach, falujące zbóż łany, wśród nich mak słońce wita,
zobacz, jak malowany.
Jedziesz do twego edenu, stukot kół budzi tory, skąd tak wielkie wzruszenie, perspektywą natury, w którą już za chwil kilka, wkroczysz, odrzucając z dziennika zgiełku namolne zmory.
Ty z uśmiechem zakrytym, w śpiewie traw, maków i chabrów, oceanie spokoju, co zastąpi smak ciszy, przemyślenia, marzenia,
wiatru szumu cne dary, delikatność nastrojów.
Kiedy patrzę na twarze rozkochane w tym świecie, naturalnym, prawdziwym, w polnej ciszy ozdobie, gdzie zapachy buszują, zaś skrzat baśnie swe plecie, bardzo pragnę być w raju, tam, gdzie, nie wiem, i wy także nie wiecie.
A od czego poezja? A od czego marzenia? Myślą lecę nad lasem, potem strumyk i gaje, widzę, czuję i słyszę tam gdzie w swoim szczęściu, dusza spełnia piękne życzenia.
A ja, cóż, pisząc szczerze jestem w mym dziwnym świecie, Gdzie? Nie wiem dokładnie, tak jak i wy nie wiecie. Lecz gdy padnie pytanie, chcesz tam być? W jednej chwili rzeknę: Gdzie kwiatostany przestrzeni ogromne, gdzie człek z uśmiechem w rozmyślaniu zakrytym, być albo nie być ?
Pytanie wiekopomne, tam gdzie lata z kwiatka na kwiatek wszystko co wieczne się staje, kupuję bilet i tam zostaję.





Komentarze
Pokaż komentarze