17 obserwujących
593 notki
206k odsłon
  427   0

Parodia albo ostatni dzień na stoku

W starym kawale bogaty szejk zapragnął najlepszego niemieckiego samochodu. Cena nie grała roli więc spytał, na który trzeba najdłużej czekać. Na trabanta, nawet dwadzieścia lat.
Dwadzieścia lat!? Składam zamówienie.
Kiedy w fabryce dowiedzieli się, że ich „autem” zainteresował się szejk, dyrektor kazał natychmiast wysłać mu wersję deluxe. Szejk od razu pochwalił się przesyłką kolegom szejkom: patrzcie, niebywałe. Na samochód trzeba co prawda czekać dwadzieścia lat, ale kiedy go zamówisz, natychmiast wysyłają ci kartonowy model. Który jeździ!
Kawał ten przypomniał mi się, kiedy stałem w kolejce do wyciągu ostatniej niedzieli. Była ostatnia w trójnasób: w sensie, że poprzednia, w znaczeniu, że ostatnia w roku i także jako ostatni dzień z czynnymi wyciągami przed kolejną Narodową Kwarantanną.
Cierpimy w kraju na różne braki, ale w zimie szczególnie dotkliwy jest brak śniegu. Śnieg pojawia się tu i ówdzie, niekoniecznie tam, gdzie pobudowano wyciągi. Na Dolnym Śląsku jedynym pewniakiem, gdzie śniegu nie brakuje, jest wioseczka Zieleniec. W Zieleńcu brakuje wszystkiego innego: stoków, parkingów, kibli, hot dogów, ale śnieg zawsze jest.
Na każdy płatek przypada trzech narciarzy – ale jest.
Mało, drogo i naczekasz się na kanapę – ale jest. Dokładnie jak z trabantem.
Stoki w Zieleńcu dzielą się na krótkie i bardzo krótkie, kolejki na wyciąg: długie i bardzo długie. Tłum narciarzy żłobi przepastnymi muldami każdy cenny metr bieżący trasy , ale tylko tu można spełnić obowiązek towarzyski szusu między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem. Parodia ośrodka narciarskiego pn Zieleniec może dzięki temu sprzedawać swe karłowate atrakcje w cenach nieodległych od alpejskich,
Spełniłem swój narciarski obowiązek i ja. W kolejce mogłem obserwować zadziwiające pandemiczne obyczaje. Oto zbliża się sześcioosobowa gondola. Obsługa wykrzykuje cztery, cztery! Narciarze odpowiadają: rodzina! rodzina! i w szóstkę pakują się do środka. To absurdalne powitanie wynika z wymogu dystansu społecznego, nakazującego wsiadanie do sześcioosobowej gondoli tylko czterem osobom. Chyba, że – zgadliście – są jedną rodziną.
Przysięgam, nie miałem pojęcia, że w Polsce jest tyle rodzin 2+4, ile widziałem w Zieleńcu.
Ale w końcu wszyscy Polacy to jedna rodzina.
Dosiego.
image

Lubię to! Skomentuj14 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości