b-Lech-blo-G.
Jestem, więc myślę. Myślę, by poznać. Poznaję, aby zrozumieć. Jestem.
7 obserwujących
352 notki
96k odsłon
173 odsłony

A kto ty, kimś jesteś przecież?

Obraz para-ona-i on
Obraz para-ona-i on
Wykop Skomentuj

image                                         

Ona.

   - A kto ty, kimś jesteś przecież?
  - Nie wiem - odpowiada ona - są przecież znaki i osoby niezwykle na tym świecie.Tak pojawiam się, wędruję, pilnie patrzę, słucham, ujmuję ma urodą. A może, nie wiem, potem opowiedzą - życia przygodą.
- Inna jesteś, to pewne, inni szarzy, w ich spojrzeniach znużenie, a tobie do twarzy w zamyśleniu, zdziwieniu, i te uszka jak marzenie i nosek w uśmiechu, coś jest w tobie: nadzieja, niecodzienność, skryte serc wspomożenie.Dla uśmiechu w niepojęcia zmęczonych szarością ludzi zdumionym bezdechu. Bo po co tak być odległą od cnej codzienności? W kostiumie, wizerunku nie z świata tego. Idzie o zaskoczenie, błysk, sygnał, iż jest na tej ziemi jeszcze coś innego, nie tylko mól w starej książce, nie tylko przyzwyczajenie, sztampa, rutyna, za godziną godzina, zmęczenie, zniechęcenie. Tak wędruję, co nowe rozdaję niepostrzeżenie, zaskakuję i świata tego urodę smakuję. A jest co, tyle, że zapomniane, pod kurzu hałdami skryte, w złych kwasach rozmyte, rozrzucone gdzie byle starych grabi zębami. Tak patrzę, zmieniam się jak pogoda, tu uszko, tam nosek, co zmartwiałym choć uśmiechu doda. Wartość dodatkowa: moja misja spełniona..Naonczas świat ten szczęściem poruszony, ja zaś jego panna, bezgranicznie w lekkości radości uniesiona.On mój na wieki zdobywany. Są przecież znaki. Dla niepoznaki.
  - A kto ty w tym razie?
  - Nie wiem - odpowiada ona. Czas na kolejny kwiatek odlatywać.Na tym bez ram kolorowym, abstrakcyjnym, romantycznym, turpistycznym niestety w nastroju często, kubistycznym etc. etc. etc. ruchomym obrazie. Gdzie czas to ułuda.- Kim ja? Nie wiem. W tym przypadku, według mojej misji tajnego atlasu: nie mam słów ni czasu.

 

image 

On.

  - A kto ty, kimś jesteś przecież?

  – Kim jesteś? – zapytał zbir spluwając pod moje nogi. – No, kim? – powtórzył zbierając ślinę do drugiego wystrzelenia brązowego świństwa, teraz – jak zmiarkowałem – prosto w moją twarz. Zapewne myślał, że przyklęknę przed nim, zacznę prosić o litość, a może zliżę śmierdzące chińskim sosem plwociny i powiem: przepraszam. Stałem na środku sali restauracyjnej w kombinacie szybkich potraw Rojal i nie mogłem ze strachu odpluć w rewanżu, ani strzelić mu w szczękę. Bałem się, w głowie mętlik, nogi wrosły w parkiet błyszczący jak lakierki Freda A. Dlaczego ja? – kołatało mi w obolałej z wrażenia czaszce. – Kim jesteś? No właśnie, kim jestem? Pewnie nikim, skoro zbir pluje na mnie i zaraz złamie mi kość jarzmową. Przyklęknąłem przed nim, poprosiłem o litość, zlizałem śmierdzące chińskim sosem plwociny i powiedziałem: – Przepraszam. – No widzisz, szmata z ciebie – powiedział zbir – pedał, padlina i gówno. Nikt! – Tak, jestem nikt, zero, nul, łachmyta – piszczałem pokurczony. – Ty jesteś pan, więcej, ty panisko na dworze i wszędzie Senatorze przeogromny. Zbir wciągnął z wrażenia poliki aż gwizdnęło, odwrócił się do swoich towarzyszy i ryknął: – Skąd on to wie? Wyciągnął zza kamizelki kij golfowy i nuże okładać świtę. Oni rozbiegli się po kątach i błagali: – Oszczędź nas panoczku, my głupi, czytać nie umiemy, to i skąd wiedzieć mogliśmy, że on nie nasz. Senator wywinął młynka, wzleciał piruetem pod kryształowy żyrandol i rozpłynął się jak dym kopcący z naftowej lampy. Potem grom walnął w kombinat szybkich potraw Rojal . Nie został kamień na kamieniu. Nie było zbira, nie było jego czeredy, nie było mnie. – Kim jesteś? – niosło echo. Nikim? – Nikim – potwierdziłem zza kotary dzielącej czasoprzestrzeń. – Sam chciałeś – poinformowało mnie chórem zbiegowisko ciekawskich karłów. To był już inny świat. Łóżko wodne falowało jak wzburzone morze. Przeciągnąłem się, jak przebudzony kocur. Która godzina? Oby jeszcze pospać. Taki sen wart psa, a nie człowieka, psiakrew! Wtuliłem się w chlupoczące wybrzuszenia, oczy zaszły mi mgłą. Nagle coś zatrzeszczało, zakołysało i jak katapulta wyrzuciło mnie w przestrzeń kosmicznych bzdur. – Kim jesteś? – zapytał zbir spluwając pod moje nogi. No właśnie, kim jestem?

Lech Galicki

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura